poniedziałek, 19 czerwca 2017

Kochaj i wrzuć na luz: "Nieperfekcyjna mama" A. Dydzik




Kiedy wejdziesz w rytm i zdasz sobie sprawę z tego, że za każdą prostą będzie zakręt, na którym musisz się wyrobić, bo nie masz innego wyjścia, macierzyństwo nabiera nowego znaczenia. Zaczynasz cieszyć się tymi dobrymi chwilami i walczyć o nie, gdy przychodzą te gorsze.



Czy perfekcyjna mama istnieje? A może jest niczym potwór z Loch Ness – wszyscy słyszeli, nikt nie widział, ale powszechnie zakłada  się, że to jednak możliwe?  Otóż z perfekcyjnymi mamami jest zupełnie inaczej. Widzimy je wszędzie: pojawiają się na bilbordach, w reklamach, w książkach, na blogach, na forach dla mam i co więcej! same kreują się na perfekcyjne. To takie mamy, które nigdy nie są zmęczone, zawsze są doskonale zorganizowane, ich dzieci nigdy nie płaczą, śpią jak aniołki, a jedzą pięknie, wystawnie, zdrowo i oczywiście nie oglądają bajek, ale za to rozwijają się lepiej i szybciej niż wszystkie inne maluchy. Znacie takie mamy? Widzieliście kiedyś takie dzieci?

Anna Dydzik udowadnia, że one nie istnieją! I ja Jej wierzę. W książce, której bardzo daleko do poradnika – chociaż zapewne znajdziecie ją w księgarniach w tym właśnie dziale – poznacie mamę nieperfekcyjną i naprawdę się ucieszycie, bo będzie podobna do Was. Nieperfekcyjna mama to pozycja obowiązkowa – bez ściemy, obłudy, konkretnie i wciągająco. 


Diagnoza


Weźmy na tapet sprawę bardzo prostą: siadasz na kanapie w salonie i...
  • Jesteś jakaś niespokojna, bo: za cicho, za szybko zasnęło, a może zaraz się obudzi? Ząbkowanie? Może kolka? Coś zaszkodziło? Alergia? Za suche powietrze? Wstajesz, na paluszkach kierujesz się do pokoju dziecka. Oddycha? Za wolno oddycha? Czy powinno spać na brzuszku? Może zła poduszka? Czy tn pluszak nie uwiera? Czy materacyk jest na pewno z atestem? Może to ten kolor ścian? 
  • Coś Ci się wbija w tyłek, coś uwiera w udo, a do bluzki przykleił Ci się właśnie bliżej nieokreślony kawałek czegoś, co być może było przed przemieleniem kukurydzianą chrupką.
  • Ledwo muskasz pośladkami miękki materiał, by znów zerwać się z miejsca, gdyż, uwaga, dziecko zaczyna pełzać, niebezpiecznie zbliżając się do psiej miski.
  • Kanapa? To ten mebel? Rzadko ostatnio siedzisz, bowiem za dnia oddajesz się bieganiu, przechwytywaniu dziecka w locie (wszystkie rogi zabezpieczone, ale "bo to wiesz?") oraz usuwaniu przedmiotów (wszystkich) z jego drogi. Uwaga, nauka chodzenia w toku!
  • Słyszysz z pokoju dziecka krzyk! Zrywasz się na równe nogi, lecisz z wywalonym jęzorem i przerażaniem w oczach. Co się stało? Jak to co?! Dziecko zapomniało o swojej ulubionej przytulance! Szukasz. Przekopujesz przed chwilą poukładane zabawki. Zaglądasz w każdą dziurę, szparę i szczelinę. W koszu na pranie ani w zmywarce nie ma. Jesteś gotowa wyjść w kapciach do sklepu i kupić nową przytulankę. Kiedy już wracasz (na tarczy) do pokoju dziecka, ono oświadcza niedbale, że chyba wymacało ją pod kołdrą.
Jeśli masz dziecko z pewnością jesteś w stanie podać jeszcze kilkanaście (co najmniej) opcji, które zaczynają się od siedzenia na kanapie. I w sumie takie właśnie jest macierzyństwo. Nie może być perfekcyjne, bo dziecko to żywa, nieprzewidywalna istotka, a dołączając do tego nasze emocje, zmęczenie, potrzeby... Nie, perfekcyjne mamy nie istnieją.

Kiedy już uda Ci się usiąść, tak naprawdę, Twój partner wraca z pracy, a już od progu słyszysz jedno z najlepszych pytań: co Ty robisz cały dzień? Siedzisz? Dlaczego w domu jest taki bałagan? 

Zdiagnozowana? Jesteś mamą? Wracamy zatem do treści książki. 

Prawda jest taka, że my, rodzice, trafiliśmy szóstkę w totka i teraz musimy ogarnąć ten ogrom szczęścia.

