środa, 12 lipca 2017

Jak smakuje mięso mewy?: "Sekretna kolacja" R. Montes


Za każdą potrawą stoi śmierć.
Ludzie wolą zamknąć oczy, ale ona tam jest. Śmierć.



Moje drugie spotkanie z autorem, Raphaelem Montesem, uważam za bardziej satysfakcjonujące od pierwszego. Dziewczyna w walizce *klik* była dość nudnym thrillerem  brakowało w tej książce mocnego pierdzielnięcia, choć zapowiadało się na coś niesamowitego; podczas lektury miałam nadzieję, że główny bohater przynajmniej nadgryzie swoją ukochaną, a tu nul, nic, dupa! Jak wypada Sekretna kolacja? Całkiem nieźle  autor zaszalał z tym podgryzaniem, wynosząc je na nowy poziom. O czym jest ta książka? Cóż... o rarytasie  umownie zwanym mięsem mewy.

Mięso mewy


Graliście kiedyś w grę karcianą Czarne historie? Cała zabawa polega na tym, że dostajemy zakończenie opowieści, a do nas należy odgadnięcie, w jaki sposób doszło do tragedii. Montes podaje nam podobną zagadkę: 

Pewien mężczyzna szedł ulicą i natknął się na restaurację serwującą mięso mewy. Zamówił, zjadł, wrócił do domu i się zabił. Dlaczego?

Znacie odpowiedź? Spróbujcie zgadnąć, co skłoniło faceta do popełnienia samobójstwa.

Przyznaję, że autor zaskoczył mnie w tym miejscu bardzo pozytywnie, i zagadką, i podanym rozwiązaniem, które stanowi niejako punkt wyjścia dla Sekretnej kolacji. 



Naszymi bohaterami są studenci  młodzi ludzie, którzy spoglądają z nadzieją na przyszłość. Chłopcy wyrwali się z zapadłej mieściny, by studiować w wielkim mieście, zdobyć odpowiednie wykształcenie i wieść odtąd spokojne życie. Mamy tu zdolnego kucharza, grubietkiego informatyka, lekarza i  nazwijmy go roboczo  studentem przedsiębiorczości. Ten ostatni jest narratorem opowieści, którzy zacznie wciągać nas w historię dość mocnym akcentem  w końcu wizyta na komendzie w ociekających krwią ciuchach to już nie przelewki!

Wróćmy jednak do początku. Młodzi wynajmują we czterech mieszkanie, dzieląc wszelkie opłaty po równo. Wiążą koniec z koniec z końcem, do czasu aż w ich życiu nie pojawia się prostytutka, która zgarnia (w zamian za usługi kasę) na wynajem. Jednego z nich nieco poniosło  wiadomo  trzeba sobie poużywać, tym bardziej że dopiero co poznało się smak "miłości". W każdym razie to nie wina dziwki, ale głupota jednego ze współlokatorów doprowadza do patowej sytuacji: nie ma szmalu na mieszkanie, świetlaną przyszłość zakrył mrok.

I wtedy pojawia się rozwiązanie! Magia internetu zadziałała. Istnieje taka strona, na której można zaproponować obcym ludziom kolację w swoim mieszkaniu, za odpowiednią opłatą, oczywiście. Służy to ma poszerzanie swoim horyzontów, poznaniu nowych ludzi i  jak w przypadku naszych studentów  zdobyciu szybkiej kasy. Nie obejdzie się jednak bez niespodzianek. Wiecie, jak wpuścicie idiotę do sieci i zlecicie mu wklepanie kilku danych, może nieźle narozrabiać. I tak też się stało. Dla hecy  ta, to bardzo śmieszne było, normalnie boki zrywać  nasz wklepujący zaproponował kolację wyjątkową, pełną niezwykłości i na najwyższym poziomie. Co będzie daniem głównym? Mięso mewy! Domyślacie się, co się kryje pod tą pieszczotliwą nazwą? Amatorów nie zabrakło!

Dobra groteska


Momentami było paskudnie, często drastycznie i refleksyjnie. Autor postawił człowieka w roli zwierzęcia, wskazał nasze wady, zwracając szczególną uwagę na obłudne podejście do tematu konsumpcji mięsa. Opracował doskonały plan wybawienia ludzkości od głodu, a i przeanalizował oszczędność miejsca, która zaczyna na naszej planecie brakować. Poruszył też  nie mogło być inaczej  zagadnienie moralności oraz odpowiedzialności za swoje działania. Ta książka zmusza do myślenia, bowiem trafia w tematykę, która w naszej kulturze praktycznie nie funkcjonuje, choć wiadomo, że nie możemy być niczego pewni.


Historia jest wciągająca. Czyta się bardzo szybko i  o dziwo, musicie mi uwierzyć  bardzo przyjemnie. Z takim, może czasem niezdrowym, zaciekawieniem. Motyw przewodni jest ciekawy, a do tego bohaterowie są świetnie zarysowani i  całe szczęście  różnorodni. Relacje między nimi zostały potraktowane całkiem porządnie, chociaż w tym wszystkim - w życiu tych młodych ludzi  brakowało mi normalności. Wiecie, co mam na myśli? Takich zwykłych, ludzkich odruchów. Nie zżyłam się jakoś specjalnie z bohaterami, ale przyznaję, że wkręciła mnie ta cała chora sytuacja, w której się znaleźli i do której sami doprowadzili. Każdy ma swoje  sekreciki, powody, ambicje  wszystko to prowadzi do 

Nie przekonało mnie zakończenie tej historii. Finał wywołał we mnie atak śmiechu, chociaż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że okoliczności raczej niesprzyjające. Tu autora poniosło, a finał okazał się groteskową i zajeżdżającą kiepskim horrorem bitwą na flaki? Trudno mi opisać, bez zdradzania znaczących szczegółów, co tak się wydarzyło. W każdym razie fekalia to dopiero początek... O, wiem! Finałową kolację nazwałabym tanią parodią horroru. 

Mimo wszystko Sekretna kolacja to całkiem niezła książka, która momentami bywa tak obrzydliwa, że aż śmieszy. Trzeba jednak zaznaczyć, że autor miał konkretny plan, który z powodzeniem można by wcielić w życie. Przemyślał to i poprowadził w konkretnym, może dość kontrowersyjnym, ale jednak odpowiednim kierunku.  

Ogólnie na plus: bez spiny, psychodelicznie, czasem z humorem, trochę refleksyjnie i z odrobiną obrzydliwości - raczej nie na słabe nerwy. Jest okej!