wtorek, 25 kwietnia 2017

Eksperyment z życia: "Lokatorka" JP Delaney [przedpremierowo]



(...) większość ludzi wkłada całą  swoją energię w próby odmienienia innych ludzi, podczas gdy ta naprawdę możemy odmienić tylko samych siebie, a nawet to jest niesłychanie trudne.


Ach, jak ja lubię thrillery psychologiczne. W sumie nie wiem, dlaczego tak rzadko sięgam po ten gatunek, skoro tak bardzo mnie to kręci. Trzeba będzie nadrobić. W każdym razie dziś opowiem Wam o książce, która doskonale wpisuje się w ten mroczny, nieco pokręcony i pełen napięcia klimat. JP Delaney to autorka, o której wcześniej nie słyszałam, a tu proszę, takie wielkie, pozytywne zaskoczenie. Lokatorka wciągnęła mnie już od pierwszej strony. Otworzyłam, zerknęłam z zamiarem "obczajenia", z czym mam do czynienia i... przepadłam! Świetna!


Człowiek dla przestrzeni?



Minimalizm stał się ostatnio bardzo modny. Te wszystkie poradniki, które pokazują czytelnikom na całym globie, że mniej znaczy więcej, a oczyszczając przestrzeń wokół siebie, oczyszcza się swoje wnętrze. Ja tam nigdy minimalistką nie byłam i chyba nie potrafiłabym z wielu rzeczy zrezygnować, ale sama idea brzmi dla mnie całkiem sensownie, chociaż może nie w tej mocno zaawansowanej wersji. 

Dlaczego o tym  wspominam? Z taką przestrzenią wolną od wszelkich zbytków, z motywem oczyszczenia wnętrza w wyniku rezygnacji z rzeczy, które łączą z przeszłością, mamy do czynienia w Lokatorce. Wierzcie mi, że nawet zaawansowany minimalizm to przy tym mały pikuś. Przestrzeń – dom przy Folgate Street 1 – nie jest jakimś tam przejawem minimalizmu; to poziom hardcore!


Może to jakiś rodzaj eksperymentu. Eksperymentu z życia.

Lokatorka Thriller psychologiczny

W niezwykłej budowli – czystej, białej, gładkiej i wysoko zaawansowanej technicznie przestrzeni – historia lubi się powtarzać, a przynajmniej pewne jej elementy dają złudzenie łudząco podobnych. Tu przeszłość Emmy łączy się z teraźniejszością Jane. Obie zwabione niesamowitym urokiem  tego miejsca i zafascynowane sylwetką jego projektanta, uznają, że dom może je zmienić, pomoże wrócić na dobre tory, zapomnieć o tym, co boli i da upragnione poczucie bezpieczeństwa.

Sprawa wynajmu nie jest taka prosta, ponieważ zainteresowani muszą zgodzić się na spełnienie długaśnej listy warunków (m.in. zakazu trzymania w domu książek, zgody na monitorowanie swojego "samopoczucia" czy sprzątania – za każdym razem, wszystkiego, łącznie z wycieraniem płytek po kąpieli, do sucha!), do tego wypełnić formularz zgłoszeniowy, który zawiera niezwykle intrygujące pytania dotyczące ogólnego sposobu myślenia (np. "Musisz wybrać pomiędzy uratowaniem posągu Dawida autorstwa Michała Anioła a ocaleniem życia głodującego, bezdomnego dziecka. Wybierasz x posąg / x dziecko"), ale też nieco bardziej osobistych spraw. Formularz wraz z kompletem trzech zdjęć to dopiero początek, potem Edward – ekscentryczny technominimalista – zaprasza na rozmowę kwalifikacyjną. Weszlibyście w to? Nielicznym udaje się przejść wszystkie etapy rekrutacji, ale nieliczni potrafią się potem dostosować do wymagań tego domu. 



Jak się żyje w takiej przestrzeni? Ta wszechobecna sterylność i gładkość daje poczucie obnażenia (łatwo wykryć swoje niedoskonałości), wpływa w znaczący sposób na lokatorów, niemal wyznaczając im rytm dnia. Mnie ciary przechodzą na samą myśl o tej niezwykłej, wysublimowanej surowości.

To jednak nie wszystko, bo przecież nie byłoby zabawy, gdyby chodziło jedynie o dom. W Lokatorce znajdziecie mroczne tajemnice, morderstwo a może samobójstwo, może nawet kilka? Sekrety ślizgają się po gładkiej powierzchni ścian, ścieląc gęsty dywan na krystalicznie czystej podłodze. Lekturze towarzyszy napięcie, chęć rozwikłania zagadki i niewyjaśniony niepokój – niby wszystko jest widoczne jak na dłoni, a jednak lekka rysa na szkle powiększa się z prędkością światła. Kiedy już myślimy, że w końcu wszystko wiemy, że udało nam się rozwiązać sprawę i poznać każdą tajemnicę mieszkańców Folgate Street 1, okazuje się, że byliśmy w błędzie. Już pomijam fakt, że sam dom również kryje w sobie sekret, a i nie obejdzie się bez męskich "potyczek" – w końcu samiec alfa może być tylko jeden.


Nie lubię tej książki!


Dlaczego? Bo tak szybko się skończyła! Jak wspomniałam na początku: ja tylko zerknęłam, chciałam jedynie przekartkować, rozeznać się w klimacie, może poznać bliżej bohaterów. Otworzyłam, zaczęłam czytać i przepadłam. Nawet nie wiem, kiedy pochłonęłam pierwsze sto stron. Potem kolejne i następne. Z przykrością dotarłam do końca, bo tak mi się to dobrze czytało!

Napięcie i niezwykły klimat domu w połączeniu z mrocznymi tajemnicami i nietypową sylwetką  architekta dają doskonałe podstawy do porządnego zaczytania. I może czasem chciałby się popchnąć nieco akcję do przodu, przyspieszyć pewne wydarzenia, szybciej odsłonić następne sekrety, ale czy ja wiem... może historia straciłaby wtedy na uroku? 

Historię dzielimy na przeszłość, o której opowiada nam Emma (to jej teraźniejszość) oraz na teraz, które poznajemy dzięki Jane. Ta druga koniecznie stara się poznać swoją "poprzedniczkę", a kiedy okazuje się, że miały ze sobą wiele wspólnego (m.in. wygląd), sprawa zaczyna się komplikować, bowiem Emmy już nie ma.

Czy polecam? Oczywiście i to z czystym sumieniem. Lokatorka to niesamowicie wciągająca opowieść, która paraliżuje klimatem, kusi sekretami i trzyma w napięciu – to niesamowite, że tak czysta przestrzeń może budzić tak dziwne emocje i obciekać takim "ludzkim brudem". Jeśli lubicie thrillery psychologiczne – pełne tajemnic i niedopowiedzeń historie rozgrywane w intrygującej przestrzeni z udziałem interesującymi postaci – ta książka sprawdzi się wyśmienicie.

Za ten dreszczyk emocji dziękuję Wydawnictwu

 Wydawnictwo Otwarte


Premiera Lokatorki 14 czerwca, ale już teraz zachęcam Was do zapisania sobie tego tytułu – must read na lato! Zapolujcie?