środa, 31 maja 2017

Rodzicu, wyrzuć stare klucze: "Koralina" N. Gaiman


Spojrzała na drzwi. Miała wrażenie, że one także na nią patrzą. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to niemądre, lecz gdzieś w głębi duszy wiedziała, że to również prawda.



Po Koralinę  Neila Gaimana sięgnęłam z rozpędu. Nie słyszałam wcześniej o tej książce, nie czytałam opisu Wydawcy. Nie było to moje pierwsze spotkanie z twórczością autora, ponieważ czytałam wcześniej Amerykańskich bogów, którzy średnio przypadli mi do gustu, oraz Gwiezdny pył, który bardzo lubię. Weszłam w świat zaproponowany przez autora bez uprzedniego rozeznania się w temacie, zatem nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Co znalazłam? Historię, którą byłabym zachwycona, gdybym miała naście lat mniej.

Świat za drzwiami


Dzieci to niesamowicie ciekawskie, żądne przygód istotki, które często nie ulękną się przed niczym, by osiągnąć cel  zbadać, sprawdzić, poznać. Zdarza się, że mimo ostrzeżeń, małe dzieci pakują się w wielkie  kłopoty, bo obietnica odkrycia czegoś niezwykłego, zbadania tego, co dotąd nieodkryte, jest na tyle kusząca, że nawet strach schodzi na dalszy plan. Niezwykle kuszące okazuje się penetracja nowych przestrzeni, a już szczególnie w tych chwilach, kiedy rodzice zajmują się swoimi dorosłymi sprawami, a pogoda za oknem nie sprzyja pieszym wędrówkom po okolicy. Kiedy dzieci się nudzą, w ich małych główkach rodzą się dziwne pomysły...


Koralina wprowadziła się z rodzicami do nowego domu. Dziwny budynek kryje wiele tajemnic, które jednak niełatwo odkryć, trzeba się bardzo o to postarać. Dziewczynka zbywana przez zapracowanych rodziców, spędzała czas na badaniu najbliższej okolicy  średnio kuszące podwórko  a potem na poznawaniu tajemnic starego domu. Szukajcie, a znajdziecie? Jasne! Wszystko może się zdarzyć, zatem i za zamurowanymi drzwiami można  odkryć długi i ciemny korytarz, na którego końcu kryje się coś niezwykłego... Koralina trafia do miejsca, które do złudzenia przypomina jej dom, a jednak diametralnie się różni. W tej dziwnej, wykrzywionej rzeczywistości spotyka drugich rodziców  niby tacy sami, ale coś tu zdecydowanie nie gra... może to ich guzikowe oczy, może wydłużone sylwetki albo blada, niemal biała skóra? Koralina się jednak nie lęka, bowiem tu czuje się naprawdę chciana i kochana. Druga matka spełnia jej zachcianki, drugi ojciec poświęca dziewczynce całą swoją uwagę. Czekali na nią, kochają ją, chcą zatrzymać dziecko przy sobie na zawsze. Sytuacja szybko ulega zmianie  problem polega na tym, że to nie są jej prawdziwi rodzice, a poza tym musiałaby zamienić oczy na guziki... Dziewczynka szybko się wycofuje, wraca do prawdziwego domu i... okazuje się, że wkrótce musi stawić czoła drugiej matce, która porwała jej prawdziwych rodziców! Koralina uzbrojona w magiczny talizman (kamyk z dziurką) z nieco ekscentrycznym i sarkastycznym kotem bez imienia przy boku, podejmie grę o wszystko  o siebie, rodziców i dusze dzieci, które spotkały drugą matkę już jakiś czas temu...


Taka historia


Koralina to bajka dla nieco starszych dzieci, chociaż dorosły czytelnik z pewnością pochłonie ją z zainteresowaniem, aczkolwiek w moim przypadku obyło się bez większych, w sumie bez żadnych emocji. Było ciekawie, ale na tym koniec. Pomysł bardzo mi się spodobał, chociaż trąci trochę Alicją z Krainy Czarów, odrobinę. 

Świat przedstawiony to miejsce niezwykłe  pozornie bezpieczne, a w gruncie rzeczy bardzo nieprzychylne i przerażające. Wykrzywiona rzeczywistość kusi magicznymi zabawkami, drudzy rodzice szczerzą się, obiecując miłość i oddanie, a tajemniczy kamyk wskazuje drogę. Tu koty gadają (całkiem sensownie), stare kobiety zmieniają się w piękne aktorki, we mgle trafia się tam, skąd się ruszyło, a lustra kryją mroczne sekrety.

Nie zachwyciła mnie ta historia, chociaż wykonanie jest w porządku, a świat za drzwiami zamykanymi na stary klucz jest ciekawy. Brakowało mi w tym wszystkim emocji, głębi i może odrobiny pokory, której zdecydowanie zabrakło głównej bohaterce. Takie to wszystko bez wyrazu... Myślę, że ta opowieść zrobiłaby na mnie większe wrażenie, gdybym miała te naście lat mniej. Wiem też, że w tym momencie nie przeczytałabym jej swojej córce, bo dręczyłyby ją potem koszmary... Dla młodzieży czy dla starszych dzieci? Dla fanów fantastyki w nieco bajkowym wydaniu  to na pewno.

Wniosek z tej historii jest taki: poświęcając dziecku uwagę, zwiększasz swoje szanse na przeżycie ;) Do niczego by nie doszło, gdyby nie ciągłe odsyłanie znudzonej Karoliny. Dzieci robią dziwne rzeczy i wprowadzają w życie dziwne pomysły, kiedy się nudzą... Wyrzućcie stare klucze, bo nigdy nie wiadomo, jaki świat można nimi otworzyć.