Anna Dydzik w zabawny sposób, bez spiny i z dystansem opowiada o swoim macierzyństwie, a przy tym obala wszelkie mity dotyczące perfekcyjnych matek. Zwracając się bezpośrednio do Czytelniczki, traktując ją na równi (bo w końcu wszystkie jesteśmy mamami i choć się różnimy, bardzo wiele nas łączy), pokazuje nam, jak można być mamą doskonałą. Nie, nie perfekcyjną, ale najlepszą na świecie! Najlepszą dla swojego dziecka :)




W książce macierzyństwo potraktowane zostało globalnie! To niesamowite, o ilu rzeczach zdążysz zapomnieć, kiedy Twoje dziecko wyjdzie już z pieluch i zacznie przesypiać całe noce. Jeszcze bardziej niesamowity jest jednak fakt, że to, co wydaje się w chwili obecnej wielką, paskudną masakrą, potem jest już tylko mglistym wspomnieniem, a my, mamy, dochodzimy po czasie do wniosku, że można było podejść do tego wszystkiego na luzie... ile łez, złości, nerwów byśmy zaoszczędziły! W kolejnych rozdziałach znajdzie się miejsce na wszystko to, co nam bliskie: nauka korzystania z nocnika, rodzeństwo, zabawki na podłodze, poród, "ciocie dobra rada", problemy z karmieniem i wiele innych tematów, które z pewnością w większym lub mniejszym stopniu, ale jednak, dotyczą każdej mamy.

Autorka zachęca nas do nierezygnowania z siebie, do nabrania dystansu i oddania czasu, który często poświęcamy na marudzenie, swojemu dziecku. Wolcie zapamiętać ten okres jako ciąg porażek czy wspominać go z przyjemnością, łącząc z zabawą, przytulasami i wszystkim tym, co najwspanialsze?

Bawi, wzrusza, porusza


Zawsze podchodzę do takich książek z ogromnym dystansem. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, podobnie jak Autorka, zaopatrzyłam się w poradniki, gazetki dla mamusiek, zarejestrowałam się na forum dla ciężarówek, googlowałam bezustannie, nasłuchałam się od "tych wiedzących lepiej", co to ja powinnam, a czego absolutnie nie, że to chłopczyk, bo brzuch taki, że po ciąży schudnę, a tak w ogóle, to ile przytyłam?, a poza tym, to już dzisiaj mogłabym zapisać dziecko do przedszkola, bo na miejsce czeka się kilka lat. Hm... Było, było! Dobrze, że w porę się opamiętałam i oddałam cieszeniu z tego, że jestem w ciąży, bo ten napływ sprzecznych informacji i ciąg niekończących się pytań, pewnie doprowadziłyby do rozstrojenia nerwowego - wiele nie trzeba, hormony robią swoje. Wracając do treści, Autorka przeszła przez to samo i myślę, że wiele kobiet również, jestem tego niemalże pewna! Kiedy zatem już we wstępie otrzymałam zapewnienie, że to nie jest poradnik, a Anna Dydzik jest daleka od dawania mi "złotych rad", nabrałam nieco zaufania. Potem było już tylko lepiej, bliżej i w efekcie stwierdziłam, że żałuję – OGROMNIE – że nie trafiłam na taką książkę, kiedy to wszystko się zaczęło. Nikt mi wtedy szczerze nie  powiedział, że nie muszę być perfekcyjna; do tego musiałam dopiero dojść, a droga niestety nie była łatwa, bo ciąża ciążą, ale to potem zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki.

Dlaczego warto sięgnąć po Nieperfekcyjną mamę? Przede wszystkim pozwoli Wam uwierzyć, że macierzyństwo, mimo chwil zwątpienia, niewyspania, bałaganu i ogromnych, często negatywnych emocji to najpiękniejsze, co mogło się nam trafić. Poza tym może otworzy niektórym z Was oczy i pomoże zrozumieć, że te perfekcyjne mamy to wielka ściema, a wielkie smutki można przekuć we wspaniałe wspomnienia. 

I tak, jak Nieperfekcyjna mama nie jest w moim odczuciu poradnikiem (przynajmniej takim typowym), tak ta recenzja jest raczej spontaniczną reakcją na coś, co czytało mi się wyśmienicie, chociaż wiele kwestii się powtarzało. To raczej lektura bliższa rozmowie, niż gotowym, zgrabnie ujętym w punkty formułkom. Luźne myśli, ciekawe dygresje, a wszystko przekazane jasno i przejrzyście.

Mnie się podobało i naprawdę podziwiam Autorkę, która zdecydowała się bez obłudy – szczerze i bez owijania w bawełnę – napisać, jak to wszystko u niej było. Przyznaje się do błędów, zauważa rzeczy, które wcześniej je umknęły, myśli przyszłościowo, ale przede wszystkim pisze z taką miłością o swoich maluchach, że aż miło poczytać :)

I jeszcze sznureczek do bloga Autorki => klik.