piątek, 14 kwietnia 2017

Początkujący mężczyzna: "Kalesony Sokratesa"



Jak wiadomo, początki są zawsze trudne, ale podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy.




Na początek kilka słów:

Wszystkich dorosłych ostrzegam: książka ta jest przeznaczona dla osób w wieku, powiedzmy, 13-18 lat. Jeśli dysponujesz nieco większym doświadczeniem życiowym, radzę ją odłożyć tam, skąd ją wziąłeś – kradzież jest bardzo nieładna i fuj, a zabieranie książek własnemu  dziecku to już w ogóle porażka. Wstydź się. 

Cieszę się, że zrobiłam na przekór, do czego i Was zachęcam. Ha! Nie ma, że nie wolno, bo kto nam zabroni? :)

Kalesony Sokratesa to książka wpisująca się w nurt literatury młodzieżowej, w której jednak z powodzeniem może się zaczytać dorosły osobnik. 

O co chodzi z tymi kalesonami?


Myśleliście, że Wam powiem? Nie, nie będzie tak łatwo. Napomknę jedynie, że tytułowe Kalesony Sokratesa to spoiwo łączące dwa przeplatające się wątki. O czym jest ta historia? O pierwszych miłościach, problemach okresu dojrzewania, szkolnym stresie. Ale nie tylko! To opowieść o przyjaźni, zrozumieniu, próby odnalezienia się w nowej sytuacji, o okaleczaniu się, depresji czy problemach z odżywaniem. Czyli? Powiem tak: w zwartej formie, zgrabnym słowem dostaniecie życie gimnazjalistów na tacy. 





Maciek przeprowadził się z mamą do innego miasta. Już wkrótce ma rozpocząć naukę w nowej szkole. Oboje zaczynają wszystko od nowa. Chłopak jakoś niespecjalnie garnie się do poznawania nowych ludzi, a czas wypełnia pisaniem bloga. To właśnie wrzucane do sieci wpisy są kręgosłupem tej opowieści. Gimnazjalista opowiada o sobie, potem dokładnie opisuje to, co dzieje się w szkole.

Młodego nie można nie polubić. To dowcipny, wrażliwy i kulturalny, ale nie nadęty chłopak. Maciek ma niesamowity dystans do siebie i ogromną chęć działania. Rozbroiła mnie scena z babcią Józefiną, poruszyło podejście do nowego faceta mamy. Ach, no to po prostu to nie głupkowata opowiastka dla bezmózgich zombie, ale całkiem dobra powieść młodzieżowa. 

Niesamowicie podoba mi się hasło "podśmiechujki", którego z dziką przyjemnością użyję w odpowiednim momencie. Poza tym cała historia utrzymana jest w iście humorystycznym klimacie, co prawda niektóre z żartów są nieco infantylne, ale zrzucam to na korab mojego wieku i wydaje mi się, że młodszy odbiorca będzie zachwycony. Co jednak mnie (i mojego męża) rozbroiło to stwierdzenie:

Ocenę wystawiła mi z taką satysfakcją, jakby właśnie pobiła rekord świata w maratonie dla osób nietrzymających moczu.

Piękne! Biorąc pod uwagę fakt, że miałam przyjemność pracować z uczniami gimnazjum i, co więcej, uczyć języka polskiego (komentarz dotyczy polonistki, jest uzasadniony)... czuję się totalnie rozbrojona.

Jedna sprawa nie daje mi jednak spokoju. Maciek twierdzi, że może pisać na blogu to, na co ma ochotę, bo nikt nigdy nie dowie się, że on jest autorem tych notatek. Cóż, wydaje mi się, że anonimowość w sieci została już dawno odczarowana, ale pozostawiam to Waszej ocenie.

Poczytane


Kalesony Sokratesa przeczytałam z przyjemnością. To taka lektura, w której odnajdzie się i młodszy – docelowy czytelnik tej powieści – młodszych lat, wspomnienia swoich pierwszych miłosnych podbojów, przypomnienia sobie, jak to było, kiedy cały świat stanowił jeszcze ogromną zagadkę a relacje międzyludzkie często spędzały sen z powiek. Przyznaję, że z przyjemnością wróciłam do czasów wycieczek szkolnych, gry na gitarze i metalowych epizodów :)

W książce pojawiły się malutkie błędy (w tym jeden rzeczowy), które jednak wcale nie przeszkadzają w odbiorze treści. Czyta się błyskawicznie i z zainteresowaniem. Śledzimy losy głównego bohatera z zaangażowaniem, ale też z niecierpliwością zastanawiamy się, jaką rolę w tej całej historii pełni Patryk – jego historia to wątek dodatkowy, który jednak zgrabnie został połączony z głównym. Ciekawe rozwiązanie, przeplatające się historie i różnorodna narracja sprawiają, że Kalesony Sokratesa można uznać za naprawdę dobrą historię. Mnie się podobała, mimo wieku, chociaż podeszłam do tej opowieści bez większych oczekiwań i początkowo traktowałam ją po macoszemu. Mój błąd!

A teraz najlepsze! Autor bardzo wcześnie rozpoczął swoją literacką przygodę. Jakub jest uczniem gimnazjum i to mnie totalnie zachwyca, bo jeśli teraz potrafi on stworzyć  spójną, zgrabną opowieść, to co będzie potem? Mam nadzieję, że to nie jest ostatnie słowo, a le dopiero początek! Trzymam za Autora mocno kciuki!

Kalesony Sokratesa to świetna powieść dla młodzieży, która doskonale wprowadza nas w klimat pierwszych miłości, poszukiwania swojej tożsamości – wszystko to w bardzo humorystycznym tonie.

I tu niespodzianka dla Was: już w poniedziałek rusza konkurs, w którym do wygrania będzie jeden egzemplarz tej książki, a kilka dni później drugi egzemplarz puszczę w świat – szykujcie się na Book Tour :) Egzemplarz wędrujący trafi finalnie w ręce Autora, o czym ten jeszcze nie wie ;) Dowie się! Wydaje mi się, że to taka historia, którą warto puścić w obieg, a jeśli macie w domku nastolatka albo po prostu chcecie odetchnąć przy przyjemnej lekturze, to tym bardziej warto ją przygarnąć.

Egzemplarze przywędrowały do mnie dzięki uprzejmości Autora i Wydawnictwa  Novae  Res. Dziękuję, zrobię z nich użytek :)

Na koniec zapraszam Was na stronę Z kamerą wśród książek, gdzie możecie przeczytać recenzje i felietony autorstwa Jakuba :) *klik*