czwartek, 27 lipca 2017

Kreatywna rewolucja: "Blogostrefa. Jedyne takie czasopismo dla blogerów"


"Blogostrefa. Jedyne takie czasopismo dla blogerów" jest magazynem tworzonym przez Twórców dla Twórców. Już wkrótce oddamy w Wasze ręce pierwszy numer! 




Długo zastanawiałam się nad tym, jak podejść do tematu. To już ostatni mój wpis przed premierą, niedługo – za dni kilka, za dni parę  wszystko będzie jasne. 

Chciałam napisać bajkę w dość lekkim klimacie o tym, jak to "Blogostrefa" zmienia życie, inspiruje, a brzydkie kaczątko przerabia na cacy łabędzia... Bajdurzenia jednak nie będzie, ale w zamian opowiem Wam, jak to było.

To był maj...


Walizki spakowane. Zostało już tylko kilka godzin do odlotu, więc nawet krótka drzemka mijała się z celem. Obiecałam Mężowi, że laptop zostaje w domu, zatem pożegnałam ostatnie projekty, wprowadziłam niezbędne poprawki  żadnej pracy na urlopie. 

Ten mail... Przeczytałam go z uwagą, ekscytacją i stosownym do sytuacji przerażeniem. Magazyn? Ja i redakcja? Co prawda wykształcenie jest, ale to kolejne wyzwanie, następny pożeracz czasu i niepewność, czy tajemniczy "międzyczas", w którym często funkcjonuję, pozwoli się rozciągnąć jeszcze odrobinkę? Kasia (Yellow Pear), nasza naczelna dała mi czas do namysłu. Na odpowiedź nie musiała jednak długo czekać, zrobiłam szybką kalkulację: godzina snu mniej, przy 4 przesypianych, nie robi większej różnicy; może dojdzie kilka zarwanych nocy, ale przecież kiedyś to odeśpię... Raz się żyje, prawda?




Zastanawiałam się, z kim przyjdzie mi pracować, bo przecież porządny, zgrany i zróżnicowany zespół, który wspólnie dąży do jednego celu, to podstawa. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, kiedy okazało się, że "te panie", u boku których stanę i będę wymachiwać szabelką, są mi znane  może nie doskonale, ale jednak. Ola (Do utraty tchu), Kasia (Katarzyna Grzebyk), Dagmara (Socjopatka) i Ania (Anna Tabak) od dłuższego czasu pojawiały się na mojej blogowej drodze, a tu proszę  nasze drogi się przecięły i teraz idziemy razem, choć każda sunie do przodu innym krokiem. 

Podstawa to... podstawa?


Magazyn powstał od podstaw. Wiecie, to fascynujące doświadczenie, kiedy siedzi się w środeczku i od kuchni podgląda, jak to wszystko wygląda... a potem bierze kolorową ściereczkę i sprząta zaplecze. Uczy pokory.

Szczerze mówiąc, nie podejrzewałam, że będzie to wymagało ode mnie takich nakładów energii, tylu nieprzespanych nocy i porządnego zaangażowania. Powiem Wam jednak, że totalnie się w to wkręciłam i dziś mogę śmiało stwierdzić, że w ostatnim czasie oddychałam "Blogostrefą"  na szczęście to powiew świeżości!
Blogostrefa jest żywym, rozwijającym się prężnie, mocno zróżnicowanym i szalenie zaskakującym tworem! Dlatego też wybranie kilku działów, które powinny znaleźć się na łamach czasopisma, było nie lada wyzwaniem. Postanowiłyśmy, że nie będziemy ograniczać się jedynie do tego, co oczywiste, ale pójdziemy krok dalej i stworzymy coś niezwykłego, bo globalnego. I chociaż jesteśmy różne, interesujemy się innymi sprawami, to jednak ciut za mało, by zrobić coś wielkiego. Małe jest piękne, prawda, ale niektóre projekty warto potraktować z tak zwanej "grubej rury".


Tak, to znowu ja...


Miałam możliwość wybrania dwóch osób do swojego zespołu. To jedno z trudniejszych zadań, z którym przyszło mi się zmierzyć, ponieważ cenię wielu blogerów. Jak wybrać, by było optymalnie? Podeszłam do tego zadaniowo, tworząc listę tych, z którymi chciałabym współpracować, powinnam się dogadać, a ich teksty będą wartościowe. Wzięłam pod lupę styl, atrakcyjność treści, dryg do "dobrych ujęć" i rzetelność; poza tym wiele innych czynników, ale myślę, że sami dostrzeżecie tę niezwykłość w tekstach dziewczyn.

Uprzedzając Wasze "ale", w magazynie nie zabraknie również męskiego spojrzenia, ja jednak zdecydowałam się na współpracę z kobietami.

Miłka Kołakowska jest mistrzynią w żonglerce słowem. Jej teksty są przemyślane i spójne, a przy tym nieco krwiste i zaskakujące. Poza tym Miłka nie ma sobie równych, jeśli chodzi o tropienie. Będziecie mieli okazję ruszyć z nią śladami kultury.


