poniedziałek, 5 czerwca 2017

Przesyt dobrobytem: "Baśń o Latającym Rumaku"


Latającego Rumaka dosiada szczęście, a to jeździec doskonały, chociaż niewidzialny. Koń jest widzialny i z tego trzeba się cieszyć.


Kiedy nie wiadomo, co przeczytać z dzieckiem, bowiem stos kolorowych, kuszących książeczek piętrzy się niemiłosiernie, zawsze warto zapukać do wrót baśniowej krainy. Baśń to pewniak gwarantujący porządne zaczytanie, a do tego niosący ważne treści, z przesłaniem. 

Baśń o Latającym Rumaku autorstwa Henryka Bardijewskiego, ilustrowana przez Bohdana Butenko, pozwoliła nam przenieść się do niesamowitego królestwa, w którym wszystko się może zdarzyć, ponieważ skrzydlate konie zwiastują szczęście i dobrobyt. Brzmi magicznie? Owszem, jednak spod tej bajecznej pierzynki wychyla się nieśmiało smutna prawda o ludzkiej mentalności i wszechobecnym w naszej codzienności absurdzie.

Umiar przede wszystkim



Księstwo Miraża przechodzi prawdziwą rewolucję!

Na dworze – jak to zwykle na podobnych dworach bywa – życie toczy się po staremu: damy dworu plotkują, rodzina królewska stwarza pozory normalności, doradca stara się utrzymać na stołku, a kot Albo chodzi własnymi ścieżkami, mając wszystko i wszystkich w głębokim poważaniu.


Miraż (zajęty sprawowaniem władzy nad swymi poddanymi i przede wszystkim własnym jestestwem) nie zauważa nawet, kiedy jego kraj pustoszeje. Ludzie porzucają swe domostwa i udają się do innych krain, gdzie czeka na nich dobrobyt. Władca się niepokoi – w końcu, by rządzić, trzeba mieć swych poddanych. Szybko jednak porzuca troski, bowiem nad krainą pojawia się Latający Rumak, który zwiastuje szczęście. Czy ten piękny, acz niepozorny konik odmieni losy zgnębionego księstwa? 


Coś się takiego porobiło, że linie graniczne, dotąd dosyć wyraźne, jakby wsiąkły w ziemię. Wszyscy, i ludzie, i zwierzęta, przechodzili sobie swobodnie z księstwa do księstwa, nawet nie wiedzieli kiedy. A pierwszy zaczął te wędrówki Latający Rumak. Od niego to wszystko się zaczęło.

Okazuje się, że legendy nie kłamią! Już wkrótce do bram księstwa zaczynają pukać pierwsi goście – wycieczki edukacyjne stały się niezwykle popularną formą spędzania wolnego czasu – a z czasem opuszczone domy dadzą schronienie poddanym. Napływ nowej (stara gdzieś "wybyła") ludności cieszy, a wieść o niezwykłym szczęściu rozchodzi się po księstwach ościennych. Wszystko idzie ku dobremu, ale jak się wkrótce przekonamy, umiar – nawet w dobrobycie – jest wskazany, a przesyt wspaniałością może wywołać niemałe, bo na skalę światową, zamieszanie!


W napięciu i z humorem


Baśń o Latającym Rumaku to ciekawa, zabawna historia ujęta w dziesięciu zgrabnych, spójnych rozdziałach. Przeznaczona dla dzieci od 6 roku życia, z pewnością pozwoli na porządne zaczytanie również dorosłemu odbiorcy, który bez większych problemów doszuka się w treści odniesień do współczesności. Oj, gorzko będzie, ale z humorem! Opowieść podana piękną polszczyzną cieszy również oko – zabawne, interesujące ilustracje doskonale współgrają z tekstem, pozwalając w pełni wczuć się w magiczny klimat baśni.




Jak czytać Baśń o Latającym Rumaku? Kochani, nie lada wyzwaniem jest dawkowanie sobie tej opowieści! Książkę czyta się płynnie i szybko, ale warto postawić tu na umiar, bowiem historia dawkowana – rozdział po rozdziale – trzyma młodego czytelnika w napięciu. Powolne wejście w sytuację sprzyja rozwijaniu wyobraźni, bowiem każdy rozdział zapowiada niejako ciąg dalszy tej historii, nie podając zbyt wielu szczegółów. Dziecko może zatem samodzielnie snuć opowieść o losach księstwa, a potem z zainteresowaniem i uciechą przekonać się, w jaki sposób bohaterowie wybrnęli z sytuacji. Prawdziwą radość daje jednak finał tej baśni – otwarte zakończenie uruchamia chęć wcielenia się w narratora i dopowiedzenia.




Książka jest znakomicie wydana! Twarda oprawa, szyte strony i grube kartki z pewnością przedłużą żywotność tej historii. Księstwo Miraża można odwiedzać często lub pozostać w nim na dłużej, bowiem jest zbudowane z porządnego, trwałego materiału, który nie rozpadnie się po pierwszym pukaniu do jego bram. To zawsze cieszy, nie tylko władców, ale i młodych czytelników, którym zamęt i bałagan niestraszne. No i rodziców, rzecz jasna!




Z pewnością odwiedzimy jeszcze księstwo Miraża, ponieważ córa zapałała uwielbieniem do szybującego konia, a ja chętnie jeszcze wyłuskam z tej opowieści coś dla siebie. Mam takie przeczucie, że coś przegapiłam i nie jest to zagadnienie oświaty, której przypisuje się w baśni szczególną rolę. Co to może być? Nie wiem, ale córa narysowała dla mnie Latającego Rumaka, więc czuję, że będę miała szczęście i uda mi się jeszcze do czegoś dokopać!

Za wyprawę do niezwykłej krainy dziękuję Wydawnictwu