sobota, 29 kwietnia 2017

Fascynująca Szaroziemia: "The Call. Wezwanie"




Jeszcze nie wie o Trzech Minutach. Skąd miałaby wiedzieć? Całe otoczenie stara się utrzymywać dzieci w nieświadomości.



Lubicie młodzieżówki? Nie takie lekkie, nasycone miłością opowieści o pierwszych zauroczeniach, ale okraszone akcją, dynamizmem i naznaczone śmiercią historie o niełatwym losie młodych ludzi? Kiedy sięgałam po The Call. Wezwanie autorstwa Peadara O'Guilina, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Słyszałam jedynie, że to mocna historia, paskudna, przejmująca. Czy taka była? Może i tak.

Trzy minuty i cztery sekundy


Tylko tyle, a może jednak aż tyle trwa Wezwanie, ale tylko w tym naszym świecie, bowiem w Szaroziemi młodzi ludzie spędzają niemal całą dobę. Czym jest Wezwanie? To przeniesienie – porwanie nastolatka przez przepięknych Sídhe, wciągniecie go do innego świata.  



Nie ma tu jednak mowy o wieczorku zapoznawczym czy jakichkolwiek przyjemnościach, bowiem czas spędzony w tej niezwykłej, mrocznej, nieprzychylnej krainie wypełnia porwanym walka o przetrwanie. Pojawiają się na obcym ternie nagle, zostają wyrwani ze swojej codzienności bez ostrzeżenia, a na Szaroziemi "budzą się" nadzy. Nie ma czasu na zastanawianie się nad swoim losem, chociaż statystki pokazują, że niewielu młodych powróciło z tej "misji" żywych, a jeśli już się tak zdarzyło, to przeważnie zostają oni "przekształceni", a kiedy już nawet udało im się uniknąć zmian wyglądu, psychika i tak "siada po całości". 

Tu nie ma miejsca na zabawę i dziecięcą beztroskę, ponieważ do Wezwania trzeba się odpowiednio przygotować. Młodzi ludzie trenują pod okiem tych, którzy przeżyli, każdego dnia. Muszą przeżyć, żeby Naród przetrwał, bowiem to w nich – w tym nowym pokoleniu – pokłada się nadzieję. Poza tym każdy chciałby przeżyć – wiadomo.

Główną bohaterką tej opowieści jest Nessa. Dziewczyna zdeterminowana, niezwykle pracowita, wymagająca (od siebie). Nastolatka musi włożyć więcej wysiłku w treningi, ponieważ los jej nie oszczędził – ma problemy z nogami, zatem jej szanse na przeżycie drastycznie zmalały już przy urodzeniu...



Fascynująca Szaroziemia, ale bez emocji


Książkę czyta się bardzo szybko i lekko – mimo jej dramatycznego wydźwięku (nie oszukujmy się, sytuacja młodych ludzi jest beznadziejna). Na tak "gładki" odbiór tej powieści ma wpływ przede wszystkim jej warstwa językowa - bez zbędnego kombinowania i udziwnień, przy czym dość krótkie rozdziały nadają odpowiednie tempo lekturze. 

Świat przedstawiony jest niesamowity! Dawno nie byłam tak zaaferowana literacką wizją. Chciałabym zobaczyć tę Szaroziemię wraz z jej wszelkimi niezwykłościami: magicznymi oknami wspomnień, drzewami pajęczymi czy wszelkim stworzeniem, które fascynuje różnorodnością – brzydotą i pięknem. To zdecydowanie najmocniejszy punkt tej opowieści. Poza niesamowitym światem na uwagę zasługuje również sam pomysł na tę opowieść – postawienie ludzkości w sytuacji bez wyjścia, o co zresztą sama się prosiła, ale powody tych "Wezwań" poznajcie sami. 

Niestety ta książka mnie nie zachwyciła, ponieważ sama wizja świata to jednak ciut za mało. Zabrakło emocji! Relacje międzyludzkie są tu bardzo "płaskie", a szkoda, bo można było nadać tej historii bardziej emocjonalny wydźwięk. A tak? Nastolatkowie są, znikają na trzy minuty i cztery sekundy, wracają (w kawałku lub nie). Młodzi trenują, oczekują Wezwania, potem walczą o życie. Wspomina się tych, którzy odeszli, ale to wszystkie jest takie... papierowe. Gdyby było inaczej, dałabym tej książce najwyższą z możliwych  ocen – za świeżość, za pomysł i niezwykłość. Teraz uznaję po prostu, że było dobrze, szybko i ciekawie. Na tym się kończy.

Czy poczytać? Jasne, choćby dla samej Szaroziemi i niezwykłych istot, które ją zamieszkują. Warto poświęcić tej historii chwilę, nawet jeśli obejdzie się bez większego poruszenia.