środa, 24 maja 2017

Podcięte korzenie: "Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci"




Od zakończenia wojny minęło ponad siedemdziesiąt lat. Ale wciąż są ludzie, którzy odnajdują swoje rodziny, dowiadują się o swoich korzeniach, poznają zupełnie nowe rodzinne historie.


Czytałam już wiele książek dotyczących zbrodni przeciwko ludzkości, ale do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z tematyką poruszoną przez Annę Malinowską w Brunatnej kołysance. Tu znalazłam coś nowego, nad czym wcześniej w ogóle się nie zastanawiałam. Nie wiem, czego oczekiwałam po lekturze tej książki, chociaż moje wyobrażenia krążyły raczej wokół krwawego oblicza wojny, niż jątrzących, wciąż otwartych ran. Pomyliłam się, bowiem to zupełnie inna odsłona złamania człowieczeństwa.


Kim jestem?


Zastanawialiście się kiedyś nad tym, w jaki sposób Wasze pochodzenie, rodzina, ojczyzna wpływają na to, kim jesteście? Gdybyście wychowali się w innym kraju, zarabiali w innej walucie, mówili w innym języku, nadal byliście tą samą osobą, z taką samą lub podobną wrażliwością czy mentalnością?

Wyobraźcie sobie teraz, że macie kochającą  rodzinę, doskonale pasujcie do swojego świata, macie przyjaciół (podobnych do Was), całym sercem jesteście oddani swojej ojczyźnie. Nagle przyjeżdża do Was mężczyzna, który twierdzi, że nie jesteście tym, za kogo wszyscy Was uważają. Dowiaduje się, że gdzieś tam ktoś na Was czeka – prawdziwa matka, siostra, ciotka, brat bliźniak – tam jest Wasza rodzina. Wiadomość zwala Was z nóg, nie wiecie już, kim jesteście – Niemcem, Polakiem, Czechem czy Ukraińcem – nie macie pojęcia, jaka krew płynie w Waszych żyłach. Zostaliście uprowadzeni i przysposobieni do życia w innym kraju, w imię Hitlera. Wracać? Zostać? Kochać czy nienawidzić? Odkryć swoje korzenie, a może pozostać tym, kim się jest?



Ludobójstwo



Dzięki staraniom Hrabara wynarodowienie zostało uznane przez Zgromadzenie Ogólne ONZ za zbrodnię ludobójstwa, która ni podlega przedawnieniu. To jego kluczowe osiągnięcie!

Roman Hrabar to postać niezwykła – niestrudzony w poszukiwaniach pokonał tysiące kilometrów, by połączyć tych, których rozdzieliła wojna, by oddać dzieci ich ojczyźnie. Czy słusznie? Brunatna kołysanka z pewnością nie odpowie na wiele takich pytań w sposób jednoznaczny, ale zasieje małe ziarenko niepewności. Wiele dzieci wróciło do kochających rodzin, jednak musiały one nauczyć się tego polskiego życia od nowa; dawno już wyzbyły się ojczystego języka, często nie pamiętały swoich polskich rodziców. Na inne nikt nie czekał... Dzieci zabierano od – często kochających i oddanych – niemieckich rodziców i umieszczono je w sierocińcach, ośrodkach, rodzinach zastępczych. Wróciły do ojczyzny? Owszem, ale czy nie lepiej byłoby zostawić je tam, gdzie ktoś je pokochał? Anna Malinowska nie boi się stawiać trudnych pytań, ale poszukiwanie odpowiedzi pozostawia Czytelnikowi. 


Brunatna kołysanka jest zbiorem rozmów z dziećmi uprowadzonymi – dziś już starszymi ludźmi, którzy wspominają czasy swojej młodości. Część z nich doskonale pamięta moment uprowadzenia, inni opowiadają o niekończącej się tułaczce, niektórzy zwracają uwagę na chwilę, kiedy dowiedzieli się, kim tak naprawdę są. Jednak to nie wszystko, bowiem poznacie też historie tych, którzy do dziś nie mają pojęcia, skąd pochodzą; inni nie chcą wracać do tego, co było. Rozmówcy bez oporów (choć nie wszyscy) opowiadają o tym, w jaki sposób wynarodowienie wpłynęło na bieg ich życia, w jaki sposób ta cała sytuacja ukształtowała ich osobowość. 

Dodatkowo poruszono tu tematykę hodowli dzieci - wylęgarni - w specjalnie przeznaczonych do tego ośrodkach. Tu też wspomniano o tych maleństwach, które "nie nadawały się" z różnych względów do tego, by być siłą, chlubą i dumą Niemiec. Wstrząsające...

Warto przeczytać


Lekturę Brunatnej kołysanki szczerze polecam. Chociaż nie należy do lekkich i przyjemnych, to zmusza do zastanowienia się nad następstwami wojny, która już przecież dawno za nami, a jednak wojna wciąż trwa! Zagnieździła się w świadomości tych wszystkich dzieci, które teraz są już dojrzałymi ludźmi.

Te historie pozwalają spojrzeć na ludzką tragedię z zupełnie innej strony, poruszając temat, o którym trudno mówić. Opowieści uzupełnione są fotografiami rozmówców, ich zdjęciami z dzieciństwa (jeśli udało się do takich dotrzeć) oraz aktualnymi. Spojrzymy w oczy smutkowi, dostrzeżemy ból i zagubienie, ale nie obejdzie się też bez pozytywnych zdarzeń.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Marcie z bloga Żukoteka. Książka jest już pewnie u kolejnej Czytelniczki, której życzę porządnego zaczytania. Przeglądałam wpisy dziewczyn, które miały okazję zasiąść do tych historii przede mną i wiem, że nie jestem w tym sama - nie tylko na mnie te historie zrobiły wrażenie i nie tylko mnie zajęły na dłużej.

 Book Tour
Sprawdź aktualne akcje