Absolwentka zarządzania na Uniwersytecie Warszawskim. Zawodowo pełni funkcję koordynatora ds. call centre w branży finansowej.

Miłośniczka literatury, podróży, dobrej kuchni i aktywnego trybu życia. Od dwóch lat prowadzi bloga literackiego Mozaika Literacka, w ramach którego nawiązuje liczne współprace zarówno z wydawcami, jak i bezpośrednio z polskimi autorami. Stała bywalczyni spotkań autorskich oraz innych wydarzeń literackich. Ze szczerym optymizmem podchodzi nie tylko do czytanych publikacji, ale też do podejmowanych w życiu wyzwań. 



Paulina Kaleta zdobyła moje serce dawno temu, przykuła uwagę delikatnością, otwartością i wspaniałym pakunkiem. Wiecie, można wysłać komuś list albo wysłać subtelnie zapakowaną przesyłkę z listem w środku. Paulina udowadnia, że można podejść do świata, człowieka i sprawy inaczej trzeba tylko chcieć. 







Kielczanka dobrze po dwudziestce, ale jeszcze przed trzydziestką. Nauczycielka polonistka, logopedka i szczęśliwa mężatka. Kobieta pełna energii i mnóstwa pomysłów. Marzycielka, romantyczna perfekcjonistka o wybujałej wyobraźni i nieograniczonej kreatywności. Uzależniona od czekolady. Książki to jej życie. I dlatego każdego dnia stara się przeczytać kilka stron, bo uważa, że dzień bez przeczytanej książki jest dniem straconym. Interesuje się również fotografią i stara się nie rozstawać z aparatem. Prowadzi bloga Reading My Love. Paulina Kaleta nie tylko o książkach. Obecnie mieszka w Norwegii.



Dziewczyny dostają chyba drgawek za każdym razem, kiedy się do nich odzywam. Powinnam zaczynać te rozmowy od "To znowu ja...". Powiem Wam jednak, że współpraca z nimi to przyjemność  jasno określiłyśmy, czego od siebie oczekujemy, terminowość na  6+. Wiem, że mogę na nich polegać, a przy tym mam pewność, że Was zainspirują!

Proszę o głos


W pierwszym numerze znajdziecie kilka moich tekstów  nie próżnowałam. Są takie, które Was zapewne nie zaskoczą, bo widzicie, wokół jakiej tematyki kręci się mój blog. A jednak myślę, że co nieco Was zadziwi. 

Wiecie, że jeden z tekstów napisałam z pięcioletnią córką? To było wyjątkowe przeżycie, a i wyszło z tego coś niesamowitego. Pominę fakt, że tekst miałam już gotowy, ale po rozmowie z dzieckiem musiałam napisać go od początku. Czasem dla dobra sprawy trzeba być elastycznym.

Poza tym przeprowadziłam wywiad z niezwykłą osobą, u której zamieszkałabym nawet pod schodami, gdyby tylko zechciała odstąpić mi odrobinę miejsca. Dostałam nawet zaproszenie na kawę, ale nie wiem, czy moja rozmówczyni, jest świadoma tego, co na siebie ściąga!

Mam nadzieję, że ciepło przyjmiecie również tekst, który wymagał ode mnie szczególnego zaangażowania. Mogę śmiało stwierdzić, że zrobiłam porządne rozeznanie w terenie, aby efekt końcowy był maksymalnie zadowalający: zaczepiałam autorów, spędziłam kilka dobrych godzin nad treścią ustawy, a do tego odwiedziłam niejedną kancelarię, by porównać dane i wyciągnąć z ich analizy konkretne wnioski. O czym pisałam? Tego Wam nie zdradzę. Jakich autorów wciągnęłam w tę sprawę? To również pozostanie na razie tajemnicą. Mogę jednak zapewnić, że po zapoznaniu się z tym artykułem, wszystko będzie dla Was jasne. Mam nadzieję, że weźmiecie sobie wskazówki, wypowiedzi i fakty do serducha.


Sznurek, GPS, lemoniada!


Doskonale czuję się za kulisami  wiecie, brudną robotę najlepiej jest robić po cichu, za kotarką, czasem tylko wystawiając kawałeczek nosa, żeby zwęszyć coś nowego. Myślałam, że uda mi się pozostać w tej mojej bezpiecznej strefie, ukryć gdzieś w cieniu i po prostu robić swoje. Moje niedoczekanie! 

"Blogostrefa" zmusza do działania, o czym będziecie mogli przekonać się osobiście, po lekturze wielu wartościowych i praktycznych tekstów. Mnie zmotywowała do wzięcia sprawy w swoje ręce  nareszcie się zorganizowałam!  w końcu terminy gonią, trzeba ogarnąć mnóstwo spraw i wszystkie w jednym czasie. No i nadszedł ten dzień, kiedy musiałam wpisać w kalendarz datę wyjazdu do stolicy. Po co? Sesja zdjęciowa!

