wtorek, 25 lipca 2017

Bezlitosny zabójca: "Strefa skażenia" R. Preston





(...) jest ludzką katastrofą, potworem, groźnym pasożytem, nieświadomym, nieczułym twórcą ogromnego cierpienia, nieubłaganie rozwijającym się w ludzkim ciele.

Lubicie czytać książki, w których główne skrzypce gra bezlitosny zabójca? Wyniki ma całkiem niezłe, bowiem potrafi zabić dziewięć osób na dziesięć, a przy tym nie oszczędza im cierpienia  – śmierć jest powolna i potwornie krwawa  ciało przechodzi w stan płynny... Słyszeliście o wirusie ebola? Richard Preston w Strefie skażenia zdradza kulisy walki z tym bezwzględnym mordercą.

Kulisy zbrodni


Wirus ebola został zidentyfikowany w 1976 roku w Zairze. To właśnie szczep ebola zair jest najbardziej morderczy, chociaż jego kuzyni  ebola sudan oraz marburg  zabijają równie skutecznie, ale z odrobinę mniejszą skutecznością. Nazwy pochodzą od miejsc, w których wirus został zlokalizowany.


Jak giną ludzie? Nie będzie przesady w tym, że umierają w paskudnych męczarniach. Gorączka krwotoczna nie oszczędza nikogo, wątroba puchnie, umysł szaleje. Atakuje ludzi, małpy, a nawet świnki morskie. Wyciska krwawy pot, błyszczące czerwienią łzy, wywleka na wierzch organy, które niewątpliwie lepiej prezentują się we wnętrzu ciała.

Już trzęsą się Wam dłonie? I słusznie! Okazuje się, że pochodzenie wirusa nie zostało zlokalizowane  nie wiadomo, skąd przychodzi, chociaż można tu zakreślić pewien krąg miejsc oraz istot podejrzanych, nie istnieje żaden skuteczny sposób leczenia, nie można się przeciw niemu zaszczepić... Zabójca doskonały! 

Porządny horror


Książka oparta jest na prawdziwych wydarzeniach; to narracyjna literatura faktu, którą "połyka się" jak dobrą powieść grozy. Mamy sprawcę, opis zbrodni i walkę o zagrożone jednostki, ale również groźbę ogólnoświatowego upadku.

Opisy są mocne, chociaż to stwierdzenie jest jedynie eufemizmem... Mając świadomość tego, że TO zdarzyło się naprawdę i wciąż trzymając w pamięci fakt, że wirus nigdy nie znika, a jedynie wycisza się, by z czasem znów zaatakować  ta wiedza przeraża. Co prawda ebola pochodzi z Afryki, ale czy wiecie, że swego czasu Niemcy musieli się z nim zmierzyć? Niemcy! Przecież to tuż obok...

Co zwróciło szczególnie moją uwagę? W tekście znajdują się liczne kulinarne porównania rozkładających się organów, nie zabraknie tu salami, galaretek czy zupy, a to dopiero początek! Szczerze odradzam czytanie tej książki przy śniadanku. Robi wrażenie.

Autor przeprowadził szereg rozmów z uczestnikami zdarzeń, które miały miejsce jakiś czas temu, bo w 2014 roku, kiedy świat stanął na granicy katastrofy. Wyobrażacie sobie, że od śmiertelnego zagrożenia dzieli Was jedynie cienka  na tyle, by nie ograniczać ruchów  warstwa gumy? Cóż za emocje! To prawie samobójstwo, bo jedno draśnięcie oznacza (w 9/10 przypadkach) bolesne, powolne krwawe unicestwienie.

Jeśli szukacie ciekawej historii, która mrozi krew w żyłach, jesteście zainteresowani kulisami pracy z wirusem  chyba lepiej brzmiałoby: próbą utrzymania się przy życiu  z pewnością ta publikacja przypadnie Wam do gustu. Sporo emocji, multum ciekawostek, ciągłe rozważania  ludzki los w obliczu zidentyfikowanego, a jednak wciąż grasującego wolno zabójcy.