poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Z zapartym tchem: "Kumulacja gniewu" M. Fudali




Bo czasem prawda boli jak najostrzejszy z noży.


Po Kumulacji cierpień nadszedł czas na kontynuację  dość luźną, bowiem historia dotyczy zupełnie innej sprawy, a odwołania do pierwszego tomu są nikłe; Kumulację gniewu można przeczytać bez znajomości pierwszego tomu. Co tym razem zafundowała mi Monika Fudali? Z pewnością potężną dawkę wstrząsów.


Naszpikowana bólem

Czytam z różnych powodów; za każdym razem przyświeca mi jakiś inny cel. Raz jest to chęć poznania i zgłębienia jakiegoś zagadnienia, innym razem kieruje mną potrzeba "odmóżdżenia się"  czytam dla rozrywki  lekko i przyjemnie; czasem szukam dreszczyku, często refleksji. Zawsze jednak czytam dla emocji, by poczuć, ukochać, znienawidzić, by odrobinę ten mój umysł skatować, podsuwając mu mocne obrazy, lub odwrotnie  stając naprzeciw fali wzruszenia, i raz za razem łapiąc oddech między potokiem łez.  

Czasem czytam, bo jestem ciekawa. Nie wiem, czego mogę się spodziewać i świadomie wchodzę w opowieść po to, by dać się zaskoczyć. Takie są opowieści  Moniki Fudali  ach, te emocje. Wiecie, lubię te chwile, kiedy książka trzyma mnie w napięciu, wciąż zaskakuje, dostarczając mi przy tym czegoś więcej. 


Taka jest Kumulacja gniewu  opowieść, w którą wchodzi się szybko, pędzi, obijając odrobinę po drodze o kolejne niewygodne fakty, a potem doczołguje do finału, który pozostawia w środeczku niepewność, niedowierzanie, smutek.

Znów spotykamy się z braćmi, których poznaliśmy w pierwszym tomie. Tym razem będziemy mieć do czynienia z duszą/duchem, który nie chce z jakiegoś powodu odejść z tego świata  będzie boleśnie, bo chodzi o dziecko; będzie gorzko, bo cierpienie jest niemalże namacalne. Czy gniew może być przeszkodą w odnalezieniu spokoju? Może, jak najbardziej, a kiedy poznamy źródło tego przygniatającego uczucia... 

I tu dochodzimy do sedna  historia jest krótka, skondensowana, konkretna  więcej Wam nie powiem, bo odebrałabym tym samym całą przyjemność z czytania i odczuwania. Lepiej przekonać się na własnej skórze.

Prawie idealnie


Kolejny raz Monika Fudali udowadnia, że krótka forma w ogóle nie ujmuje atrakcyjności książce. Powiedziałabym nawet, że takie podejście do tematu jest wręcz hipnotyzujące. Autorka nie daje czytelnikowi nawet chwili na złapanie oddechu, ale pogrąża go w mroku już od pierwszych stron, a w niewygodnym napięciu trzyma do samego końca. To szybka akcja  gwałtowna i dynamiczna. Finał opowieści jest zaskakujący, ale muśnięty logiką i zrozumiały. Pozostając w strefie dziwów i zjawisk nadprzyrodzonych, wchodzimy w opowieść o nieszczęściu, smutku i gniewie; świetne połączenie ludzkiej tragedii z dość nietypowym dochodzeniem do prawdy.

Biorąc pod uwagę jedynie historię  wraz z fabułą, bohaterami, zawiązaniem akcji i wielkim finałem  należy uznać, że to opowieść porywająca (choć krótka), bardzo dynamiczna, poruszająca i bolesna. Autorka doskonale radzi sobie z mrocznymi sytuacjami, które raz za razem dokłada do tego wielkiego gara cierpienia. Niestety, kiedy dołożę do tego wykonanie  czar pryska. Coś tu poszło nie tak... Tekst jest pełen błędów wszelkiej maści, mocno kuleje tu interpunkcja, niektórym zdaniom brakuje stylistycznej ogłady. W pierwszym tomie tej przeszkody nie było  tu rzuca się w oczy i pozostawia pewien niesmak  na którymś etapie ktoś nie wywiązał się ze swojego zadania... Mam jednak nadzieję, że historia doczeka się wznowienia  może jakiś zbiór opowieści w jednym tomie?  i ten problem zostanie wyeliminowany.

Rzadko sięgam po tak krótkie formy, z obawy przed niedosytem. Boję się, że zanim wejdę w opowieść, wczuję i cokolwiek poczuję, będzie już po wszystkim. Jednak w przypadku tych mikropowieści nie miałam takiego problemu  tu emocje towarzyszyły mi od początku do samego końca; Autorka postawiła mnie w stan gotowości i nie pozwoliła spocząć do czasu, aż nie poznam prawdy. To ciekawe doświadczenie, a takie czytanie daje sporo satysfakcji. Może chciałoby się na dłużej pozostać z bohaterami, odkryć coś więcej  ale czy na pewno? Chyba lepiej przyjąć tę opowieść taką, jaka jest i bez żadnego "gdybania" wejść w to, co dostajemy.

Na koniec powiem Wam jedynie tyle: warto przeczytać  przymknąć oko na wykonanie i skupić się na historii, która powala. Chociaż książka nie jest długa  taka na jedno posiedzenie  to treść pozostaje w pamięci. To chyba taki znak rozpoznawczy Autorki  szturmem zdobywa naszą uwagę, utrzymując ją do samego końca; bez przerw, bez zbędnych ozdobników  miażdżący konkret. 

Wcześniej czytałam jeszcze jedną książkę, która wyszła spod pióra Autorki: o Niezapominajkach możecie poczytać tutaj *klik*.


Książkę przeczytałam w ramach akcji Book Tour, którą zorganizowała Daria z bloga Kraina Książką Zwana. Dziękuję pięknie za możliwość przeczytania tych książek; to było porządne co nieco!