poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Intrygująca intensywność: "Świtezianki"



Kiedy człowiek ulega emocjom, pożądaniu i tego typu podobnym bzdurom – to się dobrze nie kończy.

Moje drugie  (na pewno nie ostatnie) spotkanie z prozą Teresy Moniki Rudziej uważam za udane. Najbardziej cieszy fakt, że autorka odnajduje się zarówno w książkach dla młodszych czytelników, jak i dla tych dużo starszych. Świtezianki to powieść wyjątkowo dziwna, klimatyczna i pełna niezwykłości, a przy tym mocno przyziemna. Jak to możliwe? Obok życia toczącego się naturalnym torem, pojawia się magia. Całość inspirowana jest balladą Adama Mickiewicza pt. Świtezianka, więc sami rozumiecie, że nie może być mowy o nudzie. Można pokusić się o stwierdzenie, że Świtezianki to wersja współczesna z wyraźną nutką pikanterii, opływająca luksusem. Jeśli ballada nie przypadła Wam do gustu, z pewnością ta świeżutka odsłona zrobi na Was pozytywne wrażenie.





Kto jest dziewczyna? – ja nie wiem


Ile razy zdarzyło się Wam marzyć o wspaniałym życiu u boku ukochanej osoby, w zdrowiu, w dobrobycie i bez większych zawirowań? Wiadomo, że życie jest mocno nieprzewidywalne, a my absolutnie nie jesteśmy w stanie określić, w jakim kierunku trzeba będzie wyruszyć, ile z siebie dać, by dojść do celu (często mglistego) i z jakimi problemami przyjdzie nam się zmierzyć. A jednak próbujemy – walczymy każdego dnia, z różnym skutkiem.



Bez problemu wejdziemy w życie naszych bohaterek, śledząc uważnie ich losy. Zaczniemy od Zofii ze wsi pod Tomaszowem, która wychodzi za starego wdowca, opiekuje się nieco skrzywionym seksualnie Wojtusiem i rodzi pierwsze dziecko, będąc już dobrze po czterdziestce (ludzie we wsi jej nie oszczędzają). Kiedy stary mąż żegna się ze światem, na jej głowie pozostają dzieci i całe gospodarstwo – wiadomo: łatwo nie będzie. 

Przejdźmy do Barbary (córki Zofii) – kobiety pięknej, która poniosła druzgoczącą klęskę miłosną, a z walki o lepszą przyszłość, ledwo uszła z życiem. Czy francuskie kombinacje wyjdą jej na dobre, a nowa sytuacja spełni oczekiwania i pozwoli na ułożenie sobie życia?

Nie zapominajmy o Nathalie (córce Basi), której los poskąpił urody, skazując ją na istnienie w samotności – choć zdradzę Wam, że akurat spora nadwaga nie jest największym problemem tej dziewczyny. Wrażliwa, wpada ze skrajności w skrajność, a gdy kocha (lub nienawidzi) to całą sobą – jest chodzącym żywiołem w ludzkiej skórze, choć często przygaszonym. Kiedy wybucha... cóż, drżyjcie!

Każda z nich miała swoje marzenia i pewne ambicje; wszystkie pragnęły lepszego życia. Ile jest w stanie zrobić kobieta i co może z siebie wycisnąć, by osiągnąć cel? Oj, zapewniam Was, że to twarde sztuki (choć kobieta puchem marnym) i myślę, że te panie wielokrotnie udowodnią, na co je stać, a ich pomysły, sposób "chwytania ofiary" i stosowane chwyty (często poniżej pasa) zrobią na Was wrażenie. Zaskoczenie gwarantowane.

