sobota, 17 czerwca 2017

Błahe sprawy i wielkie wyzwania: "Spójrz mi w oczy, Audrey" Sophie Kinsella



Nie zdajesz sobie sprawy z tego, ilu ludzi jest na świecie, dopóki nie zaczną cię przerażać.


O Sophie Kinselli słyszałam już niejedno, ale dotychczas jakoś niespecjalnie garnęłam się do poznania twórczości tej autorki. Typowo kobiece czytadła przerabiam raczej rzadko, chociaż wiadomo, że czasem mnie coś ruszy i sięgam po lżejszą, niezobowiązującą lekturę, której nie brak romantycznej poświaty. W każdym razie Spójrz mi w oczy, Audrey nie jest powieścią dla kobiethistoria skierowana jest do młodzieży, ale (co ważne!) rodzice znajdą w niej coś, a może nawet bardzo wiele dla siebie. Czy to lekka powieść? Owszem, ale do banału jej daleko, bowiem autorka w mocno humorystycznym tonie podsuwa nam sprawy ważne, których nie sposób bagatelizować.

Zaburzenia lękowe, depresja, rodzina i miłość


Audry ma czternaście lat. To taki wiek, kiedy pojawiają się pierwsze miłości, dzień wypełniają ploty, plotki, ploteczki z psiapsiółkami, rodzice nieświadomie pretendują do miana "zbiorowego wroga publicznego nr 1", chodzenie do szkoły to norma, a myśli mają prawo krążyć wokół tego wszystko, co w dorosłym życiu przestaje mieć tak ogromne znaczenie. 


Zaburzenia lękowe książka


Tak powinno być, a jak jest? Dziewczyna cierpi na zaburzenia lękowe, depresję, nie chodzi do szkoły, nie utrzymuje kontaktów z rówieśnikami, a przebywanie w towarzystwie jest dla niej czymś niewyobrażalnie przerażającym. Audrey nosi ciemne okulary, za którymi wciąż się ukrywa, bowiem to one zapewniają jej odrobinę normalności – eliminują nawiązanie kontaktu wzrokowego, który jest chyba najbardziej przerażający ze wszystkiego. Kiedyś była normalną nastolatką, ale życie pisze własny scenariusz i często, niestety, brakuje w nim koloru i sprawiedliwości. Tak być nie powinno, ale jest. Stało się coś strasznego, co miało wpływ na zachowanie Audrey, a skutki tej traumy widać gołym okiem – brakuje tu beztroskiej, wolnej od obciążenia nastolatki... Walka o siebie trwa! Dziewczyna chodzi do psychoterapeutki i, co wymaga od niej olbrzymiej odwagi, stara się podejmować proste wyzwania – proste dla nas, nie dla niej. Pierwsze "zadanie domowe" polega na nakręceniu filmu dokumentalnego, a kamera ma być odtąd jej przepustką do normalności.

Zaraz obok strachu jest codzienność – taka prosta, naturalna i znajoma. Audrey opowiada o swojej rodzinie, a musicie wiedzieć, że tematów tu nie brakuje! Poznamy jej brata uzależnionego od gry komputerowej, matkę, która uzależniona jest od uzależnienia syna, ojca nieco wycofanego i małego braciszka – taką słodką istotkę, która (jak to z czterolatkami bywa) potrafi wywrócić wszystko do góry nogami. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom, bowiem w tym wszystkim kryje się o wiele, wiele więcej. 

Sophie Kinsella pokazała, że czasem malutki gest znaczny więcej. Subtelność. Ciepło. Uśmiech. Pozytywne emocje. Nieznany człowiek, który może zmienić czyjeś życie.

Cudna kombinacja na wysokim poziomie.




Bardzo dobra młodzieżówka


Dawno nie czytałam książki, która dotykałaby tak ważnego zagadnienia, ale w tak lekkim tonie. Nie jest to w żadnym wypadku wada, absolutnie! – taka forma dodaje tej historii jedynie uroku, a i pozwala na wejście w opowieść, w świat nastoletniej dziewczyny, która ma wielkie problemy, bez druzgoczących emocji. Te oczywiście się pojawiają, gdzieś tam z tyłu głowy wciąż błądzą myśli, że to nie jest w porządku, że tak nie powinno być – niewątpliwie tej sfery nie można pominąć, nie da się od niej oddalić. A jednak Spójrz mi w oczy, Audrey to opowieść, która bawi. Naprawdę i szczerze, potrafi bawić do łez. Chyba to zachowanie równowagi pozwala przejść przez fabułę bez poczucia skrzywdzenia, ale ogromne znaczenie ma też happy end, którego po prostu nie mogło tu zabraknąć.

Książkę czyta się bardzo szybko. Po pierwsze ma to wpływ styl – lekki, język potoczny, niekombinowany. Po drugie historię poznajemy z punktu widzenia Audrey, a ta wprowadza nas w swój świat gładko, a przy tym wciąż podsyca naszą ciekawość! I po trzecie, tak z czysto technicznej strony patrząc, tekst podzielony jest na: tekst właściwy, czyli historia opowiedziana przez nastolatkę, tekst odnoszący się do "zadania domowego" przedstawiony w postaci scenariusza oraz listy, liściki, esemesy, maile – prosto i lakonicznie.

Myślę, że to powieść doskonała dla młodzieży. Porusza ważne sprawy, m.in. skutki agresji, relacje rodzinne, walki międzypokoleniowe, problem uzależnienia od komputera, zaburzenia lękowe, próby powrotu do normalności. Gwarantuję, że nudy nie doznacie. Na szczęście historię może czytać również osobnik dorosły – ten, który często znajduje się po drugiej stronie barykady. Powiem Wam, że ta historia zmusza do myślenia, a obserwacja tego małego chaosu, którego doświadczają bohaterowie, pozwala na spojrzenie na swoją rodzinkę w zupełnie nowy sposób – trochę z boku, bardziej z dystansem. Co prawda jeszcze nie mam bliskich kontaktów z nastolatką (ufff, kilka lat przed nami), ale raz: przypomniało mi się kilka sytuacji z tego mojego młodzieńczego okresu i dwa: cóż, wszystko się może jeszcze zdarzyć.

Książka świetna, bo chociaż lekka i przyjemna, to jednak wartościowa. Szczerze się cieszę, że dałam się namówić na jej przeczytanie, że się odważyłam i podjęłam wyzwanie. Kolejny raz utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam Book Toury, ponieważ pozwalają mi poszerzyć swoje czytelnicze horyzonty. Za możliwość poznania tej historii dziękuję Stworkowi – właścicielce bloga Rozmaite Poczytania Gagatki.

Dziękuję!