piątek, 30 czerwca 2017

Prawda czy nadzieja?: "Terapia" S. Fitzek




Nadzieja jest jak okruch szkła w stopie. Dopóki w niej tkwi, sprawia ból przy każdym kroku. Kiedy jednak zostanie wyjęty, to co prawda rana przez chwilę krwawi i trzeba trochę czasu, żeby wszystko się zagoiło, ale w końcu można normalnie chodzić.




Powieści Sebastiana Fitzeka lubię szczególnie. Autor od razu, już przy pierwszym spotkaniu, zdobył moje serce; aż chce się czytać! Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: jego thrillery są mocno pokręcone, fabuła skomplikowana, a zakończenia zaskakujące. Nic chyba nie cieszy tak, jak niesamowity finał poprzedzony porządną akcją. Terapię upolowałam w wymianie książkowej. Przymierzałam się do tej książki do miesiąca, do tego jeszcze Socjopatka podkręciła moją ciekawość. Musiałam przeczytać. Nie mogło być inaczej.



Niewiedza czy prawda?


Lepiej poznać nawet najbardziej okrutną prawdę czy żyć w niewiedzy, wciąż mając nadzieję? Niewiedza ma to do siebie, że męczy, nie pozwala zaznać spokoju i każdego dnia zmusza do przemyśleń. Prawda jest oczywista spada na nas nagle i gwałtownie, jest ostateczna i bywa niezwykle bolesna, ale daje możliwość poukładania sobie pewnych spraw, oswojenia się z rzeczywistością, przetrawienia jej.

Kiedy znika dziecko, wciąż ma się nadzieję, że jest bezpieczne, i nawet po latach można kurczowo trzymać się myśli, że zguba się odnajdzie – cała i zdrowa. Jednak z drugiej strony to ciągłe oczekiwanie, wyrzucanie sobie, co się zrobiło, czego nie i jak można było temu zapobiec, a do tego ten wszechogarniający niepokój, który towarzyszy każdemu wspomnieniu... Lepiej wiedzieć, a może bezpiecznej jest żyć nadzieją?



Opowieść zaczyna się niepokojąco. Z poczekalni znika dwunastoletnia dziewczynka, którą gnębi niezdiagnozowana choroba. Jej ojciec – wzięty psychiatra – nie może wybaczyć sobie, że zostawił małą bez opieki, na chwilę.

Mijają cztery długie lata wypełnione poczuciem winy oraz nadzieją, że Josy wróci do domu cała i zdrowa. Victor udziela kolejnych wywiadów, licząc po cichu na to, że zdarzy się cud i dziecko się odnajdzie. Mężczyzna udaje się do małego domku  na wyspie, gdzie ma odpowiedzieć na pytania do kolejnego wywiadu – już dawno porzucił praktykę, więc może w ciszy oddać się temu zajęciu. Jego spokój nie trwa jednak długo! Pewnego dnia przychodzi do niego kobieta, która twierdzi, że tylko on może jej pomóc. Anna cierpiąca na schizofrenię opowiada mu niezwykłą historią, w której Victor widzi zdarzenia dotyczące córki. Czy kobieta, która twierdzi, że postacie z jej książek ożywają, ma coś wspólnego ze zniknięciem małej Josy? Prawda zostanie ujawniona, ale nie będzie to byle jakie paplanie, byle tylko – nie, Fitzek stworzył porządnie zakręcony, pełen podpowiedzi i niesamowitych spotów wydarzeń thriller.

W tym szaleństwie jest metoda


Sebastian Fitzek od razu rzuca czytelnika na głęboką wodę, by chwilę później usunąć grunt spod jego nóg. 

Autor wprowadza nas w niesamowitą historię, która wydaje się tak nierealna i pokręcona, że trudno przewidzieć, jak się zakończy. Podczas lektury próbowałam rozszyfrować podane znaki, dojść do tego, o co właściwie chodzi. Z uwagą śledziłam kolejne rewelacje i z lekkim niedowierzaniem podchodziłam do zakończenia tej opowieści – nie wierzyłam, że można konkretnie wybrnąć z tej sytuacji. Takie nagromadzenie niezwykłości nie zapowiadało realnego finału, a jednak (naprawdę nie wiem, jak autor to robi) udało się! Wszystkie puzzle wskoczyły na swoje miejsce, z dziwnej i niepokojącej rozsypanki wyłonił się wyraźny i spójny obraz.

Historię poznajemy dwutorowo. Jedna odsłona dotyczy "teraz", druga jest opowieścią o minionych zdarzeniach, a dodatkowo, żeby było ciekawiej przeszłość jest skomplikowana i ciut nierealna, aczkolwiek szalenie wciągająca. Trudno oderwać się od tej książki i nie sposób pozostawić podsuwanych tropów bez przemyśleń – od razu wcielamy się w poszukiwacza prawdy, choć zdajemy sobie sprawę, że nasz bohater wolałby raczej żyć w niewiedzy. Dochodząc do końca, kiedy poznajemy już wyjaśnienie, okazuje się, że mogliśmy dojść do rozwiązania tej zagadki, o czym wciąż przypomina nam się w treści, powiem więcej – autor podał nam rozwiązanie na tacy! Po pierwszym szoku przychodzi czas na kolejny; kiedy już ocenimy, zaszufladkujemy, Fitzek dowala kolejną rewelację – okazuje się, że znów byliśmy w błędzie.

Terapia szalenie mi się podobała. Spędziłam z tą książką noc, chociaż planowałam rozłożyć sobie lekturę na dwa dni – moje niedoczekanie! To niewątpliwie wciągający thriller psychologiczny, którego lektura nieźle tępi zdolność logicznego myślenia.

Świetny!