poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Osobowość borderline: "Przerwana lekcja muzyki" S.Kaysen



Bez względu na to, jak to nazywamy  umysł, dusza czy charakter - chcielibyśmy myśleć, że posiadamy w sobie coś więcej niż tylko zbiór neuronów, który nas "ożywia".

Przerwaną lekcję muzyki upolowałam podczas majowej wymiany książkowej. Nie jest to historia całkowicie mi nieznana, ale to jedna z tych opowieści, które przeczytałam dawno, dawno temu i  co mnie mocno dziwiło  niewiele z niej zapamiętałam. Lubicie powroty? Ja od czasu do czasu sięgam po książkę, która kiedyś  w jakimś momencie mojego życia  już się pojawiła. Powroty jednak nie zawsze bywają satysfakcjonujące...

Ból istnienia


Książki, których akcja toczy się w szpitalu psychiatrycznym, są w jakiś sposób kuszące. Lubimy zajrzeć czasem za kulisy szaleństwa lub wejść głębiej w umysł osoby, która "oprowadza" nas po tym przybytku. Przerwana lekcja muzyki była pierwszą w mojej czytelniczej karierze, ale nie ostatnią  zaostrzyła apetyt na więcej. Autorka spędziła jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, więc tym chętniej zapoznałam się z jej "relacją", bo kto wie lepiej, jak to wszystko funkcjonuje od środka, jeśli nie pacjentka?



Susanna jest wyjątkowo wrażliwą osobą, która nie potrafi poradzić sobie ze sobą  nie znajduje dla siebie miejsca w otaczającym ją świecie. Jest stabilnie niestabilna, zagubiona, zmęczona, niezdecydowana. Neguje właściwie wszystko  od spraw błahych po niezwykle ważne. Bohaterka opowiada nam o swoim życiu za murami, prezentując dziewczyny, z którymi dzieli czas. Niektórym osobom poświęca więcej uwagi, o innych zaledwie napomknie. 

W powieści pojawia się wszystko to, co powinno się w niej pojawić: mamy tu dość osobliwe zachowania, wypowiedzi, które budzą nasz niepokój czy opisy działań (np. elektrowstrząsy), prochów, spędzania wolnego czasu. Wchodzimy w zamknięty świat relacji, rozpoznajemy układy, staramy się dostosować do nowej, dziwnej rzeczywistości, która rządzi się swoimi prawami; w tej zamkniętej przestrzeni kwitnie handel prochami, czas płynie leniwie, nieznacznie wkraczając na nowe tory. 

Bez rewelacji


Wiecie, czego brakuje w tej książce? Emocji! Czytając Przerwaną lekcję muzyki, odniosłam wrażenie, że jest to sucha relacja osoby, której nawet nie zależy na tym, by zdobyć naszą uwagę. Poznajemy fakty, które podaje się nam beznamiętnie, wręcz oschle. Nie ma tu znaczenia, czy czytamy o samobójstwie, czy o ukradkowym baraszkowaniu między kontrolami  brakuje porządnych, hipnotyzujących emocji... Szok? Tak, niektóre sceny czy wypowiedzi mogą być dla czytelnika niewygodne, ale większa część treści to po prostu swoisty dziennik kobiety, która po prostu relacjonuje nam to, co widzi i czego doświadcza. Fabuła jest dość okrojona...

Książka na szczęście jest z tych krótkich, a przy tym treść uzupełniona została o karty szpitalne, wnioski, orzeczenia czy raporty, które pozwalają nam poznać bohaterkę z tej mniej emocjonalnej strony. Są one bezdusznymi zapisami, które doskonale wpasowały się w opowieść Sussany  na ich tle jej relacja zyskuje przynajmniej jakiś wymiar emocjonalny. Historię czyta się szybko, co dodatkowo ułatwia nam język powieści  prosty, czasem nawet banalny.



Warto zaznaczyć, że autorka była pacjentką szpitala psychiatrycznego w latach sześćdziesiątych  umiejscowienie jej doświadczeń w tym czasie może mieć ogromny wpływ na sposób prezentowania treści czy osobiste wycieczki. Może gdyby książka powstała w XXI wieku, treść byłaby odważniejsza? A może jesteśmy już tak oblepieni na co dzień szokującymi informacjami, że niektóre nie robią na nas większego wrażenia?  

Na mnie ta historia nie zrobiła wielkiego wrażenia. Przynajmniej wiem, dlaczego tak niewiele zapamiętałam po pierwszym czytaniu, wiele lat temu. Nie jest to książka słaba, ale po prostu nie tak porażająca, jakiej można by oczekiwać. Nie odradzam Wam tej historii, bo to doskonała opowieść na start. Przerwana lekcja muzyki pozwala zaznajomić się z tym klimatem, a jednak trzyma nas na dystans, co w sumie ułatwia wejście w mury szpitala psychiatrycznego. To już prawie klasyka  wszyscy kojarzą, wielu widziało film (ja też widziałam), ale niewielu przeczytało. Czy zyskacie większą wiedzę, lepszą wizję po lekturze tej książki? Nie wydaje mi się, niemniej decyzję pozostawiam Wam. Ja czuję, że niepotrzebnie do niej wracałam, bo nie wyróżnia się niczym szczególnym, co nie pozwoliłoby mi zapomnieć (znów) tej historii.