środa, 21 czerwca 2017

Tak rodzi się obłęd: "Trzecia" M. Stachula




Uszczelka jednego ze słoików puściła, wieczko nieznacznie uniosło się ku górze i czuć wydobywający się ze środka zgniły zapach przeszłości. Pamięć ma jedną wadę. Istnieje.


Och, Autorko, Autorko... nieźle narozrabiałaś! 

Jeśli często u mnie bywacie, wiecie już, że niewiele sypiam, a czytam w sumie tylko nocami. Zaczynam mniej więcej po północy, kiedy wszyscy domownicy już śpią, codzienność dopięłam na ostatni guzik i w końcu mam czas tylko dla siebie. Nigdy nie wiem, na jaką książkę trafię, na ile mnie ona wciągnie i jak długo potrwa to moje obcowanie z lekturą. Ostatnio czytałam historię, nad którą zasnęłam, często czytam takie, które bez większego żalu, mogę sobie ze spokojem dawkować, odkładając kolejne rozdziały na następny wieczór. Ale! Czasem trafi się taka opowieść, która wciąga mnie bez reszty, i chociaż mam pełną świadomość tego, że jest czwarta nad ranem, a moje dziecko obudzi się za dwie godzinki, nie potrafię przerwać. Jeszcze tylko jeden rozdział i idę spać... Znacie to?


Zwykle na jednym rozdziale się nie kończy, bo za nim pojawia się kolejny, potem następy, a każdy z nich obiecuje, że ten obok pozwoli na odkrycie tajemnicy. Za każdym razem daję się na to nabrać, łapię się na haczyk i wpadam w pułapkę. Często zwycięża zdrowy rozsądek, ale czasem niekoniecznie... Tak było z Trzecią Magdy Stachuli. Czekałam na tę powieść, ponieważ Idealna – debiut Autorki – prawie idealnie wpasowała się w mój gust. Zaczęłam po północy i tym razem żaden instynkt samozachowawczy nie zdziałał! Och Autorko, Autorko... Cóż żeś Ty mi uczyniła?

Machina nakręca się sama


Eliza wiedzie w miarę normalne, pozornie ustabilizowane życie zbudowane na mrocznej przeszłości, która – chociaż stara się ze wszystkich sił zepchnąć ją do podziemi – wciąż uparcie daje o sobie znać. Jakby tego było mało, z dnia na dzień traci grunt pod nogami. Zaczyna się od przeczucia, ale szybko dochodzi do wniosku, że ktoś ją śledzi... Ziarnko niepewności zostało zasiane, a machiny raz wprawionej w ruch, nie sposób zatrzymać. Czy Eliza wymyśliła sobie prześladowcę, czy może faktycznie ktoś wpisał ją na swoją listę?

Anton porzuca wszystko, co kocha, by uciec przed wyrokiem – zadarł nie z tymi, co trzeba, a jedynym sposobem na uratowanie własnego tyłka jest ucieczka. Jak myślicie, czy uda mu się uciec przed teraźniejszością i zacząć nowe życie w bezpiecznym miejscu? A może przeszłość go dogoni? A może to ja zasieję tym razem ziarnko niepewności, kiedy zdradzę Wam, że Anton każdego dnia walczy z czym więcej?

Lilianna wciąż od nowa przeżywa koszmar, który sama sobie zgotowała. Była szczęśliwa, ale jej zakochanie nie przetrwało ważnej próby. Kochanka pogoniła, słuch po nim zaginął, ale w sercu wciąż jątrzy się głęboka rana, a myśli wypełnia smutek – dziś wie, że postąpiła niemądrze. Czy odzyska miłość swego życia?

Trzy osoby, z kompletnie odrębnych światów – młoda psychoterapeutka, rosyjski gitarzysta i dojrzała właścicielka dużej firmy – a jednak coś je łączy. Długo będziemy poznawać ich tajemnice i niemal do samego końca nie będzie dla nas jasne, dlaczego ich drogi się przecięły i co z tego wyniknie.    




Będziecie mieli okazję obserwować narodziny obłędu. Zobaczycie, do czego zdolna jest zastraszona kobieta, jakiego tempa nabiera machina raz puszczona w ruch. Przyjrzycie się też przekraczaniu grac: własnej wytrzymałości, moralności oraz fascynacji powiązanej z obsesją. Wejdziecie w zawiłe układy koleżeńskie i jeszcze bardziej popieprzone związki partnerskie oraz relacje rodzinne. A to i tak nie wszystko, ponieważ najchętniej rozgościcie się w umysłach bohaterów.

