środa, 13 września 2017

Ja nie roślina: "Chce się żyć" M. Pieprzyca



Niby wszystko takie samo, ale coś nie pasuje
i uświadamiasz sobie, że ty się zmieniłeś.



Chce się żyć autorstwa Macieja Pieprzycy to jedna z tych historii, do których przeczytania dość długo się dojrzewa, a kiedy już czujemy, że teraz, właśnie w te chwili jest odpowiedni moment – otrzymujemy opowieść, na którą kompletnie (wciąż) nie jesteśmy przygotowani. Wiem, że losy Mateusza można śledzić na szklanym ekranie i pewnie obejrzę ten film, bo główny bohater szalenie mnie intryguje. Cieszę się jednak, że najpierw była książka, bo może – skoro już przeczytałam – będę gotowa na to, co zobaczę?


Ja nie roślina


Wyobraźcie sobie taką sytuację: Wasz umysł jest absolutnie odcięty od ciała. Nie możecie przekazać myśli za pomocą słów, bo nie mówicie, a kiedy tylko chcecie porozumieć się ze światem, z Waszych ust wydobywa się dziwny bulgot lub krzyk. Ręce Was nie słuchają, a nogi nie potrafią utrzymać ciężaru Waszego ciała. Ślinicie się, wyglądając przy tym dość nieatrakcyjnie. Czujecie i myślicie, łakniecie kontaktu z człowiekiem, ale nikt Was nie rozumie. Brzmi beznadziejnie, prawda? Co pozwala człowiekowi na życie w zgodzie z własnymi potrzebami, jeśli nie możliwość decydowania o sobie, wyrażania swoich myśli?




U Mateusza zdiagnozowano porażenie mózgowe. Chłopiec był w pełni sprawny intelektualnie, ale brakowało mu "narzędzi", żeby poinformować o tym resztę świata. Wielokrotnie próbował porozumieć się z otoczeniem, jednak wszystko na nic – nikt nie był w stanie go zrozumieć. I tak mijały lata – długie, trudne chwile – spędzone w rodzinnym domu, a potem w ośrodku. 


Czasem jest tak, że chcesz, żeby coś trwało wiecznie.
To była taka chwila.

I pewnie Mateusz były skazany na istnienie bez kontaktu i wewnętrzne przeżywanie każdej chwili, walkę z hormonami, smutkiem. Pewnie byłby skazany na łaskę innych, gdyby nie znalazła się osoba, która rozumie wysyłane przez niego sygnały. Powrót do żywych albo raczej zaistnienie w świecie, który dotąd chłopak mógł jedynie komentować, będzie ogromnym wyzwaniem nie tylko dla młodego mężczyzny, ale również dla osób traktujących do tej pory jak element wyposażenia? Po 27 latach Mateusz przeobraził się z rośliny na człowieka.

Brak recepty


Dziś już wiem, że nie można wypracować sobie sposobu odbierania tego typu powieści – nie ma złotej zasady, brakuje punktu zaczepienia, trudno to ogarnąć. Chce się żyć to taka historia, która wyciska z nas wszystko – zmusza do śmiechu – serio, jest przezabawna! – ale też paraliżuje, zamykając w bańce smutku. Niesamowita.

Główny bohater jest jedyny w swoim rodzaju. Z początku obserwujemy małe, zagubione dziecko, które powoli uświadamia sobie, że jest inne. Potem towarzyszymy nastolatkowi, który musi sobie poradzić z szalejącymi w nim hormonami. W końcu równamy krok z dorosłym mężczyzną, który samodzielnie myśli, jest krytyczny, autoironiczny i świadomy beznadziejności sytuacji, w której trwa – nic nie zapowiadało zmiany. I potem, gdy świat odkrywa Mateusza. 




Niezwykłości tej historii można upatrywać w sposobie narracji. To właśnie główny bohater wprowadzi nas w sytuację, a potem będzie nam towarzyszył w tej przygodzie. Z jednej strony dostajemy świat wewnętrzny wraz z odpowiednim komentarzem odnoszącym się do rzeczywiści, ale z drugiej – zobaczymy rodzinę z niepełnosprawnym dzieckiem, która próbuje poradzić sobie z niełatwym losem. Słyszymy myśli młodego mężczyzny, a spoglądamy na dziwnie bulgoczącego i śliniącego się chłopca. Wstrzymujemy oddech, kiedy na horyzoncie pojawia się szansa, ale obserwujemy tych wszystkich, którzy błędnie interpretują działania Mateusza. Czujemy gniew, zawód, smutek, ale widzimy uśmiechnięte twarze personelu.

Chce się żyć to książka, którą warto przeczytać. Jest niesamowita, niezwykle zabawna, ale też porażająco smutna. Niezwykła opowieść, którą się po prostu czuje.