niedziela, 28 maja 2017

Osamotnienie to wyrok: "Czarna" W. Kuczok




Było, nie było, dopóki jest, jak jest, zawsze jakoś będzie.





Świeżutka propozycja od Wydawnictwa Od deski do deski! Z premedytacją nie przeczytałam, z jaką tym razem sprawą będę musiała się zmierzyć – nie musiałam, bo książki z serii NA F/AKTACH biorę w ciemno. 10 maja premierę miała Czarna autorstwa Wojciecha Kuczoka. Z twórczością autora miałam już do czynienia przy okazji lektury Gnoju, który nie do końca wpisał się w moje klimaty, aczkolwiek po blisko roku wciąż doskonale pamiętam tę historię, zatem ma to coś (przyznaję teraz, po czasie, przetrawieniu i chwili refleksji). Czarna to jednak zupełnie inna opowieść, w której - co mnie naprawdę dziwi (zaraz wyjaśnię) – odnalazłam się bez żadnych problemów.



Totalne osamotnienie


Tytułowa Czarna jest niewielką mieściną zabitą dechami, gdzieś na końcu świata. Tak naprawdę nie tak wcale daleko, bo w województwie podlaskim, ale autor ogrodził to miasteczko wysokim, gęstym murem beznadziei, rysując obraz społeczności zamkniętej, kiszącej się na niewielkie przestrzeni. Parafrazując, tu plotka rozchodzi się z prędkością światła, bo jak jeden coś powie, to cała Czarna gada – wszyscy wszystko wiedzą, a każdy z nich najlepiej; tu cudze nieszczęście to skuteczne panaceum na własne nieszczęście.



W takim dusznym klimacie rodzi się romans między zamożnym, przystojnym ojcem rodziny a szanowaną nauczycielką. Marysia trafiła w ręce mężczyzny jakby z polecenia, ona sama już jakiś czas wcześniej zwróciła uwagę na jego aparycję, kiedy więc nadarzyła się okazja, na rozwój wypadków nie trzeba było długo czekać. Jeremi i Maryśka ustalili jedno: to będzie romans, ostre rżnięcie, bez zobowiązań. Jak to przeważnie bywa z tym parzeniem bez przyszłości, coś w którymś momencie poszło nie tak – zalążek uczucia zaczął kiełkować, by w końcu nie dać się  wykorzenić. Kiedy dwoje chce tego samego, można wypracować nieskończony szereg kompromisów, byle tylko móc cieszyć się sobą jak najdłużej, chłonąć zachłannie, czerpać w wolnej chwili i między nimi. Kiedy jedno chce się wycofać, nagle może się okazać, że jest już za późno. 


Osamotnienie jest stanem dalece bardziej nieznośnym od samotności, bo wzmożonym przez poczucie straty. Samotność jest wyborem, osamotnienie to wyrok.

Potrzeba bycia kochanym uderza do głowy, mącąc umysł, a w konsekwencji zacierając granice – przyzwoitości, wytrzymałości, dobrego smaku. Samotność pcha nas do działania, ale to osamotnienie prowadzi drogą, z której nie ma odwrotu.


Romans romansowi nierówny


Po serii NA F/AKTACH spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego, że będę miała do czynienia z romansem. Zaskoczyło mnie to, przyznaję, ale bardzo pozytywnie. To nie jest jakieś tam słodkie pierdu-pierdu, ale porządnie opracowana, pełna miłosnych uniesień, gorzkich żali, sprzecznych uczuć i tragicznych konsekwencji opowieść o samotności, mijającej fascynacji i rodzącej się obsesji.

Historia trzyma w napięciu. Już na początku podejrzewamy, wręcz oczekujemy, że stanie coś "coś złego"; ta opowieść nie mogła mieć happy endu. Autor odnosi się do wydarzeń z kwietnia 2001 roku. Biorąc na tapet zbrodnię dokonaną przez nauczycielkę szkoły podstawowej – morderstwo ucznia w gabinecie lekarskim – docieka, jakie  czynniki, zdarzenia, emocje mogły popchnąć ją do tego czynu. Wiemy, jak kończy się ta opowieść – tragiczną, bezsensowną śmiercią dziecka, które nie było niczemu winne – mimo tego próbujemy zrozumieć, co musi zajść w umyśle człowieka, jak wpływają na niego środowisko, ludzie, stres, że postanawia dopuścić się takiej zbrodni.


Cudnie zapakowane przez Pocztę Książkową


Nie bez znaczenia dla rozwoju akcji pozostaje zamknięta, tłamsząca, kisząca się we własnym ścierwie populacja Czarnej. Tło społeczne zostało tu przedstawione w ciekawy, dokładny, a przede wszystkim obnażający sposób. Wiecie, to nie do pomyślenia, że jednostka, która przecież była integralną częścią tego miejsca, może czuć takie osamotnienie. Warto też zaznaczyć, że sama wizja rozchodzących się plotek, które rodzą nienawiść, przeraża. Już nawet nie o same plotki chodzi, bo wiele w nich prawdy, ale o lubowanie się we wciskaniu nosa w cudze sprawy, postrzeganie jednostki przez pryzmat jej życia prywatnego i, co warto zaznaczyć, nie jest ważne to, że do tanga trzeba dwojga... Nie chodzi tu nawet o napiętnowanie Czarnej – to mogła być każda mieścina. Nie myślcie jednak, że bronię, usprawiedliwiam, staram się złagodzić wymiar tej zbrodni, nie. Nie ulega wątpliwości, że sprawy prywatne, winny takimi pozostać. 

Czarna to opowieść zmuszająca do refleksji, wymagająca od czytelnika wnikliwiej obserwacji, zwracająca uwagę na konsekwencje działań, których się  podejmujemy. Podana w sposób przystępny, wręcz surowy, nie stroni od mocnych środków wyrazu. Obnaża. Boleśnie uświadamia. Przeraża.  

Warto przeczytać.

Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu:


 Od deski do deski