niedziela, 30 kwietnia 2017

"Życie na pełnej petardzie"



Sam nazywa się onkocelebrytą, czyli człowiekiem znanym z tego, że jest chory na raka. 




Tego typu publikacji to jeszcze u mnie nie było. Skąd taki wybór i co mnie skłoniło do przeczytania tej historii? W klubie książki Przeczytaj i podaj dalej w wyniku głosowania padło właśnie na ten tytuł, w ramach lektury miesiąca. Czemu to służy? Przede wszystkim poszerzaniu czytelniczych horyzontów. Mogę śmiało stwierdzić, że gdyby nie taka akcja, nie przeczytałabym tej książki – mimo tych wszystkich wyróżnień, nagród i pochwał, które ma na swoim koncie – to niekoniecznie "moje klimaty". Życie na pełnej petardzie to wywiad z ks. Janem Kaczkowskim. Piotr Żyłka spędził z księdzem kilkanaście bardzo intensywnych dni, a co z tego wyszło? Szczera rozmowa, czasem do bólu.

Moja opinia o tej książce nie będzie ani długa, ani wyczerpująca, nie podejmę też dyskusji z teksem, po prostu opowiem Wam o wywiadzie, który można poczytać.


Po prostu życie


Prawdę mówiąc, sylwetka ks. Kaczkowskiego była mi prawie zupełnie obca; kojarzyłam jedynie nazwisko, które łączyłam z wizerunkiem mężczyzny zerkającego z okładek książek reklamowanych i sprzedawanych wszędzie. To jednak nie wszystko! Zachwalano, polecano, podsuwano, więc może i dobrze się stało, że mogłam osobiście sprawdzić, o co tyle szumu.


Poza sprawami typowo kościelnymi i tymi związanymi np. z aborcją czy eutanazją, poznamy zasadę działania hospicjum, dowiemy się więcej na temat choroby, z którą zmaga(ł) się Kaczkowski, jak również wejdziemy do jego rodzinnego domu – poczujemy tę miłość i zrozumienie, w których dorastał. Nie obejdzie się bez wzruszeń i zadumy – emocji tu nie brakuje.


Jeśli lektura wspomnień, wywiadów daje Wam satysfakcję, to z pewnością Życie na pełnej petardzie nie będzie tu wyjątkiem. Książkę czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. Sam wywiad – sposób jego przeprowadzenia – jest bardzo rzetelny. Piotr Żyłka nie odpuszcza, zadając pytania często niewygodne, mocno kontrowersyjne, a w razie potrzeby dociekając, dopytując, ciągnąć rozmówcę za język. Podobało mi się wałkowanie mocnych tematów, ale też szczerze, często żartobliwe i ironiczne, a także pozbawione wzniosłości odpowiedzi.  

Jeśli się okaże, że śmierć to zwykłe game over, wcale nie jestem tym przerażony. Po prostu wynikać z tego będzie tyle, że jesteśmy najinteligentniejszą formą istnienia białka. Taki scenariusz wydaje mi się logiczny, ale bardzo mało prawdopodobny. I nawet gdyby miał być prawdziwy, to w żadnej mierze nie jest argumentem za tym, żebyśmy byli łajdakami.

Co mnie zaskoczyło to brak moralizatorstwa – nikt nam tu niczego nie narzuca, ale zwraca uwagę na to, w jaki sposób można postępować, by po prostu być dobrym człowiekiem. Co prawda w wypowiedziach pojawia się wyższość tej religii nad innymi, ale przecież dziwnie by to wyglądało, gdyby pojawiała się w tym miejscu inna odpowiedź.

Ogólnie z wieloma poglądami się nie zgadzam, a niektóre z odpowiedzi zmroziły mi krew w żyłach, ale co tu dużo nie mówić – ks. Kaczkowski nie unika odpowiedzi na trudne pytania i, co ważne, podaje konkretne argumenty na poparcie swojego zdania. Czy się z tym zgadzamy, czy też nie, pozostawię naszemu sumieniu i pojmowaniu świata.

Pomijając fakt, że rozmówca Żyłki był księdzem, był po prostu dobrym człowiekiem, który  musiał pokonać wiele przeciwności losu (m.in. swoją niepełnosprawność), by móc robić to, co robił. Był wymagający – w stosunku do innych, ale przede wszystkim wobec siebie. Na uwagę zasługuje jego zaangażowanie w otwarcie, a potem zarządzenie hospicjum, pomoc niesiona umierającym, ale też ich rodzinom. Z uśmiechem przyglądałam się "ogrom", z przyjemnością czytałam o miłości, zrozumieniu i szacunku – dla człowieka, ogólnie, tak po prostu. Z zainteresowaniem spojrzałam na Kościół i księży oczami Kaczkowskiego.

Co ważne i pięknespora część dochodów ze sprzedaży książki jest przekazywana na działalność Puckiego Hospicjum. Cenny gest.