niedziela, 21 maja 2017

Szokujące Reality Show: "Cela 7"



Zrobiliśmy postępy. Dziś sprawiedliwość jest głodka i szybka, skuteczna i opłacalna...




Byłam pewna, że prędzej czy później sięgnę po Celę 7 autorstwa Kerry Drewery. Pochlebne recenzje oraz intrygujący opis utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto poświęcić tej książce dłuższą chwilę – podejrzewałam, że dłuższą, ale przeczytałam tę historię w błyskawicznym tempie. 

Szokujące Reality Show


Jesteście zadowoleni z obecnego systemu sądownictwa? Ile razy skrzywiliście się, kiedy usłyszeliście o kolejnym kryminaliście, który wyszedł na wolność. Czy nie wściekacie się, kiedy czytacie o więźniach odsiadujących karę za Wasze pieniądze? W powieści Cela 7 ten znany nam system odszedł w zapomnienie.
Reality Show

Wyobraźcie sobie, że możecie decydować o życiu lub śmierci oskarżonego. Wyciągacie telefon, dzwonicie na specjalną inię, wchodzicie na odpowiednią stronę i głosujecie. Wcześniej macie okazję poznać bliżej oskarżonego, przyjrzeć się jego życiu, a nawet zajrzeć do jego celi.

Najpotężniejszą rzeczą w świecie jest władza. Ktoś, kto ją ma, może robić, co zechce. Zdobywają ją nawet zgodnie z prawem, ale to, jak się przy niej utrzymują, jak ją powiększają i wykorzystują, to napawa niepokojem.

Martha zabiła znanego, szanowanego celebrytę. Policja zastaje ją z bronią w ręku nad zwłokami mężczyzny. Ona sama wykrzykuje, że zabiła. Nie wykręca się, nie stawia oporu. Potulnie daje się zamknąć w celi numer 1. System działa sprawnie. Każdego dnia dziewczyna będzie przenoszona do kolejnej celi. Przejdzie ich siedem, a w każdej z nich czeka na nią jakaś niemiła niespodzianka. Dlaczego zabiła? Jakieś konkretne dowody? Nie, nie – teraz sąd wygląda zupełnie inaczej.

Media szaleją, bowiem nie dość, że wprowadzono opcję śledzenia skazanej na żyw, to jeszcze ona sama stanowi pewną nowość – jest pierwszą nastolatką (szesnastolatką), która zostanie osądzona w ten sposób, której grozi kara śmierci. Każdego dnia ważą się losy dziewczyny. Głosować może każdy, ale jest tu pewien haczyk, a właściwie kilka: bogaci mają dużo pieniędzy, więc mogą głosować wciąż i wciąż, nieprzerwanie, dziewczyna pochodzi z biednej dzielnicy; media przeinaczają, kombinują, wywierają ogromny wpływ na publikę; chodzą słuchy, że jest niewinna, ale wiadomo – w celi śmierci każdy jest.

Martha nie ma możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, a jedyną jej łączniczką z rzeczywistością poza murami jest doradczyni z urzędu – Eve – która wierzy w sprawiedliwość, buntuje się przeciwko takim egzekucjom i systemowi głosowania. Niewiele jednak może zrobić, ale... a, dowiecie się sami :)

Nie zabraknie tu wątku miłosnego, który jednak nie jest jakoś szczególnie rozbudowany, a jednak stanowi jakby centralny punkt tej historii. Co cieszy? Nie jest mdło albo raczej bywa, ale nie przez cały czas.

Głos na tak?


Po lekturze Celi 7 odczuwam ogromny niedosyt, co zapewne jest skutkiem tego, iż autorka pozostawia nas z otwartym zakończeniem. Nie znajdziemy zatem odpowiedzi, nie domkniemy kilku spraw. Jeśli jednak to Wam nie przeszkadza, możecie liczyć na przyjemne, choć mocno odrealnione zaczytanie (oby! bo taki system przeraża!). Lekturze z pewnością będą towarzyszyły emocje. Może nie zapłaczecie nad losem nieszczęsnej dziewczyny, ale z pewnością złość, niechęć i ogólny stan oburzenia nie będą Wam obce. 

Pomysł był świetny. Książka podzielona na kolejne rozdziały, które wyznaczono zgodnie z następnymi celami, pozwala przejść przez tę historię sprawnie i gładko. Wypowiedzi skazanej – oj, ta sobie lubi pomyśleć i czasem można się w tym gąszczu wspomnień i rozkminy pogubić – są przeplatane działaniami jej doradczyni oraz (co moim zdaniem było tu najciekawsze) migawkami z planu programu. Taki program to nie lada gratka, poczujecie ten szalony klimat Reality Show!

Czy książka była  rewelacyjna? No nie była, niestety, ale na pewno nie można nazwać jej kiepską, o nie! Zabrakło mi pazura w tej historii, jakiegoś mocnego, powalającego elementu, który spędziłby mi sen z powiem i naprawdę poruszył, tak do głębi. Ani tortury, ani historia miłosna, ani nawet ta cała nowa sprawiedliwość mnie nie powaliły, chociaż sam system – gdyby tak wyobrazić sobie, że "to mogłoby tak funkcjonować" – z pewnością jest jedną z najmocniejszych stron tej opowieści.

Może gdybym była młodsza i miała te 16 lat, pierwsze miłosne uniesienia lub nieciekawą sytuację rodzinną (dziewczyna jest sama na świecie), podeszłabym do tej historii bardziej emocjonalnie. A tak? A ta było po prostu w porządku. W każdym razie nie żal mi czasu, który poświęciłam na lekturę Celi 7 – powiem więcej: nie wiem, kiedy ją pochłonęłam.