wtorek, 18 lipca 2017

Pozytywnie: "Ósmy kolor tęczy"



Nie mamy wpływu na to, jakie karty rozdaje nam los, ale możemy nauczyć się nimi grać.



O książce autorstwa Martyny Senator  Ósmym kolorze tęczy - usłyszałam po raz pierwszy od Justyny z bloga Książko, miłości moja. Długo odkładam lekturę tej powieści, ale w końcu się zebrałam i nie żałuję. Tematyka tej książki zainteresowała mnie od razu, a główna bohaterka  niewidząca nastolatka  szybko zdobyła moją sympatię.

Radość z życia


Zawsze z pewnym zainteresowaniem podchodzę do opowieści, w których wykorzystano temat niepełnosprawności. Zastanawiam mnie, w jaki sposób autor podchodzi do zagadnienia i na jaki poziom subtelności zdecyduje się przy "omówieniu" tej niełatwej, acz wartościowej i ważnej tematyki. Czy skupi się na problemach? Czy podejdzie do tego na "sucho" i pokaże jedynie warstwę praktyczną" Czy może zdecyduje się na coś więcej i odsłoni przed nami konkretny, rozległy obraz tego "zjawiska"? Nie ma jednego, właściwego sposobu prezentacji, nie istnieje złoty środek, zatem wiele tu zależy od wyczucia  a to jest niewątpliwie niezbędne.

Lilka straciła wzrok w wieku trzynastu lat. Wypadek odebrał jej jednak coś więcej, niż tylko zdolność widzenia świata. Dziewczyna nauczyła się żyć ze swoją niepełnosprawnością, chociaż nie do końca pogodziła się z tym faktem. Na co dzień radzi sobie jednak doskonale  samodzielnie i bezbłędnie porusza się po domu i ogrodzie, uczy się w domu, a w pamięci (z wykorzystaniem swojej "wewnętrznej tablicy") rozwiązuje skomplikowane równania. Wspierana przez bliskiego przyjaciela, kochającego ojca i nadopiekuńczą starszą siostrę żyje w bezpiecznej, znanej rutynie. 

Pewnego dnia ten spokój zostaje zaburzony, bowiem w życie Lilki wkracza, i to w dość przykrych okolicznościach, Tomek  młody, oszałamiająco przystojny student, którego Lila nienawidzi od chwili, gdy ten po raz pierwszy otworzył usta. Czasem ludzie potrafią być okrutni, a przy tym kompletnie bezmyślni. Nic to jednak, bo Tomek już wkrótce spędzi z  dziewczyną więcej czasu  poza humorem i przystojną facjatą  będzie uczył niewidzącą fizyki! Jak się zapewne domyślacie, będzie to ciężka, ale i pełna emocji przygoda która przyniesie wiele bólu, a jednak nie zabraknie tu miejsca na odrobinę (całkiem sporą) radości.

O problemie z pewną subtelnością


Podoba mi się takie ujęcie problemu, jakie zaprezentowała Martyna Senator. Było przyjemnie, bez nadmiernego tragizmu, bez popadania w czarną dziurę rozpaczy. Co prawda nie obyło się bez małych turbulencji, ale to mimo wszystko optymistyczna i radosna opowieść, która pozwala spojrzeć na niepełnosprawność oraz na czerpanie z życia pełnymi garściami  przez różowe okulary. 

Historia przedstawiona jest z punktu widzenia Lilki  to dziewczyna zabiera nas w podróż do swojego świata, odkrywają przed nami kolejne barwy, ale też  od czasu do czasu  strącając w mroczną, pustą czeluść smutku. Język powieści jest jednak lekki, a przejrzystość stylu pozwala na pochłonięcie tej lektury w szybkim tempie  bez tarcia i zawiechy (potocznie ujmując).

Historia nie jest zaskakująca, a już pierwsze rozdziały pozwalają nam skrystalizować w myślach finał tej opowieści. Zaskoczył mnie jedynie jeden aspekt, który jest moim zdaniem mocno niewiarygodny, ale uznaję, że życie pisze różne scenariusze, więc może? 

Ósmy kolor tęczy to przede wszystkich opowieść o miłości, która rodzi się wbrew woli, jak to zwykle w tego typu powieściach bywa. Bywa słodko, czasem aż za słodko, ale w ogólnym rozrachunku  nie mdli.

Powieść jest idealna na lato, na leniwe popołudnie, które chciałby się przybrać w ciepłe barwy. Jest lekko, pozytywnie i przyjemnie  może życia nie zmienia, ale na pewno pozwala spojrzeć na problem z innej strony, a przy tym udowadnia, że każdy zasługuje na drugą szansę oraz że warto czasem pozwolić sobie na mały ogieniek nadziei, bo być może ten wybuchnie ciepłym płomieniem i ogrzeje zbolałe serducho.

Nic nadzwyczajnego, ale do niezobowiązującego poczytania idealna.