środa, 12 kwietnia 2017

Historie ich życia: "Dzieci psychiatryka"



Żadne dziecko nie rodzi się złe, ale różne czynniki powodują, że nagle gdzieś się zagubi i czasami nie widzi dla siebie wyjścia z trudnej sytuacji. 




Na Legimi można znaleźć ciekawe książki, wydane własnym sumptem, o których niewiele się mówi, bo przecież sefl-publishing to jakaś zaczarowana strefa mroku, o której lepiej milczeć. Powiem Wam, że  coś w tym jest, ponieważ całe mnóstwo takich publikacji nie powinno nigdy ujrzeć światła dziennego, ale są też takie, o których warto wspomnieć, bo są po prostu dobre, znaczące, wciągające czy zaskakujące. Do takich książek należą Dzieci psychiatryka. Historie z ich życia autorstwa Sary Romskiej, która miała okazję pracować w szpitalu psychiatrycznym, a historie przez nią opowiedziane... Brrr!


Szokujące historie


Czasem bywa tak, że ostatnią szansą na normalność jest leczenie w szpitalu psychiatrycznym. Brzmi to może dziwnie i nie na miejscu, bo przecież normalność (czymkolwiek by nie była) nijak nie kojarzy się nam z oddziałem o zaostrzonym rygorze... W takie miejsca trafiają przede wszystkim dzieci, które gdzieś się po drodze zagubiły lub nigdy nie dano im szansy na odnalezienie się w świcie. Dzieci z rodzin patologicznych, którym alkohol, narkotyki i rozwiązłość seksualna nie są obce, dzieci niechciane, mocno zaburzone, mali mordercy i niemalże zawodowe prostytutki...




Autorka opowiada nam historie jedynie garstki dzieci z psychiatryka. Trudno przyjąć to, czego się dowiadujemy, a kiedy mamy nikłe pojęcie o tym, co dzieje się w takich miejscach, o ludziach, dla których zostały stworzone... to szokuje, po prostu, a boli jeszcze bardziej, gdy uświadomimy sobie, że mowa tu nie o dorosłych osobach, ale o dzieciach. Oj, trudno opisać to, co serwuje nam autorka, bardzo trudno. 

Poznamy wiele dzieci – jedne dokładniej, inne będą jedynie wspomniane przy okazji omawiania kolejnych "osobliwości". Przyjrzymy się ogólnym zasadom, którymi rządzi się szpital, zobaczymy odstępstwa od tychże. Przejdziemy bardzo długą i kamienistą drogę z Dominiką, która opowie nam o swoim życiu, a  – wierzcie mi – jest o czym. Wejdziemy w przestrzeń zamkniętą i ograniczoną, gdzie dzieci i dorośli grają w "złap mnie, jeśli potrafisz", gdzie na porządku dziennym są przekręty, próby manipulacji, dzikie krzyki, obezwładnianie pasami i brak kontroli nad własnym życiem.

Autorka wprowadza nas do szpitala tylnym wejściem, pozwala podejrzeć to, o czym się głośno nie mówi, przyjrzeć się tym, których społeczeństwo skutecznie izoluje i zrozumieć, że to dzieci – zagubione, zdegenerowane jednostki, którym można pomóc. Naprawdę czytając niektóre – ba! większość tych historii – wiele razy zastanowimy się nad tym, jakim trzeba być potworem, żeby doprowadzić dziecko do takiego stanu. Nie zabraknie tu używek, kazirodztwa, problemów z higieną, zboczeń i jeszcze innych tematów, z którymi trzeba się zmierzyć samodzielnie. Jeśli zatem czujecie się na siłach, by wejść w ten dziwny, mroczny, ale też fascynujący świat i poznać jego "mieszkańców" – koniecznie przeczytajcie tę historię.

Bez kompromisu

Dzieci psychiatryka to opowieść, która miażdży  na każdym kroku. Może początek – wstęp – jest nieco patetyczny, moralizatorski, ale na tym koniec. Całość boli, bardzo boli, bo dotyka takich tematów, o których wolelibyśmy nie myśleć. Boli tym bardziej, kiedy czytamy o wyniszczonych psychicznie i fizycznie nastolatkach i młodszych dzieciach. Boli, kiedy uświadamia się nam, ile zła czai się za zamkniętymi drzwiami, może nawet u sąsiadów. 

Autorka nie owija w bawełnę. Jej opowieść jest bezkompromisowa, tu nie ma ozdobników, ugładzonych treści, głaskania po główce. Nie oszczędza nikogo: z pokorą opowiada o swojej  pracy, wspomina o błędach popełnianych przez personel, bez zbędnego tłumaczenia przedstawia nam dzieci (imiona zmienione, oczywiście) wraz z ich "wyskokami". Co jednak ważne – nie znajdziecie tu piętnowania czy wytykania błędów a coś na kształt relacji –opowieść konkretną i szczerą, ale bez oceny, raczej ze zrozumieniem. Nie zabraknie też pozytywnych aspektów pracy w szpitalu oraz cieszących serducho historii. Zawsze można  mieć nadzieję, że zagubione dziecko odnajdzie siebie.

Teraz oddzielamy treść od formy. Tu już nie jest kolorowo... Ta książka aż prosi się o świetnego redaktora, który zrobiłby z nią porządek... Tekst jest naszpikowany błędami wszelkiej maści, z każdej strony. Gęsto - to mi przychodziło na myśl, kiedy przechodziłam do kolejnego "kwiatka". Przykro mi, że ta książka jest tak źle napisana... Mam nadzieję, że doczeka się potężnej redakcji i nie zginie wśród innych publikacji pomijanych jedynie dlatego, że nie ukazały się nakładem większego wydawnictwa. To opowieść, której warto poświęcić czas – zacisnąć zęby i czytać, po prostu czytać i wydobyć z tego gąszczu błędów coś naprawdę wartościowego. Tych ważnych treści tu nie brakuje.

Mam nadzieję, że dotrzecie do tej książki (co nie jest trudne) i przeczytacie, bo warto. Dzieci psychiatryka to opowieść pełna emocji, wzruszeń, bezkompromisowych treści i trudności. Historię można śmiało porównać do wachlarza w odcieniach szarości – tu nie ma czerni i bieli, dzieci nie są dobre lub złe, działania nie są jedynie właściwe i kompletnie zakazane. Wiecie, wydaje mi się, że po lekturze tej książki będziecie mieli sporo do przemyślenia. 

Spójrzcie w treść, nie w tekst ;) Warto dać szansę tej książce.