Nie śpię, bo Trzecia



Zawsze cieszy mnie, kiedy autorzy rozrabiają, choć oczywiście w ciągu dnia, który za szybko następuje po nieprzespanej nocy, mam im to za złe. Podobnie jest z myleniem tropów. Uwielbiam ten moment, kiedy jestem przekonana, że już wszystko wiem, że przejrzałam bohaterów, a chwilę później okazuje się, że nie miałam racji. 1:0 dla autora. Taka niepewność i chwilowe trwanie w błędzie sprawiają mi wiele radości, a zabawa zaczyna się dopiero wtedy, gdy nic nie jest oczywiste.



W Trzeciej początkowo nic się nie klei. Jaka lista? Czemu trzecia? Jakie to wszystko ma znaczenie? Im głębiej wchodzimy w tę historię, tym więcej widzimy zależności, a wszystko zaczyna się układać w zgrabną całość – kolejne elementy się zazębiają, robi się duszno i ciasno, nawarstwiają się problemy, a sceny, które wydawały nam się błahe, nabierają (w świetle kolejnych odkryć) ogromnego znaczenia. Nagle wszystko jest jasne, a my dochodzimy do wniosku, że potencjał nie został zmarnowany. Wszystkie elementy wskakują na swoje miejsce, nawet te przez nas przeoczone. Nie powiem, że trafiłam na mrożące krew w żyłach nagłe zwrot akcji – to nie tak. Porównałabym to raczej do powolnego wciągania przez grząskie bagno. Na dynamikę tej opowieść można czasem ponarzekać. Niektóre sceny mogłyby się tu nie pojawić, część nie ucierpiałaby przy drobnym cięciu, ale wydaje mi się, że taki już urok też historii, a całość tak poprowadzona, daje nam szansę na zbliżenie się do bohaterów na tyle, na ile to możliwe. To właśnie warstwa psychologiczna Trzeciej króluje w tej historii, to ona dostarcza nam porządnych emocji.


Autorka oddała głos swoim bohaterom. Jest ich troje: Eliza, Lilianna i Anton. Najbardziej zaintrygowała mnie ta pierwsza, z zafascynowaniem śledziłam każdy jej ruch i pod sąd poddawałam wszystkie jej podejrzenia. Mogłam wejść w sytuację osoby zastraszonej, której umysł pracuje na najwyższych obrotach i to było porażające doświadczenie. Obserwowanie narodzin obłędu, dociekanie, rozważanie, a przy tym poczucie wewnętrznego niepokoju wynikającego z jednej wielkiej niewiadomej, która wyjaśnia się dopiero za jednym z licznych zakrętów, to jest to! Nie bez znaczenia pozostają też myśli Antona, który jest tajemniczym, trochę mrocznym, ale takim dziwnie pociągającym bohaterem. Czytamy i chcemy więcej! Mężczyzna początkowo broni swojej prywatności, ale kiedy wytoczy w końcu ciężkie działo, cóż... dochodzimy do wniosku, że nasz świat jest mocno popaprany. Chyba największy sekret stanowiła dla mnie postać Lilianny, która zwraca się bezpośrednio do dawnego kochanka, a jej działania umotywowane są potrzebą odzyskania dawnej miłości. 


Nie wiem, czy to źle (chciałby się jak najdłużej pozostać przy tej historii), czy dobrze (można dostać kociokwiku, kiedy kolejny raz trafia się w ślepy zaułek), ale książkę pochłania się błyskawicznie. Rozdziały są krótkie, spójne, a przejście do następnego odbywa się płynnie i bez zgrzytów. Moi Drodzy, tu nic nie jest ani proste, ani oczywiste. Przeplatające się wątki, rzucone gdzieś mimochodem informacje i natłok emocji to gra, którą podejmiecie, choć zapewne dacie się pokonać.

Trzecia to dobry thriller psychologiczny (nie mylić z kryminałem!), który wciąga już od pierwszych stron. Poznajemy myśli bohaterów, chcemy więcej. Poznajemy kolejną tajemnicę i wiemy, że gdzieś tam w treści znajdziemy rozwiązanie, ale mimo tego tworzymy swój własny scenariusz. Mnie się podobało. Spędziłam z tą historią całą noc i absolutnie nie żałuję, chociaż z podkrążonymi oczami mi nie do twarzy.

Za możliwość przeczytania Trzeciej przed premierą – i tak prędzej czy później dorwałabym się do tej historii – dziękuję Wydawnictwu:

 Znak


Fragment powieści możecie przeczytać na stronie Wydawcy => tutaj <=, do czego Was zachęcam :) Premiera książki już 5 lipca, zapolujecie na Trzecią?