wtorek, 30 maja 2017

Powieść pachnąca optymizmem: "Ogród małych kroków" A. Waxman



(...) życie jest zbyt krótkie, żeby spędzać je wyłącznie we własnej głowie.





Ogród małych kroków to historia z gatunku tych, po które sięgam raczej rzadko. Coś mnie jednak do niej ciągnęło  zadziałał elektryzujący opis Wydawcy i miejsce akcji  łyse pole, które z wolna przeradza się w piękny ogród. Z ogrodnictwem jestem teraz na bieżąco, więc tym chętniej sięgnęłam po książkę Abbi Waxman. To był dobry ruch, tego mi było trzeba.

Sadzimy i pielęgnujemy


Na początek powiem Wam, że tytuł tej powieści doskonale oddaje jej treść. Nie będzie to książka o ogrodnictwie, a może raczej nie do końca o  tym, choć motyw obrabiania ogródka  grzebania w ziemi, jej spulchniania, siania i sadzenia oraz nawadniania  będzie nam towarzyszył na każdym kroku. Jeśli daleko Wam do wielbienia natury, nie martwcie się, bowiem w tej historii znajdziecie o wiele więcej.

Bywają koleiny tak głębokie, że ciężko się z nich wygrzebać.

Lily jest wdową po trzydziestce, która wychowuje dwie kilkuletnie córeczki. Kobieta straciła męża trzy lata wcześniej  wypadek zdarzył się zaraz pod jej domem  i do tej pory nie potrafi pogodzić się ze swoją stratą. Lily ucieka w pracę, poświęca czas rodzinie, chodzi do terapeutki; całe jej życie jest jedną wielką rutyną, a działania to po prostu mechaniczne powtarzanie konkretnych czynności. Noce też niczym się od siebie nie różnią, bowiem wciąż powraca do niej ten sam koszmar, a pociechy poszukuje wśród zwietrzałych już ubrań małżonka (nie potrafi się z nimi rozstać). 


Ogród małych kroków recenzja


Zawodowo związała się z wydawnictwem, dla którego ilustruje poradniki. Pewnego dnia dostaje propozycję nie do odrzucenia  ma zilustrować przewodnik po warzywach (wszystkich), a od powodzenia tej misji zależy los całej firmy, żeby jednak móc w pełni podołać temu trudnemu zadaniu, ma odbyć sześciotygodniowy kurs ogrodniczy. Jak wiele może się zdarzyć w ciągu zaledwie półtora miesiąca? Całkiem sporo  można, na przykład, zmienić całe swoje życie.

Okazuje się, że kurs prowadzi przystojny Holender   szybko zaiskrzyło. Lily nie jest jednak gotowa na nowy związek, a sprawy nie ułatwia jej starsza córeczka. Poza Edwardem kobieta poznaje kilka pozytywnie zakręconych osób: dwie lesbijki (nauczycielki), młodą matkę i jej synka, starszego pana i młodego (nad wyraz wyluzowanego) młodzieńca. Każdy z nich ma swoją historię   z pewnością dacie się zaskoczyć.


Humor z powagą; miłość pomimo


O czym jest ta książka? O wielkiej miłości  do córek, siostrzanej, do zmarłego męża oraz o rodzącym się uczuciu. To, mimo tragicznych zdarzeń z przeszłości, bardzo optymistyczna opowieść, chociaż przyznaję, że niektóre momenty chwyciły mnie mocno za serducho i niemiłośnie je ścisnęły... Ale! Opowieść  poza pewnymi emocjami towarzyszącymi Lily w odniesieniu do jej męża i ogólnej sytuacji "po"  skrzy humorem, pokazując nam uroki macierzyństwa, odsłaniając głęboką relację między siostrami czy pokazując pracę w wydawnictwie (od wielorybiego penisa strony) :) Ogród małych kroków to historia pełna skrajnych emocji    raz parskniecie śmiechem, by potem uronić kilka łez, a chwilę później znów odrobinę porechotać. I taka ta książka powinna być, bo z jednej strony mamy tragiczną, smutną przeszłość, która kładzie się cieniem na teraźniejszości, z drugiej zaś jest "teraz" dające szansę na wyjście z dołka i spojrzenie z nadzieją w przyszłość. 

Na uwagę zasługują bohaterowie  konkretne kreacje, zaskakujące sekreciki, przyjemna atmosfera, może nie do uwierzenia, bo nie wydaje mi się, że relacje łączące (niemal od razu) obcych sobie ludzi, mogły pojawić się ot tak w prawdziwym świecie. Jest zatem przyjemnie, ale te fragmenty są moim zdaniem odrealnione. 

Wydaje mi się, że gdybym nie była matką, ta książka nie trafiłaby do mnie, nie tak konkretnie, chociaż kto wie? Na pewno jest to opowieść, którą można zapodać sobie wieczorem  dość lekka, do poduszki, z olbrzymią dawką humoru i sytuacjami, które wymagają przemyślenia. Czyta się szybciutko, bez tarcia.

Mnie się podobało, tego widocznie teraz potrzebowałam. Wyciągnęłam z tej historii jakieś wnioski dla siebie, coś  malutkiego, ale jednak!  wniosła do mojego życia. Jestem na tak, ponieważ ta książka idealnie wpasowała się w mój nastrój. Czy byłoby tak samo, gdybym czytała ją w innym czasie? Nie wiem, ale jako że macierzyńskie rozterki nie są mi obce, myślę, że nie byłaby to w żadnym razie strata czasu.

Za możliwość odprężenia w metaforycznym Ogrodzie dziękuję Wydawnictwu:


 Wydawnictwo Otwarte



Premiera już 14 czerwca, skusicie się?

Fragment możecie przeczytać *TUTAJ*.