niedziela, 7 maja 2017

Drobny błąd, fatalne przeoczenie i "Małe cuda"




Trzeba liczyć na małe cuda, drobne życzliwości i dobro, które może wyniknąć z czegoś bardzo złego.



Słyszeliście już o Małych cudach autorstwa Heather Gudenkauf? Ja wcześniej nie miałam pojęcia o tej książce, chociaż nazwisko pisarki kojarzę... i niestety na tym koniec, bo nie miałam wcześniej okazji przeczytać żadnej z jej książek. To moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, ale już dziś wiem, że nie ostatnie.


Drobny błąd?


Kiedy ma się dzieci, trzeba mieć też oczy dookoła głowy, zachować czujność, być zawsze, wszędzie i dosłownie w każdej sytuacji gotowym do działania. Rodzic pracuje na najwyższych obrotach, szczególnie gdy do opieki nad dzieckiem dochodzą też inne obowiązki – praca i dom. Żyjemy w biegu, stresie i czystym szaleństwie, często pędząc gdzieś na złamanie karku, bo przecież szef czeka, dziecko trzeba odwieźć do opiekunki czy żłobka, a jeszcze w międzyczasie jakoś się życiowo ogarnąć. "Zmęczenie materiału" – znacie ten stan? 


(...) wszyscy mamy swoje momenty. Wszystkich nas spotykają chwile, kiedy odwracamy się plecami, zamykamy oczy, tracimy czujność.

"Zmęczenie materiału" to tych kilka chwil, kiedy pozwalamy sobie na zamknięcie oczu i nie wiadomo kiedy przysypiamy, to czas włączania kolejnej drzemki w telefonie, dzień wyjątkowego znużenia wypełniony momentami nieuwagi. Właście wtedy może zdarzyć się nam "drobny błąd" czy "małe przeoczenie", które mogą się okazać katastrofalne w skutkach.

Literatura współczesna


Jeśli wyobrazicie sobie najgorsze rzeczy, które można zrobić ludzkiej istocie, to Ellen powie Wam wprost, że ona to widziała, a dzieci, którymi się zajmuje lub zajmowała kiedyś, doświadczyły tego i czegoś o wiele gorszego. Kobieta jest pracownicą socjalną, która z niebywałą czułością i oddaniem podchodzi do swojego zawodu. Poza tym jest też matką trójki dzieci, z czego najmłodsze skończyło niedawno jedenaście miesięcy. Jej dzień zaczyna się jak dzień każdej pracującej mamy – bieg z przeszkodami i bitwa z czasem – działa na najwyższych obrotach, wciąż gdzieś pędzi, wszystko stara się mieć pod kontrolą, o wszystkim pamiętać. Ellen jest dobrą matką, a jednak w tym dzikim szale, w najgorętszym dniu w roku, popełnia błąd, bo coś przeoczyła. To taki jeden  mały szczegół, który mógł umknąć każdemu. Drobny błąd, który skąpał wszystko w cieniu.


Macierzyństwo to seria pożegnań. Czasem słodko-gorzkich i pełnych nadziei, czasem stopniowych, delikatnie odsuwających twoje palce od czegoś cennego, innym razem znów gwałtownych i nieoczekiwanych.


To jedna część historii, która z pewnością poruszy serducho każdego rodzica i wymusi (choć będziemy się przed tym bronić) pewien proces, ciągłe zadawanie sobie pytania: Czy to mogło przytrafić się mojej rodzinie?

Poza tym poznamy Jenny – dziesięciolatkę, która mieszka z ojcem alkoholikiem i wskutek różnych powikłań trafia do domu matki Ellen, setki kilometrów od domu. Starsza kobieta chce pomóc dziewczynce, przy czym musi się zmierzyć z rodzinną tragedią. I tyle, na tym skończę, ponieważ ten wątek nie zrobił na mnie tak wielkiego wrażenia, jak "występek" Ellen. Mogę śmiało stwierdzić, że historia Jenny jest uzupełnieniem tej opowieści, ale gdyby została pominięta, całość niewiele by na tym straciła.

Trudne sprawy


Lubię takie książki, które dotykają współczesnych, znanych z mediów problemów. Historia Ellen pozwala nam spojrzeć na wszystko z innej strony, tej mniej medialnej. Z jednej strony widzimy ogromny ból matki, która jest gotowa na wszystko, na każde poświęcenie, by uratować swoje dziecko, choć w gruncie rzeczy niewiele może już zrobić. Z drugiej rozumiemy, że gdyby zachowała się inaczej, gdyby wszystko złożyło się inaczej, problemu by nie było. Kogo za to wszytko winić? Czy można wybaczyć i uznać, że nic się nie stało? Przecież powinna wiedzieć. Zaniedbała. Nie zasługuje na to, by być matką!

Narracja na dwa głosy – Ellen opowie nam o swoich odczuciach, a narrator wszechwiedzący wprowadzi nas w sytuację i działania Jenny – oraz bardzo prosty język wypowiedzi bohaterów sprawiają, że książkę czyta się płynnie i szybko, choć ból, który kotłuje się w Ellen i następstwa jej błędu trudno nazwać lekką przeprawą. Z jednej strony dostajemy ogrom matczynych uczuć, z drugiej ciut suchą, choć niepozbawioną emocji historię dziecka, które nie zasługuje na samotność, strach i los, jaki je spotkało.

Male cuda to  również opowieść o miłości, o rodzinie, która może rozpaść się na malutkie kawałeczki, o poczuciu winy, złości, poczuciu krzywdy i zrozumieniu. Świetna opowieść, która wzrusza, poruszając przy tym ważną tematykę. Przeczytałam z zainteresowaniem i łzami w oczach. I wiecie, co jest w tym najlepsze? Małe cuda się zdarzają ;)