Ta sesja spędzała mi sen z powiek, bo  jak wspominałam, zdecydowanie lepiej prezentuję się za kulisami  a jednak nie mogłam odmówić sobie tej przyjemności. Pozytywnie nakręcona wyruszyłam skoro świt  kierunek Warszawa. GPS to zdradliwy wynalazek! O ile droga do stolicy była prosta, o tyle w mieście było już trochę trudniej; oczywiście zabłądziliśmy (z Mężem), ale na szczęście na spotkanie dotarłam na czas, a nie cierpię się spóźniać... Przedzierałam się przez jakieś chaszcze, bo oczywiście remont, przejścia nie ma, droga zamknięta.


Foto (back stage): Bartosz Sobczak

Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego, że dziewczyny przywitają mnie uściskami i buziakami, ha! Blogowanie, a przede wszystkim wspólny projekt zbliżają niesamowicie. To chyba jednej z najważniejszych wniosków, jakie wyciągnęłam z tego spotkania.

Spotkałyśmy się z Magdaleną Mizerą, która profesjonalnie podeszła do sprawy  naprawdę, cuda dziewczyna robi z aparatem i porządnie się nami zajęła. Jestem pod wrażeniem energii, jaką wkłada w swoją pracę, pozytywnego nastawienia i efektów! To było niesamowite doświadczenie.


Foto: Magdalena Mizera

Wiecie, tak sobie dzisiaj myślę, że dobrze jest się czasem przełamać i zrobić coś innego. W końcu, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. No, za bąbelkami nie przeszkadzam, ale jestem kolekcjonerką wspomnień, a te z warszawskiego wypadu są piękne.


Foto: Magdalena Mizera
Myśleliście, że poszło gładko? Absolutnie! Umówiłyśmy się na zestaw: dżinsy, biała bluzka i szpilki. Nie miałam żadnego ciucha, który choćby leżałby obok bieli, latem śmigam w japonach, zimą w glanach, a jednak udało się wydobyć z dna szafy coś szpilkopodobnego. Dżinsy? Tak, te kupiłam sobie całkiem niedawno i jak się okazało, zrobiły się za duże [czytaj: leciały z tyłka]. Powiem Wam tak, jeśli nie macie paska pod ręką, sznurek do wieszania prania, który jakimś cudem znalazł się w bagażniku auta, daje radę!


Foto: Magdalena Mizera

I na koniec: nigdy nie farbujcie się "dzień przed" ;)

Mam nadzieję, że jeszcze wielokrotnie się spotkamy, wypijemy kawę czy lemoniadę, pośmiejemy się,  przejedziemy autobusem (i obejdzie się bez walki z biletomatem) i przedyskutujemy kilka ważnych  oraz mniej istotnych kwestii.


Rozmowy nocą i kreatywna rewolucja


Katarzyna Berska pisuje do mnie nocą. To wspaniałe, bo w końcu trafiłam na człowieka, który pracuje po zapadnięciu zmroku.

Wiecie, że wszystko jest już praktycznie gotowe? Artykuły napisane, zdjęcia zebrane, redakcja i profesjonalna korekta tekstów już za nami. Obecnie szlifujemy, dopieszczamy, uzupełniamy informacje, które (ze względu na kwestie finansowe) muszą być "zrobione na cacy". Już wkrótce oddamy w Wasze ręce pierwszy numer "Blogostrefy", który  mamy szczerą nadzieję  przypadnie Wam do gustu. Oczywiście wciąż się uczymy, każdego dnia przerzucamy nowymi pomysłami, ujednolicamy informacje na temat Twórców, a na wierzch wciąż wypływa coś nowego. Mamy jednak nadzieję, że dacie nam jeszcze kilka dni; chcemy, żebyście byli zadowoleni z efektów naszej pracy.

W pierwszym numerze znajdziecie kilkadziesiąt zróżnicowanych, posegregowanych tematycznie tekstów. W "projekcie" wzięło udział ponad 20 blogerów, którzy podzielą się z Wami swoją wiedzą, doświadczeniem, zainspirują do działania, zmotywują, ale też podsuną konkretne, sprawdzone rozwiązania. 

Magazyn tworzony przez Twórców dla Twórców? Nie jest ważne, jakiej blogowej strefy się trzymacie, bowiem większość artykułów skierowana jest do każdego odbiorcy, a przy tym nie zabraknie też treści związanych z konkretnymi tematami. Z pewnością znajdziecie tu wiele cennych wskazówek "na start", ale także podpowiedzi, jak "pójść dalej". 

Pierwszy numer już prawie dopięty, jeszcze tylko chwila i... trzymajcie kciuki. Nowe zawsze odrobinę przeraża, ale przecież warto podnosić sobie poprzeczkę, a powiem Wam, że tu powiesiłyśmy ją sobie wysoko.


Znajdziecie nas tu: Instagram i FacebookKontakt ze mną w sprawie magazynu: marzenagaczol@blogostrefa.net. Piszcie śmiało :)

Ciekawi? Czekacie? A może jesteście pewni, że ten magazyn nie może istnieć bez Waszych tekstów? Dajcie znać. Już wkrótce będzie planować treści do drugiego numeru ;)