sobota, 22 lipca 2017

"Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" Swietłana Aleksijewicz




Okropność. Horror stał się już czymś zwyczajnym, banalnym nawet. Tak się w dodatku zmieniliśmy, że dzisiejszy horror na ekranie musi być straszniejszy od wczorajszego. Bo inaczej już nie przeraża. Przekroczyliśmy granicę…



26 kwietnia 1986 roku świat wstrzymał oddech na skutek wybuchu w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Substancje promieniotwórcze szybko rozniosły się po okolicy, by w ciągu kilku dni dotrzeć na sąsiednie ziemie, a potem dać o sobie znać na pozostałych kontynentach… O tej katastrofie napisano już wiele, a jednak wciąż jest tematem, do którego się wraca, a przy tym jest inspiracją, np. dla twórców horrorów. 

Miałam zaledwie roczek, kiedy doszło do tej tragedii, więc moje pojęcie o tym zdarzeniu jest raczej nikłe. Tak, wiele słyszałam, wiem, co się stało, a informacje o chorobie popromiennej obiły mi się o uszy, ale zawsze było to "gdzieś, kiedyś, poza mną". Chciałam wiedzieć więcej, stąd lektura Czarnobylskiej modlitwy. Kroniki przyszłości autorstwa Swietłany Aleksijewicz (Marcie z bloga Cuddle up with a good book, dziękuję za inspirację). Poza tym reportaże z Wydawnictwa Czarnego mają w sobie coś takiego, że trudno się od niech oderwać, chociaż to druzgoczące treści.



Człowiek czarnobylski


Autorka pisała tę książkę przez ponad 20 lat, wciąż dopisując kolejne rozdziały. Przeprowadziła mnóstwo rozmów z byłymi pracownikami elektrowni oraz ich rodzinami, uczonymi, lekarzami, mającymi kontakt z chorymi, psychologami, żołnierzami, przesiedleńcami oraz z nielegalnymi mieszkańcami strefy. 

Przeszłość nagle okazała się bezużyteczna: nie było w niej nic, na czym moglibyśmy się oprzeć, wszechobecne (jak sądziliśmy) archiwum ludzkości nie zawierało odpowiednich kluczy, którymi moglibyśmy otworzyć te drzwi.



Ludzie nie chcą mówić. Wspomnienia wciąż są żywe i bolesne  wielu już zginęło  a każdy kolejny dzień bywa po prostu następnym krokiem na drodze do śmierci. Rozmówcy wyznają jednak otwarcie. Kiedy już mija pierwsza złość, kiedy otwiera się w ich umysłach i sercach pierwsza furtka... mówią  mówią o rzeczach strasznych. Szczerość tych wypowiedzi, obnażenie, bolesne wspomnienia o najbliższych i szczęśliwej przeszłości wywołują wstrząs w czytelniku. Nie będzie to łatwa, lekka lektura, którą pochłonie się w kilka chwil, ale podróż do przeszłości, którą władze państwa tak skrzętnie próbowały ukryć...




Początkowa dezorientacja, potem niewiedza, aż w końcu druzgocząca świadomość złamały wielu. Ludzie nie mieli pojęcia, czym to grozi, wielu nie brało tego wybuchu, jego skutków na serio, bo przecież promieniowania nie widać. Ci, co "widzieli", stwierdzili, że to niegroźne. Jak nie jeść ziemniaków, które przecież wyglądają na zwykłe ziemniaki? Jak nie pić mleka prosto od krowy, skoro ta krowa wygląda jak wcześniej? Ludzie byli gotowi na wojnę  namacalną, na walkę z konkretnym wrogiem  ale jak walczyć z czymś, czego nie widać?

W książce poruszono ważne tematy  poza oczywistym, czyli wpływem promieniowania na kolejne pokolenia oraz na tych, którzy mieli bezpośredni kontakt z reaktorem (np. strażaków), mówi się o moralności  nie rządzących, lecz zwykłych ludzi. W obliczu tragedii człowiek musi dokonać wielu trudnych wyborów. Czy można potępiać tych, którzy porzucili rodziny, żeby ratować własną skórę? Albo wydawać sądy o tych, co pozostali przy swych najbliższych teraz już kwalifikowanych jako "obiekty radioaktywne"?

Wraz z wybuchem reaktora rozpoczęła się nowa epoka  era człowieka czarnobylskiego, który niczym nie przypomina tego sprzed katastrofy. 


Echa przeszłości


Reportaż jest zbiorem monologów uczestników zdarzenia uzupełnionych o rozdziały, w których autorka tłumaczy, dlaczego podjęła się napisania tej książki. Z wypowiedzi Aleksijewicz dowiemy się, z kim rozmawiała, jak przebiegały te rozmowy, jakie ryzyko podjęła i czemu to wszystko służyło. Jednak to opowieści snute przez ludzi czarnobylskich dają nam wgląd w sytuację. 

Książki nie można albo raczej nie powinno się pochłaniać z zachłannością, ale dawkować sobie kolejne opowieści, by wszystkie nie zlały się w jedną całość. Sporo informacji się powtarza, co zrozumiałe  dotyczą jednego zdarzenia  a jednak wydaje mi się, że warto wydzielać sobie te wspomnienia, by np. odgrodzić cierpiące matki od naukowców. Nie izolować, bowiem tylko w całości dostaniemy obraz pełny i kompletny, ale porcjować, by wszystkie te tragedie, każdy z tych ludzkich losów nie zbiły w jedną masę.

Książkę warto przeczytać, jeśli interesuje Was temat Czarnobylu, np. kiedy w ogóle nie macie pojęcia, o co w tym wszystkim chodzi, lub chcecie po prostu spojrzeć na ogólnoświatową katastrofę oczami jednostek, które były tam  ludzi czarnobylskich.

To nie będzie łatwa lektura, bo i tematyka, i niektóre sceny potrafią potem śnić się po nocach, ale z pewnością będzie ona wartościowa i nie pozwoli Wam długo o sobie zapomnieć. Porusza dogłębnie.