piątek, 16 czerwca 2017

Felietony bliskie rodzicowi: "Tata w budowie" Tomasz Bułhak



(...) to nie będzie cukierek o tym, jakim cudem jest ojcostwo. Będzie o nieustannym odkrywaniu nowych  perspektyw i o życiowych sytuacjach, które trzeba  redefiniować, bo na scenie pojawił się nowy aktor  dziecko.



Ostatnio mam misję: chcę znaleźć naprawdę dobrą książkę, z której skorzystają rodzice. Do hasła "skorzystają" przyporządkowałam sobie takie wyznaczniki: jakoś ich poruszy, zmuszając do refleksji albo przedstawi inny, świeży i może nawet zaskakujący punkt widzenia, a może czegoś nauczy? Poszukiwania długo nie trwały. Jestem matką, więc książki pisane przez kobiety nie są chyba w stanie mnie jakoś specjalnie zaskoczyć, ale ojcowskie zapiski nieco mnie zaintrygowały. Tym sposobem trafiłam na Tatę w budowie autorstwa Tomasza Bułhaka (właściciela bloga). Zbiór felietonów napisany przez młodego tatę, który dzieli się z czytelnikiem swoimi spostrzeżeniami na temat tacierzyństwa.

Tata też może


Jeśli żyjecie w przekonaniu, że to kobieta powinna zajmować się dzieckiem, rezygnując ze wszystkiego – z kariery zawodowej, wyjść z przyjaciółmi czy kształcenia – na rzecz wychowania malucha, to jesteście w błędzie. Owszem, mama ma ogromne znaczenie, ale nie zapominajmy o tym, że sama nie stworzyła nowego życia, ponieważ do tego potrzeba dwóch osób. O pszczółkach i kwiatuszkach nie będę Wam jednak pisać – wiecie, jak to się odbywa – ale opowiem dzisiaj o tacie, który chce. 

Często rozmawiam z dziewczynami, które żalą się na partnerów, bo ci nie dają z siebie nic lub niewiele, zrzucając odpowiedzialność na kobietę. Okazuje się jednak, że można inaczej, a rodzicielstwo nie jest tylko i wyłączenie  domeną kobiet! Mężczyzna, tata, ma w tym wszystkim bardzo wiele do powiedzenia – trzeba tylko dać mu szansę! Drogie Mamy, czy ni chciałybyście, żeby ojciec Waszego dziecka miał z nim doskonały kontakt, żeby połączyła ich głęboka relacja? Jasne, to oczywiste! Warto więc taty nie oszczędzać i pozwolić mu na bycie rodzicem pełną gębą. Facet może dziecko przebrać, wykąpać, nakarmić, może też śmigać (nawet z różowym) wózkiem po osiedlu, może malucha ubrać, zabrać do lekarza czy położyć do snu. Naprawdę, mężczyźni są do tego zdolni!


Tomasz Bułhak udowadnia, że bycie tatą jest nie tylko bardzo męskim zajęciem, ale daje też mnóstwo satysfakcji i radości, stanowiąc przy tym nie lada wyzwanie! Opowiada on o rodzicielstwie bez owijania w bawełnę – poza szczęściem, które wylewa się z każdej strony tej książki, znajdziecie tu również chwile zwątpienia, zadumy nad swoim zachowaniem, przemyśleniami na temat tego, jak czasem bardzo się chce, ale nie wszystko idzie tak, jak powinno. 

Autor poruszy tematy bliskie każdemu rodzicowi: poczytacie o tabletach i komórkach (ach, temat rzeka!), o tzw. prowizorce (z pewnością zdarzyło się Wam kombinować, nie wierzę, że nie! Przecież rodzicielstwo to wielkie szaleństwo, które wymaga od rodzica elastyczności), o psie w domu, w którym jest dziecko (uśmiałam się szczerze, bowiem widzę, że nie tylko u nas czteronożny przyjaciel sprawdza się doskonale również w roli "serwisu sprzątającego"). Poza obszarem – nazwijmy go roboczo – technicznym, bo wiązanym z obsługą, pojawia się również strefa przemyśleń, obaw, czułości - masa emocji, które kłębią się w głowie taty i mnóstwo spostrzeżeń dotyczących  ogółu społeczeństwa.

Powiem Wam, że miło jest poczytać coś tak prawdziwego.

Przyjemna lektura


Książka nie zmieniła mojego życia, ale może zmieni podejście do rodzicielstwa jakiegoś taty? Autor udowadnia, że się da, że można i że opieka nad dzieckiem wcale nie jest tylko dla kobiet. Czy coś mi dała? Jasne! Pośmiałam się, wzruszyłam i uznałam, że czasem ojciec może więcej, jeśli tylko chce.

Felietony napisane są w lekkim językiem, kolokwialnym, bez spiny i wydumanego biadolenia. Czyta się szybko i przyjemnie, z uśmiechem błąkającym się na ustach. Humorystyczne podejście do bycia tatą jest świetne, naprawdę! Wydaje mi się, że wiele mam nie potrafiłoby napisać tego w ten sposób, a tu widoczny jest dystans, luz, choć i nie zabraknie odrobiny powagi.

Z wieloma rzeczami, metodami czy sprawami poruszanymi przez Autora zgadzam się w pełni, do innych podchodzę sceptycznie, a niektóre w ogóle nie mieszczą mi się w głowie. I to jest dobre! W końcu każda rodzina jest inna, każde dziecko – co udowadnia, opowiadając o drugiej kruszynce – jest inne i (o zgrozo!) nie istnieje żadna instrukcja obsługi, która pomogłaby ogarnąć ten cały majdan. Znacie to skądś? My znamy to doskonale i każdego dnia uczymy się czegoś nowego. Dzieci nie próżnują, zawsze znajdzie się coś, co nas zaskoczy. Wyzwanie? Nadążyć, przewartościować, poszukać wyjścia!