poniedziałek, 8 maja 2017

Opowieść o zwyrodnialcu: "Ostatnia wizyta" Jacka Ostrowskiego




Wszystko było już przygotowane, należało jedynie naostrzyć siekierę, ale nie zrobił tego. Tępą przyjemność będzie większa.




Kolejna książka z serii na F/Aktach za mną. Tym razem historia zapowiadała się o tyle ciekawie, że autor znał ofiarę i jedynie jego dociekliwość, ogrom pracy i przerzucanie kolejnych tomów akt, pozwala czytelnikowi poznać nieco bliżej kulisy strasznej, paskudnej zbrodni z lat siedemdziesiątych. W Ostatniej wizycie autorstwa Jacka Ostrowskiego mamy do czynienia z porwaniem, które wstrząsnęło Polską, a potem z brutalnym mordem. To historia o pewnym zwyrodnialcu, delikatnie mówiąc.


Pewien zwyrodnialec


Jakim trzeba być człowiekiem, żeby doprowadzić żonę do takiego stanu, by targnęła się na swoje życie? Ile trzeba mieć w sobie zła, żeby obdzierać ze skóry zabłąkane zwierzaki? I jakim trzeba być zwyrodnialcem, by najpierw porwać osobę, którą znało się z dawnego życia, a potem przetrzymywać ją w zamknięciu i za pomocą medykamentów dla zwierząt zrobić jej sieczkę z mózgu? Poznajcie Iwana vel Zbigniewa Pielacha.

Od deski do deski na faktach

Tym razem zaraz obok świetnie nakreślonego tła społecznego pojawia się intrygujący opis zbrodni. Autor zdecydował, że nie będzie nas oszczędzać, zatem możecie się spodziewać mocnego tąpnięcia. To jednak nie wszystko, bo co prawda sama zbrodnia robi wrażenie, ale jednak sylwetka Zbigniewa jest tym, co przykuwa naszą uwagę najbardziej. To niewyobrażalne do czego zdolny jest człowiek, jakim potrafi być potworem. Każdy jego krok, każda myśl i ruch, dosłownie wszystko utwierdza nas w przekonaniu, że nie mamy do czynienia z pierwszym lepszym oprawcą, ale z wykwalifikowanym, bezwzględnym dręczycielem, który nawet w ostatnich chwilach – w wielkim finale – nie potrafi wyłuskać z siebie odrobiny człowieczeństwa. Tym większe zdziwienie budzi w nas zakończenie tej opowieści... Biorąc pod uwagę medialność tej sprawy, poszukiwania podjęte na szeroką skalę, liczne zasadzki, poszlaki, dowody, aż trudno uwierzyć...

To jednak nie wszystko. Bardzo ciekawą postacią jest żona – wierząca, spowiadająca się niemal raz w tygodniu, która doskonale zdaje sobie sprawę z występków Zbigniewa. Kobieta zna jego przeszłość, a strach przed gniewem, strach przed śmiercią osadzają ją głęboko w teraźniejszości. Hanna staje przed nie lada wyzwaniem; może udowodnić, że jest zupełnie innym człowiekiem niż jej mąż, a czy to zrobi? To już kompletnie inna historia, którą będziecie mieli okazję dokładnie prześledzić. Moim zdaniem poczynania kobiety są doskonałym uzupełnieniem tej opowieści.


Równowaga


W tym całym bestialstwie udało się jednak zachować równowagę. Zaraz obok mrocznych, mrożących krew w żyłach wybiegach Iwana, pojawia się obraz polskiej rzeczywistości lat siedemdziesiątych: normalni ludzie, którzy starają się związać koniec z końcem, sklepowe półki świecące pustkami, kombinowanie, przekupstwo, załatwianie wszystkiego "pod ladą".

Mimo niewątpliwie paskudnego oblicza tej zbrodni, które okraszone zostało mocnymi, wstrząsającymi opisami, historię czyta się szybko, a język tej opowieści nie przysporzy Wam żadnych problemów. Początkowo można się odrobinę pogubić... Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że starszy ode mnie czytelnik, który zna z autopsji te realia, sytuację polityczną i mentalność społeczeństwa lat siedemdziesiątych, nie będzie miał problemów z wejściem w tę opowieść - mnie chwilę zajęło, zanim wkręciłam się w klimat, który jest mi właściwie obcy. Chwilę! Kiedy już chwyci się przynętę, opowieść pochłania.

Czy polecam? Jasne, to kolejna dobra książka oparta na sądowych faktach, w którą autor tchnął życie.