piątek, 4 sierpnia 2017

Ból w pigułce: "Kumulacja cierpień" M. Fudali



(...) domy są jak ludzie.
Kumulują w sobie wszystko co złe.
Ta książka była wyzwaniem. Niepewność, która mi towarzyszyła, była związana nie z czym innym, jak z liczbą stron; 34? Uznałam, ze to tyle, co nic, i że w tak zwięzłej formie trudno jest zawrzeć coś konkretnego. Czy Monice Fudali udało się stworzyć konkret, czy jednak Kumulacja cierpień jest historią mocno wybrakowaną?

Kumulacja? Na pewno


Kumulacja to nagromadzenie się w jednym czasie czy miejscu jakichś "czynników". W przypadku tej powieści mamy do czynienia z cierpieniem, które autorka potraktowała nie powierzchownie – choć zwięzła forma mogłaby sugerować takowe rozwiązanie – ale dosadnie i wielowymiarowo.


W tej mikropowieści znajdziemy porządną dawkę cierpienia, ale nie byle jakiego; nie będzie tu delikatnego muskania, podsuwania rozmytych obrazów czy wyrównywania ostrych krawędzi... Nic z tych rzeczy! Fudali potraktuje nas ostro, bezpardonowo i, co zaskakuje, wwierci się w czytelniczy umysł na stałe. 

Historia jest spójna, akcja posuwa się błyskawicznie do przodu – zanim się obejrzymy, dochodzimy do wielkiego, mocnego i tarmoszącego wnętrznościami finału. Będziemy mieli do czynienia z tematem delikatnym – z macierzyństwem – staniemy u boku "demonologa", który będzie musiał zmierzyć się ze złem, a przy tym dokonać pewnego niewygodnego wyboru. 

Szybka akcja


Kumulacja cierpień to szybka akcja – taka historia "na raz", którą połyka się za jednym zamachem. Przyczyny? Na pewno liczba stron – tego czynnika nie sposób pominąć, ponieważ to on pierwszy rzuca się w oczy – ale nie tylko! Opowieść jest wciągająca i zaskakująca. Czytelnik nie może przewidzieć zakończenia i, beztrosko wchodząc w sytuację, nie spodziewa się tak spektakularnego końca.

Jakich emocji możecie szukać w tej książce? Nie obejdzie się bez bólu – ten sączy się niemal z każdej dziury, przelewa się między słowami, wyziera spomiędzy kolejnych wersów. Poza tym oczekujcie elementu zaskoczenia – no, chyba że jesteście w stanie przewidzieć taki finał? Przekonajcie się. Mnie się nie udało.

Autorka doskonale radzi sobie z makabrycznymi opisami – świetnie buduje napięcie i trafia w punkt, malując przed nami bezkompromisowe obrazy. Nie jest ich wiele, ale te, które się pojawi są naprawdę godne. Chciałabym zobaczyć kiedyś autorkę w nieco dłuższej formie, bo czuję, że  to byłoby coś naprawdę dobrego.

Książkę polecam Wam szczerze. Mimo swej niewątpliwie małej objętości, robi wrażenie. Tytułowa "kumulacja" to nie tani chwyt marketingowy, ale fakt – pasuje idealnie.

Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour, którą zorganizowała Daria z bloga Kraina Książką Zwana. Dziękuję pięknie za możliwość poznania twórczości autorki z nieco innej strony (wcześniej czytałam Niezapominajki) i przyznaję, że ta mroczna odsłona bardziej przypadła mi do gustu :)




Na konie dodam, że już wkrótce recenzja drugiej części – kolejna "Kumulacja..." przed nami :) Ta druga różni się znacznie – oj, bardzo – ale o tym już za chwilę.