środa, 16 sierpnia 2017

Czasem lepiej nie wiedzieć: "Dziewczyna z Brooklynu" G. Musso



Podczas dochodzenia policyjnego porządkiem rzeczy określa się szczególną chwilę, w której już nie ty szukasz prawdy, ale prawda szuka ciebie.



Guillaume Musso to jeden z moich ulubionych pisarzy. Po jego książki sięgam zawsze z przekonaniem, że znajdę w nich coś dla siebie; raz jest lepiej, raz gorzej, ale nie zdarzyło mi się poczuć zawodu, więc biorę – historia za historią – w ciemno. Co mnie tak w tych powieściach kręci? Przede wszystkim jestem zauroczona sposobem, w jaki Musso łączy przyziemność z magią. Lubię, kiedy te dwa czynniki zgrabnie się uzupełniają, a pisarz ma ten zabieg opanowany do perfekcji. Nowa książka – Dziewczyna z Brooklynu – również mnie zaskoczyła, ponieważ tu nie mamy do czynienia z niezwykłością. Czekałam na ten nadprzyrodzony element zaskoczenia i przyznaję, że tego mi zabrakło... Co dostałam zamiast? Porządny thriller.

Czy my się znamy?


Ile można powiedzieć o kimś, kogo zna się od pół roku? Czy można oczekiwać, że taka osoba, której oddajemy nasze serce, nie kryje przed nami żadnych tajemnic? Czy aby na pewno jest tym, za kogo się podaje? 

Niepewność, wiesz, co to jest? To coś najgorszego.
To trucizna, która może cię zabić.

Staramy się wierzyć i udać, bo przecież planowanie wspólnego życia bez zaufania mija się z celem. Jednak czasem w głowie rodzą się pewne wątpliwości i, choć uparcie staramy się je oddalić, one wciąż dają o sobie znać. Ziarnko niepewności kiełkuje, potem rozrasta się nieoczekiwanie, zajmując każdy skrawek myśli... I następuje wybuch. Chcemy wiedzieć, poznać sekrety, zrozumieć i... żyć dalej – teraz już z pełną świadomością. Czy jednak wszystko będzie wyglądać tak samo? Oczywiście, że nie!


Są ze sobą już od jakiegoś czasu. Darzą się miłością, dzieląc chwile na słodkie momenty uniesienia. Ona oddaje mu serce, w nadziei, że ukochany przyjmie ją taką, jaka jest. On chciałby wiedzieć więcej, poznać sekrety, by bez żadnych niedomówień wkroczyć na wspólną ścieżkę. Naciska, prowokuje, błaga i grozi, by ona powiedziała mu wszystko... Czy mężczyźni nie zdają sobie sprawy, że czasem lepiej nie wnikać? 

(...) być szczerym nie znaczy wcale, że nie można mieć swoich sekretów.


Tak to już bywa, że jeśli się czegoś bardzo pragnie, to można to osiągnąć. Owszem, Anna zdradza swój sekret, ale Raphaël nie jest w stanie unieść tej rewelacji. W szale ucieka, ale potem wraca – szybko się opamiętał – by przedyskutować sprawę z ukochaną, bo w końcu jedno zdjęcie o niczym jeszcze nie  świadczy. Kiedy mężczyzna wraca, Anny nie ma. Rozpłynęła się w powietrzu.



Miłość jest w stanie pokonać wszystko, tak mówią... Raphaël chce odnaleźć ukochaną, a im bardziej angażuje się w poszukiwania, tym trudniej mu uwierzyć, że kobieta, którą próbuje odnaleźć, jest tą samą osobą, którą pokochał.


Sekret goni sekret


Dziewczyna z Brooklynu do dobry, trzymający w napięciu thriller, który wciąga już od pierwszych stron. Czytelnik na początku dostaje porządnego kopniaka, zastanawiając się, co znalazło się na fotografii, CO?! musiało na niej być, skoro mężczyzna jest gotów porzucić bez słowa są narzeczoną. Pełne napięcia jest również prowadzone na własną rękę śledztwo, które niesie wiele sekretów. Kolejne tajemnice wychodzą na światło dzienne, a jednak nic nie jest oczywiste. Do czasu!

Bardzo podoba mi się kreacja głównego bohatera. Anna jak Anna – kobieta, która zaskakuje dopiero po jakimś czasie, ale Raphaël robi wrażenie. Mężczyzna wychowuje samodzielnie synka (poprzednia kobieta uznała, że nie nadaje się na matkę) i robi to doskonale. Pomaga mu przyjaciel, co dodaje atrakcyjności tej powieści – w końcu panowie udowadniają, że opieka nad dzieckiem nie musi być zmonopolizowana przez kobiety. To miły akcent.

Opowieść gna jak szalona. Z każdego zakamarka wychodzą kolejne strachy, które nakręcają spiralę tajemnic. Całość poznajemy z punktu widzenia Raphaëla, który w sposób bezpośredni opowiada o poszukiwaniu. Co ważne, kilka rozdziałów należy również do Anny, a te odnoszą się do przeszłości i sporo wyjaśniają. Spojrzymy na kobietę z zupełnie innej strony.

Historia przypadła mi do gustu, chociaż kompletnie nie tego się spodziewałam. Brakowało mi trochę tej odpowiedniej pisarzowi magii, nie było wielkiego zaskoczenia, a całość okazała się przyziemną, choć przyjemną opowieścią o wielkiej miłości i wadze tajemnic – z mocnym, mrocznym akcentem. Wciąga, wchodzi bezproblemowo, trzyma w napięciu. Jestem na tak.