O czym przeczytacie w Świteziankach? Z pewnością nie zabraknie tu wątku romantycznego, ale zapewniam, że te miłostki mają niewiele wspólnego z banalnym mizianiem czy robieniem maślanych oczu. Będzie też o zdradzie – w końcu tam, gdzie pojawiają się dwie niewiasty i tylko jeden wyśniony mężczyzna, musi się dziać – a że każda z nich jest na swój sposób wyjątkowa... spodziewajcie się porządnych rozruchów i – tu nie będziecie zdziwieni – nagłych zwrotów akcji. Wejdziemy też w świat rodzinnych zależności, podpatrzymy, jak to bywa z kobiecą solidarnością, ale i zerkniemy za kulisy zaświatów. Nie zabraknie magii, dziwów niewyjaśnionych i podejrzanych splotów okoliczności.


Intrygująca intensywność


Teresa Monika Rudzka nie wyznacza swoim bohaterom jedynej właściwej drogi, nie oszczędza ich, rzucając wciąż potężne kłody pod nogi; natomiast określa konkretne cele. Uzbrajając swoje kobiece postacie w pewne niecodzienne przymioty, pcha je w wir sprzecznych i niebywale intensywnych emocji. Niesamowity asortyment, z którym muszą sobie radzić, będzie przyczyną smutków i radości, powodem do dumy oraz czynnikiem, który życia nie ułatwia. A jednak trzeba żyć!

Kiedy już oswoiłam się z potężną dawką magii, którą autorka wplotła w nurt, jakby nie było, zwykłego życia – ta znów mnie zaskoczyła, serwując jej jeszcze więcej, w innej odsłonie; takich rozwiązań się nie spodziewałam. Bardzo podobało mi przeplatanie codzienności ze zjawiskami nadprzyrodzonymi – nie było to nachalne, choć zaskakujące, nie było banalnie, ale intrygująco. Intrygująco – tym słowem opisałabym tę powieść. Czytelnik, który nie spodziewa się takiego obrotu sprawy, wiele razy otworzy szerzej oczy ze zdziwienia, odkrywając kolejne rewelacje.

Książkę czyta się bardzo szybko, na co wpływ ma przede wszystkim jej intrygująca fabuła, ale nie tylko. Powieść, która zawiera taką dawkę magii, podana jest językiem prostym, bez zbędnych udziwnień – jasno, przejrzyście i ze smakiem. Między kolejnymi rozdziałami znajdują się cytaty ze Świtezianki Mickiewicza, które luźno nawiązują do treści, a przy tym subtelnie wyznaczają bieg tej historii. Pewnej swojskości dopatrujemy się również w powiedzeniach  mądrościach ludowych  które autorka umiejętnie wplotła w historię, łącząc tym samym trzy pokolenia kobiet  przeszłość nie ginie w teraźniejszości, mamy spójność i ciągłość.

W powieści znajdziecie spore – potężne wręcz – nagromadzenie znanych marek, pożądanych projektantów. Rozumiem zabieg, który miał na celu wskazanie, że absolutnie każdy człowiek (nawet ten, którego świat ocieka luksusem) musi się czasem zmierzyć z szarą codziennością i przyziemnymi sprawami (dobrobyt nie zawsze też idzie w parze z spełnieniem), ale po czasie buty, sukienki czy torebki od tego czy innego projektanta przytłoczyły mnie. Taka kumulacja przepychu, wykaz znanych i lubianych to zdecydowanie nie są informacje, bez których nie mogłabym się obejść. Pomijając tę pompę, było naprawdę przyjemnie.

Pewnie już się domyślacie, że polecę Wam Świtezianki? Mam nadzieję, że sięgnięcie po tę powieść – tak z otwartym umysłem, by nadążyć za fabułą. Nie lubię banału i staram się go unikać, bo po prostu szkoda mi czasu na kolejne sztampowe powieści, które niczego nie wnoszą do mojego życia, a już na pewno daleko im do przyjemnych. Historia, którą proponuje nam Teresa Maria Rudzka na pewno do nich nie należy – jest nietuzinkowa, intrygująca, dziwna i mocno pokręcona – świetna. Warto przeczytać.

Za tę porządną dawkę niesamowitości (i niespodziankę!) dziękuję Autorce oraz wydawnictwu