wtorek, 13 czerwca 2017

Jego urok na mnie nie działa: "Lista Olafa"


Kobietom tak niewiele trzeba, wystarczy zapewnienie o miłości i kilka komplementów.



Zawsze cieszą mnie propozycje zrecenzowania książek, z którymi wychodzą autorzy. Nie przyjmuję wszystkich, bo musiałabym całkowicie zrezygnować ze snu, a i często proponowana historia nijak ma się do moich preferencji. Kiedy wiem, że to nie moja bajka, grzecznie odmawiam, bo szkoda, żeby autor otrzymał opinię od czytelnika przypadkowego, z tyłka wyjętego, który się w jego opowieści nie odnajdzie. Szkoda też mojego czasu na lekturę książki, którą zapewne męczyłabym i miętoliła z grzeczności, coby być w porządku. Kiedy już zaczynam  a wybieram takie książki, które w jakiś sposób mnie interesują i/lub czymś pociągają  czytam od deski do deski. Od maja zeszłego roku recenzuję absolutnie każdą książkę, którą przeczytam (pomijając literaturę dziecięcą, bo z córą czytam więcej, częściej, codziennie), co jest takim moim sprawdzianem systematyczności. Cudów nie ma, z czego doskonale zdaję sobie sprawę, zatem nie wszystkie historie, na które trafiam, są dobre, wciągające czy wyjątkowe. Przeczytałam Listę Olafa autorstwa Beaty Gołembiowskiej i naszła mnie taka myśl: czy skoro Autorka sama zaproponowała mi e-booka, a książka jest, jaka jest, to powinnam odpuścić sobie pisanie tej recenzji? Doszłam jednak do bardzo konkretnego wniosku: wolę żyć w zgodzie ze sobą i swoim sumieniem, a dla żadnej książki (nieważne skąd się wzięła w moich elektronicznych czy papierowych zbiorach) nigdy nie zrobię wyjątku. Nie i już.


Słodkość i naiwność mdli



Wyobraźcie sobie mężczyznę niemalże idealnego, do którego łaszą się niczym kotki w rui wszystkie kobiety. Na którą nie spojrzy, do której paszczy nie otworzy, ta już marzy i śni o wspólnym życiu, a żeby zdobyć wspaniałego Olafa, potrafi wymyślić kompletnie absurdalny plan i, co gorsze, wprowadzić go w życie. Facet to wyjątkowy ponad miarę: kulturalny, potrafi wysłuchać, pozwoli wypłakać się na swym ramieniu, a także spełnić największe łóżkowe fantazje swoich "fanek". Jest doskonałym kochankiem oraz czułym przyjacielem i tylko zapomina o małym szczególe  jest żonaty. Sam jednak czuje się prawie kawalerem, bowiem żona jego mieszka na wsi, ona zaś wiedzie życie w Warszawie. Małżeństwo na odległość? Jasne, tych dwojga nic nie poróżni, a ich uskrzydlająca miłość potrafi przetrzymać wszystko  każde spotkanie jest świeże, takie wyczekiwane i fascynujące!




Olaf współpracuje z Dagmarą przy popularnym programie z gatunku tych, które odnawiając wnętrza, zmieniają życie mieszkańców. Jedną z bohaterek jest Roma, która zakochała się w Olafie już jakiś czas temu i, kusząc Dagę pięknym kłamstewkiem (widzowie uwielbiają kontrowersyjne tematy), dostaje się do programu. To jednak nie jedyna uczestniczka wnętrzarskiej metamorfozy, bowiem ta, która wszystko zmieni, jest wróżką. Olaf usłyszy przepowiednię, która zasieje w jego przepełnionym miłością wszelaką ziarenko niepewności, chociaż kompletnie jej nie zrozumie... Czy życie wielbionego przez kobiety dżentelmena się zmieni? Owszem, a dokona tego "maleńka istota".


Olaf jest przesłodki i takie też prawi komplementy. Nie na samych słowach jednak kończy, bo czasem przechodzi do czynów  po prostu nie może się powstrzymać, a kobiece nogi same się przed nim rozkładają... Kobiety są naiwne, skore do wybaczania, wdzięczne za uwagę, którą się im poświęca, i pewne tego, że mogą być "tą jedyną".

Co mnie zatem skusiło? Zapowiedź niezwykłości związana z przepowiednią. Szkoda tylko, że na porządną akcję musiałam tyle czekać...

Nie przeczytam drugiego tomu


Nie wyobrażam sobie, żebym miała kolejny raz wejść w ten dziwnie wykreowany świat, który pełen jest jeszcze dziwniejszych i totalnie oderwanych od rzeczywistości bohaterów. Kiedy zadajemy sobie pytanie o to, czym jest miłość, z pewnością nasza odpowiedź będzie daleka od tego, co znajdziemy w Liście Olafa. Chociaż może i miłość jeszcze mogłaby być tak pokręcona, bo wiadomo, że zakochani mają tendencję do świrowania; tu mówimy jednak o dorosłych, przeważnie wykształconych ludziach (po 40, 50, pod 60), którzy zachowują się jak popierniczone podlotki, w ogóle nie dbając o swoje uczucia, a już o godności osobistej nie wspomnę. 

Historię można podzielić na dwie części. Pierwsza dotyczy miłosnych podbojów Olafa. Zasnęłam z książką w ręku, co praktycznie mi się nie zdarza, więc pomyślcie tylko, jakie było moje zdziwienie, kiedy rano obudziłam się z czytnikiem odbitym na policzku! Czytnik na szczęście wyszedł z tego bez szwanku. W drugiej części coś się dzieje. Faktycznie maleńka istota odmienia życie Olafa i jego samego. To najlepsze, co się w tej historii zdarzyło  ten dłuższy fragment przeczytałam z zainteresowaniem.

Portrety bohaterów są zamazane. O ile jeszcze Olaf został jakoś konkretnie wykreowany (choć jego działanie na płeć piękną jest nierealne), o tyle postacie kobiece to jedno bagno (poza babcią Aldony, żony Olafa). Wszystkie są tak samo naiwne, kochające, niepewne, pragnące. Tu się żyje dla Olafa, zlizując ślady, które on zostawi. Jemu się wszystko wybacza, bo i on wiele rozumie, a kiedy się oddaje, to robi to w całości.

Wykonanie pozostawia jeszcze więcej do życzenia niż sama treść i kreacje bohaterów. Błędy interpunkcje są tu powszechne, frazeologiczne i składniowe goszczą dość często, literki dziwnym trafem się gdzieniegdzie pozjadały, a przy haśle wsiąść za rękę, odpadłam. 

Niestety książki Wam nie polecę, chociaż wiadomo, że moja opinia jest subiektywna, a każdy mierzy według swojej miary, no i każdego bawi oraz wzrusza coś innego. Książka spotkała się również z pozytywnym odbiorem wśród innych czytelników, więc może warto spróbować? Decyzję pozostawiam, jak zwykle, Wam :) Mnie ani nie bawiła ta opowieść, ani nie zmusiła do refleksji (chyba że nad głupotą ludzką), ani nie poruszyła, wcale.