sobota, 27 maja 2017

Bez przyszłości: C. Hoover "Ugly Love"




Wiem, że myśl o konfrontacji z przeszłością cię przeraża. To przeraża każdego. Ale czasami nie robimy tego tylko dla siebie. Robimy to dla ludzi, których kochamy bardziej niż siebie.



Lubię powieści Colleen Hoover, od czasu do czasu. E-booka kupiłam zaraz po premierze, ale  jak widać  swoje musiał odleżeć, zanim nadeszła na niego odpowiednia pora. O to właśnie chodzi; lubię twórczość tej autorki, ale muszę ją sobie odpowiednio dawkować, by się nie przejada. Ugly Love to ciekawa propozycja z gatunku New Adult, który  ze względu na treści z natury raczej niezaskakujące  również pochłaniam w niewielkiej ilości, czasem nie sięgając po nie miesiącami. Kiedy jednak mam ochotę na coś dobrego, wiem, że książki Hoover to dobry wybór.

To tylko seks


Kiedy dwoje ludzie stwierdza, że ich relacja będzie się opierać jedynie na kontakcie fizycznym  bez żadnych czerwonych serduszek, trzymania za rączkę czy czułych słówek  przeważnie jedno z nich w końcu wymięka, coś w nim/niej pęka i zaczyna chcieć czegoś więcej. Stosunki mają to do siebie, że łączą się z bliskością i, czy kochankowie chcą tego, czy też nie, w czasie miłosnych igraszek rodzi się między nimi więź. Jeśli obie strony chcą dać z siebie coś więcej  jest w porządku. Niestety czasem bywa tak, że tylko jedna jest gotowa na złamanie ustalonej na początku zasady i właśnie wtedy wszystko się komplikuje. To jednak nie koniec, bo przeciwności losu lubią się przecież piętrzyć. Czasem zatem bywa tak, że jedna strona chce i jest gotowa, a ta druga robi wszystko, żeby nie chcieć, co jej w sumie kiepsko wychodzi. I właśnie wtedy sytuacja robi się naprawdę patowa, bowiem jedna daje drugiej nadzieję na coś, co nie może mieć racji bytu.


Bohaterami Ugly Love są Tate i Miles  on stroniący od kontaktów z kobietami pilot, ona wyposzczona pielęgniarka, wyposzczona tak po prostu. Gdyby porównać rodzącą się między nimi fascynację do lotu samolotem, można śmiało stwierdzić, że ten związek to czyste szaleństwo pełne porządnych turbulencji, uskrzydlających wzlotów i druzgoczących upadków.

Różnica między brudną a czystą stroną miłości polega na tym, że czysta strona jest o wiele lżejsza. Sprawia, że masz wrażenie, że szybujesz. Unosi cię i niesie.

Tych dwoje dostarczy Wam mnóstwa różnych emocji. Pozornie lekka opowieść o niezobowiązującym pieprzeniu szybko przerodzi się w niezwykle bolesną historię o utraconym szczęściu, naznaczoną bólem, niepewnością i okraszoną poczuciem winy. Chociaż zaczynamy banalnie, obserwując dwoje dorosłych ludzi, którzy ukradkiem miziają się pod stołem, kończymy z poczuciem satysfakcji. To nie jest błaha opowiastka typu "chcieliby, ale wszystko jest przeciwko nim"  jak można początkowo sądzić  ale opowieść uzmysławiająca nam, jak łatwo utknąć w przeszłości, nie dając sobie szansy na odrodzenie. 

Start tyłka nie urywa


Początek tej historii nie zrobił na mnie kompletnie żadnego wrażenia. Tyle tych zatajonych romansów wokół, tych nieśmiałych miłostek i przeszkód rozdzielających kochanków  to się może przejeść, a z czasem staje się lekko niestrawne. Myślałam, że Ugly Love wpisze się w banalność i niczym mnie nie zaskoczy, ale na szczęście się pomyliłam, a już ostatnie rozdziały pochłaniałam, pociągając nosem i próbując nie zamoczyć czytnika. To lubię, takie emocje cenię. 

Język tej powieści jest banalny, a całą historię poznajemy jakby w dwóch wymiarach  wrócimy do przeszłości Milesa, która zaważyła na jego dorosłym życiu, oraz damy się poprowadzić Tate przez teraźniejszość. Mogłabym czytać o pilocie godzinami, Tate była mi tu w sumie do niczego niepotrzebna, ale wiadomo, że jak romans, to musimy mieć dwie sztuki, choćby nawet jedna z nich była dość nieciekawa. 

Książce daleko jest do arcydzieła, a historia w przeważającej części (szczególnie tej prowadzonej w czasie teraźniejszym) jest nudna i skupia się głównie na walce z rodzącym się uczuciem. Natomiast zakończenie wiele wyjaśnia, rekompensując te chwilowe zastoje i niedojrzałe podchody. W finale oczekujcie potężnej fali emocji, a czy znajdziecie je w trakcie tej podróży? Nie wiem... to pozostawiam już Waszej wrażliwości.



Fragment możecie przeczytać na stronie wydawnictwa: TUTAJ.