czwartek, 17 sierpnia 2017

Antyutopijna perełka: "Opowieść Podręcznej" M. Atwood



Mogłabym tu po prostu siedzieć w spokoju. Cofnąć się. Można się daleko schować w siebie, tak bardzo w głąb i wstecz, że nigdy człowieka stamtąd nie wywloką.

O książce Margaret Atwood jest od pewnego czasu – za sprawą serialu – głośno. Pierwszy raz usłyszałam o Opowieści Podręcznej jakiś rok temu, jednak wtedy dorwanie się do jakiegokolwiek egzemplarza graniczyło z cudem. Kompletnie zapomniałam o tym poleceniu, aż do czerwca. Na Festiwalu Książki w Opolu wspomniał o niej Remigiusz Mróz, wtedy też dowiedziałam się o wznowieniu. I całe szczęście, bo ta opowieść idealnie wpisała się w mój czytelniczy gust. Pochłonęłam łapczywie, z dziką lubością.


Kobieta inkubatorem


Wiadomo, że kiedy na świecie dzieje się źle, to należy podjąć odpowiednie kroki, by załagodzić sytuację – zaradzić jej, naprostować. Władze imają się różnych sposobów, by ratować, co się da. Podejmowane przez rząd decyzje nie zawsze idą w parze ze zdrowym rozsądkiem i niestety, bardzo często, uderzają w tych najsłabszych – w nieświadome zagrożenia społeczeństwo. Wyobraźcie sobie, że nagle odbiera się kobietom prawo do głosu, dostęp do karty kredytowej, zwalnia się je z zajmowanych stanowisk – bez żadnego wyjaśnienia – odbiera się im dzieci, usuwa, kiedy próbują się buntować. Oczywiście wszystko w trosce o losy kraju i świata; przecież nie można inaczej.

Po pierwszym szoku, kiedy już się z tym człowiek pogodził, lepiej było trwać w letargicznym otępieniu, tłumacząc sobie, że się w ten sposób oszczędza siły.




W powieści Atwood dobrze nie jest, bowiem pewne zdarzenia doprowadziły do druzgoczącego spadku urodzeń. Co prawda od czasu urodzi się jakieś dziecko, ale wśród tej niewielkiej grupy słodkich niemowlaków tylko nieliczne przychodzą na świat w pełnym zdrowiu. Większość kobiet jest bezpłodna, mężczyźni wcale im tu nie ustępują. Kraj chyli się ku upadkowi, ludzkość osiągnęła dno. Trzeba przyznać, że nowy system jest dopracowany pod każdym względem, co jednak nie wróży niczego dobrego. W poszukiwaniu luk, pomiędzy słowami i drobnymi, prawie niezauważalnymi odruchami ludzkimi żyją Podręczne.

Nauczyłyśmy się oglądać świat, jakbyśmy gwałtownie łapały powietrze.

Podręczne to specjalnie szkolone kobiety, które jakimś cudem zachowały płodność. Mogą rodzić dzieci, zatem są szczególnie wartościowe dla społeczeństwa – są przyszłością narodu, ludzkości. Na czym polega rola rola Podręcznej? Jak wspominałam, jej głównym zadaniem jest rodzenie dzieci. Nie byłoby jednak w tym nic niezwykłego – w końcu Podręczne doskonale zdają sobie sprawę z powagi sytuacji – gdyby nie fakt, że są one przydzielane do co bogatszych rodzin. Spółkują z mężczyznami pod czujnym okiem ich niepłodnych żon. Każda ciąża traktowana jest jak błogosławieństwo, każde nowe życie to zapowiedź lepszego jutra, więc przechodzą te Podręczne z domu do domu, by spełniać swój obowiązek. Ich wartość jest ograniczona w czasie; tylko ciężarne coś znaczą...

Staram się zbyt wiele nie myśleć. Jak wszystko inne, tak samo myśl musi być racjonowana. O wielu sprawach nie da się myśleć. Myślenie może zmniejszyć moje szanse, a chcę przetrwać.

Czy są pogodzone z rolą, która przypadła im w tym wielkim planie? W większości tak, choć żołądek się ściska, kiedy myślą o życiu "przed" – o zaginionych mężach, odebranych dzieciach, możliwości czytania książek – o wolności, która została im odebrana. Czy można żyć nadzieją, kiedy absolutnie nic nie zapowiada zmiany "klimatu"? Czy w ogóle można żyć w takim świecie, kiedy znało się przecież zupełnie inny? Czy można się aż tak przystosować?


Przerażająca wizja przyszłości


Opowieść Podręcznej to wstrząsająca wizja przyszłości, w której kobietom – Podręcznym, żonom, dziewczynkom, niepłodnym, niemowlętom, ludziom w podeszłym wieku, wywrotowcom, rodzinom – zgotowano istne piekło. Powieść Atwood to antyutopia w doskonałym wydaniu: mocna, oburzająca i, jak to zwykle w tego typu powieściach bywa, niepokojąco bliska współczesnemu człowiekowi. 

Narracja pierwszoosobowa pozwala nam w pełni zrozumieć sytuację, w jakiej znalazła się kobieta. Czytelnik daje się prowadzić do świata, w którym wcale nie ma ochoty zagościć na stałe. Nie oznacza to jednak, że się dokładnie nie rozejrzy, kiedy już tu trafił. Rozgląda się z uwagą, z pewną dozą nieśmiałości poznaje panujące tu zwyczaje, by potem na bezdechu dojść do sedna. To niezwykła, choć przygnębiająca opowieść o tęsknocie za przyjaźnią, miłością, normalnością oraz potrzebie zachowania indywidualności w obliczu całkowitego zniewolenia.

To perełka. Czytałam już wiele powieści antyutopijnych – kobiety zniewolone, sprawdzone do roli inkubatora nie są dla mnie nowością – jednak wizja Atwood jest powalająca, wyjątkowo niepokojąca i przesiąknięta bólem, strachem oraz obezwładniającą bezradnością. Nie bez znaczenia pozostaje tu wprowadzenia wątku fanatyzmu religijnego – na nim opiera się nowy obraz świata. Ach, no nie będę już więcej mówić - po prostu musicie sami przekona się, o co tyle krzyku i dlaczego ta powieść zbiera tak pozytywne recenzje. 

Najprawdopodobniej kiedyś wrócę do Opowieści Podręcznej; na pewno sięgnę po inne książki autorki. Mimo swoich lat – Opowieść... wydana w 1985 roku – jest wciąż aktualna (teraz chyba bardziej niż zwykle), robi piorunujące wrażenie i nie pozostawia Czytelnika obojętnym. Świetna.