poniedziałek, 3 lipca 2017

Chwilo, trwaj!: "Światło, które utraciliśmy" J. Santopolo




Niekiedy życie wlecze się w żółwim tempie, dzień za dniem, aż któregoś razu przytrafia nam się coś, co sprawia, że zatrzymujemy się, zdając sobie sprawę z nieubłaganego upływu czasu.



Pamiętacie, co robiliście 11 września 2001 roku? Jaka była wtedy pogoda? Jaką pozycję na niebie zajmowało wtedy słońce? Czuliście, że to nowy początek czy koniec pewnego rozdziału w Waszym życiu? A może odsunęliście od siebie tę myśl, przeszliście obojętnie, przemilczeliście? Czy zamach na bliźniacze wieże wpłynął jakoś na to, kim jesteście, zmienił Wasze życie lub po prostu nauczył Was z niego korzystać?

Śmierć sprawia czasem, że ludzie garną się do życia.

Część z Was na pewno wstrzymała oddech  choć na chwilę  ogarnęło Was niedowierzanie, na moment straciliście poczucie bezpieczeństwa, by z czasem wrócić do naszej polskiej "normalności". Wiecie, że niektórzy wciąż oddychają tamtym pyłem? Dla wielu osób świat zatrzymał się w tym dniu... Dla innych dopiero wtedy ruszył z miejsca.

W najnowszej powieści  pierwszej wydanej w Polsce autorstwa Jill Santopolo pt. Światło, które utraciliśmy wydarzenia z 11 września są puntem zwrotnym w życiu głównych bohaterów. Chociaż nie byli oni bezpośrednimi uczestnikami tej masakry, znacząco wpłynęła ona na ich późniejsze decyzje, pchnęła do działania, wyznaczyła nową drogę, zmieniła sposób postrzegania rzeczywistości.

Twoja chwila prawdy


Każdego dnia podejmujemy setki ważnych lub pozornie nieistotnych decyzji. Nad wieloma sprawami nie zastanawiamy się wcale  ot, często działamy na autopilocie, żyjąc z dnia na dzień w świecie, który zbudowaliśmy przez lata z niewielkich cegiełek. Niektóre decyzje wymagają przemyślenia  głowimy się nad nimi dniami i nocami, które przechodzą w tygodnie, odkładając wszystko na bliżej nieokreślone "potem". Inne wymagają od nas szybkiego działania. Wybrać musimy "tu" i "teraz", czasem w jednej chwili rzucając na szalę swoje być albo nie być. Zdarza się jednak tak, że decyzje podejmujemy tak po prostu  czasem świat robi to za nas, a my uczymy się żyć w nowej sytuacji.



Lucy i Gabe poznali się w dniu, kiedy zapłonęły bliźniacze wieże. Choć nie byli (bezpośrednimi) uczestnikami tej tragedii, zmieniła ich na zawsze. Jakaś niewyjaśniona siła i potrzeba znalezienia w codzienności czegoś więcej  pasji, siły, głębi  pchnęły ich ku sobie, pozwalając na chwilowe ukojenie zmysłów. Uczucie spłynęło na nich nagle i bez ostrzeżenia  kochali tak, jakby jutro miało nigdy nie nadejść... Miłość od niemal pierwszego wejrzenia i uczucie tak silne, że mąci zmysły, odbierając zdolność logicznego myślenia. A jednak miłość to nie wszystko...

Gabe chce zmienić świat, pragnie zwracać uwagę ludzi na bolączki człowieka, na krzywdę, żal i ból. To niesamowicie wrażliwy artysta, który czuje, że musi dać z siebie wszystko, by nadać swojemu życiu sens. Mężczyzna rezygnuje z miłości, by ruszyć na Bliski Wschód i tam chwytać chwile obiektywem. Odchodzi, jednak zabiera sere Lucy ze sobą.

Kobieta nie potrafi pozbierać się po tej stracie, a i Gabe bezmyślnie podsyca wciąż płonący w niej ogień. Lucy stara się ułożyć sobie życie na nowo, choć bez bliskości Gabe'a znacznie straciło ono na atrakcyjności. Wielokrotnie będzie zmuszona podjąć decyzje, które na zawsze zmienią bieg tej historii. Czy wielka miłość przetrwa próbę czasu i pozwoli sobie zaistnieć gdzieś po drodze, na ścieżce życia? Warto się przekonać, w jakich okolicznościach spotka się ta dwójka i jakie emocje będą tym spotkaniom towarzyszyć. 

To piękna opowieść  pełna pasji, nadziei i światła, które w jednej chwili tracą blask. To niesamowite studium uczucia, które rodzi się, by trwać i powraca, by znów odejść. Z pewnością Jill Santopolo poruszy niejedno  serce. 



Ach, a gdyby tak...

Czasem w naszym życiu pojawia się ktoś, kto najpierw szturmem zdobywa nasze serce, by później zabrać jego część, odchodząc. I zdarza się też, że osoba, którą poznaliśmy wiele lat wcześniej, nie pozwala nam o sobie zapomnieć. Znacie to uczucie, kiedy jakiś zapach przenosi Was w czasie, pozwalając przeżyć  chwilę jeszcze raz; kiedy uśmiechacie się na myśl o jakimś detalu, bo przypomina Wam tę osobę, ten moment? To takie małe skrawki, które zbieramy w naszym albumie, by ułożyć z nich sentymentalny kolaż.

Wiecie, co mnie zachwyciło w tej opowieści? Przede wszystkim było to poczucie, że taka miłość, ta historia i te emocje mogły przytrafić się każdej kobiecie  choć może niekoniecznie w tym dniu i nie na dachu budynku, nie w ramionach wrażliwego artysty i pewnie nie z taką gwałtownością. 

Światło, które utraciliśmy to historia, która już od początku wprowadza nas w stan niepokoju. Wiemy, że coś nie wyszło, ale nie mamy pojęcia, o co może chodzić, a kiedy poznajemy prawdę... Cóż, życie bywa nieprzewidywalne, podejmowane przez nas decyzje niosą ze sobą konsekwencje, prawda? Lucy zabiera nas w sentymentalną podróż, która z pewnością zmusi do refleksji  nad swoim uczuciem, nad miejscem, który zajmujemy w świecie i przede wszystkim nad tym, jak jedna decyzja może zmienić bieg wydarzeń, a co dopiero kilka, które są w stanie wywrócić świat do góry nogami. 


Historia, choć tak odległa (i czas, i przestrzeń są większości z nas obce, i takich ludzi nie spotykamy na co dzień), staje się nam bardzo bliską. Światło, które utraciliśmy to poruszająca opowieść o wielkiej miłości, bólu i wewnętrznej walce ze swoimi pragnieniami. To również kilka drobnych gestów, które mogą zmienić życie dwojga ludzi, to szybkie działanie i niekończące się rozważanie, ale też potrzeba bycia tu i teraz  świadomie, w pełni, tylko dla siebie i aż dla kogoś. Będzie przejmująco, niełatwo i bardzo emocjonalnie; poszukacie chwili, odkryjecie czas i wielokrotnie zerkniecie wstecz...

Za możliwość poznania tej historii dziękuję Wydawnictwu

Premiera książki już 5 lipca, zapolujcie?