poniedziałek, 31 lipca 2017

Ryje banię!: "Grzesznik" A. Urbanowicz




Jeżeli sam coś robisz, uważasz to za słuszne. Jest to zgodne z twoim kręgosłupem moralnym. Czyli jeżeli ktoś robi to samo, robi coś, co jest zgodne z twoim kręgosłupem moralnym. Tym samym czyni coś, co sam uważasz za dobre.




Pierwsze spotkanie z twórczością Artura Urbanowicza było udane  Gałeziste to historia, która bardzo mi się spodobała, całkowicie ujmując mnie swoim mrocznym klimatem. Dziś jednak przychodzę do Was z recenzją kolejnej książki  ta znów mnie ujęła, ale tym razem czymś zupełnie innym.

Chyba powinnam zacząć od tego, że nie kręcą mnie gangsterskie klimaty (nie licząc Ojca Chrzestnego), zatem omijam z premedytacją wszelkie filmy i treści, gdzie ten mafijny światek wybija się na pierwszy plan – wszystko przez wtórność... Zapytacie pewnie, dlaczego w takim razie zdecydowałam się na lekturę Grzesznika, skoro cała akacja toczy w podobnym klimacie – mafia, gangsterzy i porachunki? Odpowiedź jest prosta: wierzyłam, że autor potrafi ubrać oklepany motyw w potężną otoczkę niezwykłości. Nie myliłam się, Grzesznik po prostu ryje banię! A to lubię.


Gangster pełną gębą


Mafia zawsze kojarzy się z szemranymi interesami; układy, układziki, plecy i władza sięgająca tam, gdzie wzrok nie sięga. Brutalność, kara  wymierzona oczywiście sprawiedliwie  i gra. Można z uznaniem stwierdzić, że boss suwalskiej mafii, aby utrzymać się na powierzchni, musi być graczem doskonałym. Tej cechy z pewnością z nie można odmówić naszemu głównemu bohaterowi  Markowi "Suchemu" Suchockiemu. Mężczyzna doskonale sprawdza się w swojej roli: to on rozdaje karty, kieruje działaniami swoich "goryli", zgarnia gruby szmal i potrafi wyegzekwować, co trzeba  czego nie trzeba, również. Życie "Suchego" jest jak bajka: ma oddaną żonę  piękną, oddaną  kochankę (marzenie każdego mężczyzny), pieniądze, poważanie i  mówiąc delikatnie  doskonale się w tej sytuacji odnajduje. 




Nic jednak nie trwa wiecznie. Do miasta powraca prawdziwy stary wyjadacz  zwany Grzesznikiem  który szybko pacyfikuje "Suchego", sprowadzają go do podłogi, ba, niżej nawet  miesza Marka z fekaliami koncertowo: krok po kroku odbiera mu wszystko, na czym eksbossowi mafii zależy...


Lojalność. Ciężki temat. Ciężki jak żywot gangstera. Grupa przestępcza przypomina... hmmm, organizm. O, dobre porównanie! Podobnie jak w prawdziwym, brutalne wyrwanie z niego jednego narządu skutkuje poważnymi następstwami, niejednokrotnie wręcz ze śmiercią. Jeszcze gorzej, gdy wewnątrz dostanie się jakieś paskudztwo, bakteria albo wirus - działające po cichu, mnożące się, drążące coraz głębiej, mącące, nastawione tylko i wyłącznie na niszczenie. Kiedy nosiciel zdaje sobie sprawę z ich obecności, jest już dawno za późno.


Brzmi banalnie? Pewnie, ale ta historia daleka jest banału... Poza warstwą obejmującą funkcjonowanie półświatka dostajemy o wiele, wiele więcej. Będzie nietuzinkowo i właśnie to tak pochłania w Grzeszniku  niebywałe połączenie świata realnego z porządną dawką niezwykłości. I to nie byle jakiej, bo w mrocznym klimacie. "Suchy"  po nieszczęśliwym wypadku  zaczyna widzieć rzeczy, które zdecydowanie nie są przeznaczone dla oczu pospolitego śmiertelnika. Będzie porażająco, a niektóre z wizji, które podsuwa nam autor... brrr! Takie mocne walnięcie lubię.

Co ważne, nie myślcie, że Grzesznik to jedynie fabuła naszpikowana akcją i paranormalnymi dodatkami. Książka niesie porządną refleksję, która  co trzeba przyznać  szybko obłapia mózg swoimi natrętnymi mackami; trudno uwolnić się od takiego "uścisku". Zatem: dynamizm, porządna dawka grozy, a do tego zaskakujący finał  brawo, Panie Autorze  i chwila zadumy.


To się czyta!


Wiecie, że nie miałam żadnych problemów z wejściem w fabułę  ani w gangsterski świat, ani w tę nadprzyrodzoną powłokę, która szczelnie go otuliła? Wspaniałe połączenie  spójne, zgrabne; naprawdę robi wrażenie. Autor wciąż szokuje Czytelnika, prowadząc z nim niebezpieczną grę, ale nie podając przy tym żadnych zasad. I jak się okazuje na końcu, dosadnie uzmysławia, że każdy krok "Suchego", każdy jego oddech, miały dla tej opowieści ogromne znaczenie. Czasem mały gest znaczy więcej, niż by się mogło wydawać.

Książkę pochłania się z lubością, prędko, bez przestojów i z taką niewyjaśnioną obawą: co będzie dalej? O co tu, do cholery, chodzi? Nie podejrzewałam, że przejmę się losem jakiegoś tam gangstera, że z zapartym tchem będę przyglądać się jego działaniom. A tak właśnie było.

Grzesznika czytałam  jak to mam w zwyczaju  późną nocą i "skoro świt", który zastał mnie przy lekturze tej powieści. Trudno się od niej oderwać. Próbowałam, ale bezskutecznie. Nie żałuję żadnej chwili, którą poświęciłam "Suchemu", w pamięci mam wszystkie obrazy  niewygodne, mroczne i często ociekające obrzydliwością  nie sposób pozbyć tych się tych wizji.

Jeśli szukacie dobrej powieści grozy, ale nie takiej bezmyślnej, lecz pozostającej na długo w pamięci, z odrobiną refleksji, porządną dawką strachu i niesamowicie spójnej (to ogromna zaleta)  Grzesznik będzie idealny. Na ciepły wieczór, mroźną noc i blady świt. Poza tym Autor prowokuje, zaskakuje i robi to naprawdę skutecznie. Jestem bardzo zadowolona z lektury i wiem, że przeczytam każdą książkę, która wyjdzie spod pióra Urbanowicza  Autor mnie nie zawiódł - a Grzesznika chętnie polecę i przyjaciołom, i rodzicom. Polecam i Wam :) Myślę, że czas na coś niebanalnego!

Za ten dreszczyk emocji nad ranem dziękuję Autorowi i wydawnictwu