piątek, 28 kwietnia 2017

Świat ciszy: "Morze ciche"




Po wielki hałasie mały hałas przypomina ciszę. Ale morze nigdy nie milknie: szumi na podobieństwo tysiąca kropli deszczu tańczących z wiatrem.




Z racji wykształcenia, zainteresowania i ogólnie potrzeby sięgnęłam po Morze ciche (Jeroen Van Haele) – książkę polecaną przez Kasię. Musiałam, po prostu musiałam. Przyznaję, że początkowo planowałam przeczytać tę historię z córką. Często literatura służy nam do poznawania i oswajania "odmienności", zatem nie byłaby to pierwsza tego typu książka. Odpuściłam. Teraz cieszę się, że jednak "połknęłam" ją w samotności, bo wydaje mi się, że dla mojego dziecka, byłoby to zbyt wiele – nie te narzędzia poznawcze i niewystarczające doświadczenie życiowe. Dla mnie czasem było zbyt wiele...

Długo zastanawiałam się nad tym, w jaki sposób opowiedzieć Wam o tej książce. Nie chciałabym jej szufladkować, nie czuję się też na siłach, by rozbrajać ją na części pierwsze, żeby przekonać Was, że warto po nią sięgnąć. To krótka, bo blisko 80 stronicowa opowieść, zatem zdradzając Wam większość szczegółów, odebrałabym Wam możliwość wczucia się – takiego podejścia do niej z czystym umysłem i możliwości przemyślenia, przetrawienia we  własnym zakresie. 

Jak będzie? Tym razem bardzo lakonicznie, ale mam nadzieję, że uznacie, że warto. 

Morza szum


Historię opowiada nam kilkuletni Emilio. Chłopiec nie słyszy od urodzenia. Mieszka on z matką i malutką siostrzyczką (słyszącą). Ojciec opuścił ich już dawno temu, bowiem nie potrafił poradzić sobie z głuchotą syna – drwił z niego, przedrzeźniał, wyśmiewał, aż w końcu zaczął topić smutki i żale w butelce.


Mały Emilio kompletnie nie rozumie swojej niepełnosprawności oraz - co tu dużo mówić – nie akceptuje siebie takim, jaki jest. Jego krótkie życie naznaczone jest cierpieniem oraz otulone potężną pętlą złości i wściekłości. Chłopiec nie  potrafi być szczęśliwy w świecie, w którym wszyscy słyszą, a on jeden nie. Nie zgadza się na ten san rzeczy, zastanawia się, dlaczego to musiało spotkać właśnie jego. Podejmuje również pewne kroki – działania mają mu przywrócić słuch. Nie powiem, co zrobi, ale zaznaczę, że ryczałam podczas czytania tego fragmentu... 

Ogrom negatywnych uczuć jest niejako neutralizowany przez miłość i zrozumienie, których chłopiec doświadcza w kontakcie z mamą oraz jej przyjacielem – Javierem. Mężczyzna w pełni akceptuje deficyt Emilia, uczy się nawet języka migowego, by móc rozmawiać z chłopcem, a przy tym ułatwić mu poznawanie świata. Javier staje się jego przewodnikiem po dźwiękach – to postać niezwykła, szalenie ciepła. Tylko przy nim Emilio rozumie, co oznacza szum morza. 

Poza zmaganiem się z niepełnosprawnością słuchową, chłopcu przyjdzie zmierzyć się ze śmiercią najbliższej osoby. Są takie chwile, kiedy nie wiadomo, co powiedzieć i właśnie wtedy gestem czy czułym dotykiem można okazać miłość...

Cisza złości


W historii poruszony został bardzo ważny problem wyobcowania osoby niesłyszącej ze społeczeństwa oraz odrzucenia dziecka, z powodu jego niepełnosprawności, przez rodzica. Opowieści towarzyszy multum emocji – tak negatywnych, jak i tych ciepłych, które pozwalają nam sądzić, że świat może - przy odrobinie dobrej woli – może być dobrym miejscem i każdy znajdzie w nim swoje miejsce, swoją bezpieczną przystań.

Język opowieści jest bardzo prosty, chociaż warto tu zaznaczyć, że nie jest infantylny. Emilio wprowadza nas w swój świat, który z pewnością potrafi zaskoczyć, ale też to, co dzieje się w głowie chłopca, może zasmucić. Wiecie, to wielka sztuka ująć w tak krótkiej historii tak potężny ładunek emocjonalny.

Napisałam na początku, że dobrze się stało, że nie przeczytałam tej  książki z córą, co nie oznacza, że nigdy tego nie zrobię. Dla pięciolatki to zbyt trudna opowieść, ale starsze dzieci – uczniowie szkoły podstawowej – na pewno będą  w stanie poradzić sobie z uczuciami, które towarzyszą głównemu bohaterowi, spróbują postawić się w jego sytuacji i zrozumieć to, z czym musi sobie radzić. Ta historia może być doskonałym punktem wyjścia do rozmowy o niepełnosprawności, ale przede wszystkim o izolacji osób niepełnosprawnych – przymusowej (odrzucenie ze strony społeczeństwa) oraz na własne życie (usuwanie się w cień).

Ludzie, którzy nie słyszą, mocniej odczuwają (...)

Morze ciche to historia, którą można podsunąć dziecku niesłyszącemu zmagającemu się z podobnym problem, jaki ma główny bohater. Poza niewątpliwym walorem edukacyjnym tej "bajki" wspomoże ona z pewnością proces budowania własnej tożsamości, wskaże inny sposób postrzegania  własnej osoby i udowodni, że można normalnie funkcjonować (zwrócenie uwagi na specjalistyczną pomoc) w społeczeństwie.

Chciałabym Wam powiedzieć jeszcze wiele na temat tej historii, może podjąć monolog na temat funkcjonowania chłopca w środowisku rówieśniczym?, ale wydaje mi się, że tyle wystarczy. To opowieść, którą powinien przeczytać każdy, bo może ona przybliżyć ten zaczarowany świat ciszy, bo może wiele wyjaśnić i zwrócić uwagę na sprawy, nad którymi na co dzień się nie zastanawiamy.

Szczerze polecam.