sobota, 16 września 2017

Jednorazowa akcja?: "Mroczny zaułek" L. Doughty



Siedzę na ławie oskarżonych, słucham tej opowieści i dociera do mnie, że do stworzenia jakiejś historii potrzeba tylko serii faktów, które dadzą się powiązać.



Lubię książki, których akcja toczy się w sądzie, a fabuła opiera się głownie o przerzucane między stronami argumenty, składane pod przysięgą zeznania, sklejanie faktów w jakąś sensowną całość i obalanie teorii, z których większość jest tak prawdopodobna, że trzeba się natrudzić, by dojść do prawdy. Mroczny zaułek to jedna z tych opowieści, która zabiera czytelnika na salę sądową, ale też za kulisy zbrodni. Louise Doughty otwiera przed nami drzwi do ludzkiej tragedii, do których istnieje tylko jeden klucz – miłosne uniesienie.

Coś nowego


Z czym kojarzy się "mroczny zaułek"? Moje pierwsze myśli powędrowały w stronę tytułu innej książki – Mrocznego zakątka (Gillian Flynn). To jednak zupełnie różne historie. Mroczny zaułek kojarzy mi się też z miejscem ukrytym przed wzrokiem, w którym dochodzi do czegoś, do czego dojść nie powinno. Mroczny zaułek to zapowiedź tajemniczych zdarzeń, niewygodnych sekretów i pewnej wiary w to, że to, co zaszło w zaułku, w tym miejscu już pozostanie.



Główna bohaterka powieści to dojrzała kobieta sukcesu - robi karierę naukową. Ma kochającego męża, dwoje dorosłych dzieci i ustabilizowane życie. Yvonne ma marzenia, ambicje, potrzebę samorealizacji i pozycję, na którą długo i wytrwale pracowała. Czy mając w życiu prawie wszystko, można chcieć jeszcze więcej? Jasne, zawsze przecież można powalczyć o coś "dodatkowego", o dreszczyk emocji – przyspieszony oddech, szybsze bicie serca, delikatne mrowienie i obezwładniającą fascynację. Kobieta ulega, poddaje się i oddaje – w pośpiechu, ukradkiem, w całości; choć początkowo – jak to zawsze bywa – wierzyła, że oddzieli codzienność od tej pochłaniającej żądzy. 

Jednorazowa akcja, to wszystko. Nic się nie stało. Epizod. W nauce akceptujemy aberracje. Dopiero gdy zaczynają się powtarzać, zatrzymujemy się i próbujemy odszukać wzorzec.

Dlaczego spotkamy się z naszą bohaterką i jej kochaniem na sali sądowej? Okazuje się, że czasem życie układa się, delikatnie mówiąc, niefortunnie. Yvonne została oskarżona o współudział w morderstwie – sprawa wygląda naprawdę nieciekawie. Z jednej strony mamy gorący romans i ciepłe uczucia, a z drugiej niepewność jutra, zwątpienie i – nie oszukujmy się – dość nieciekawą perspektywę – więzienie. Czy kobieta poukłada sobie wszystko, wyjdzie z tego cało, zaufa, komu trzeba? Przekonajcie się sami.

Dlaczego? Nie wiem...


Książkę chwyciłam z zainteresowaniem i takie też wrażenie towarzyszyło mi przez pierwsze rozdziały – wiecie, ta fascynacja, tajemnica, drżenie i pragnienie... do tego klimat panujący na sali sądowej, sekrety i sekreciki oraz sądy i oceny, które nie wnoszą do sprawy absolutnie nic.

Potem mój zapał ostygł – stan znużenia towarzyszył mi niemalże do końca tej opowieści; nawet nie byłam ciekawa, w jaki sposób dojdzie do ujawnienia pewnych faktów, jak sobie z tym poradzi obrona, oskarżyciel coraz kochankowie. Zainteresował mnie – tak porządnie – jeden fragment, który dotyczył pewne badania przeprowadzonego na małpach (zostało to przytoczone w opowieści przez jednego z prawników) – lubię takie wstawki, a tę przyjęłam ze szczerym entuzjazmem. I chyba tyle dobre.

Książka jest pospolita, żeby nie powiedzieć więcej – nijaka. Nie zaskakuje, nie trzyma w napięciu (takim, które aż skręca w środku z ciekawości), nie bazuje też na wielkich emocjach, choć można uznać, że powinna. Pewne zdarzenia zostały w niej "spłaszczone", a wydaje mi się, że lepiej byłoby je uwypuklić, bowiem były znaczące – inne wiodły prym, choć tak naprawdę nie wnosiły wiele do sprawy. Nieco zachwiane te proporcje... Niemniej historię czyta się bardzo szybko i mimo że wiele do życia nie wniesie – rzekłabym nawet, że prawie nic – to można spędzić z nią kilka wieczorów pod kocykiem z ciepłą herbatką u boku. Dlaczego kilka? Lepiej dawkować sobie tę opowieść, bo "brana na jeden raz" może się okazać wyjątkowo nudną przygodą.

Erotyzm tej opowieści z pewnością jest jej wielką, o ile nie największą zaletą. Czytelnik widzi, w jaki sposób rodzi się gwałtowne uczucie; ma też szansę – bardzo dokładną, bo bohaterka lubi nieco pofilozofować – zajrzeć w głąb Yvonne. Kobieta dzieli się z nami refleksjami, marzeniami, przypuszczeniami i obawami – jesteśmy z nią w zaułku, w łóżku i na sali sądowej, a ona – tego nie szczędzi – krok po krok odkrywa przed czytelnikiem swoje emocje.

Biorąc się za lekturę Mrocznego zaułka, trzeba mieć na uwadze fakt, iż jest to thriller psychologiczny - bardziej psychologiczny niż thriller. Nie znajdziecie tu nagłych zwrotów akcji, ale dokładną analizę zajścia. Nie będziecie mieli okazji do rozwiązania zagadki, ale dostaniecie szansę zrozumienia, dlaczego, jak i po co, skąd i w jaki sposób. Treść podana jest czytelnikowi – co zrozumiałe – w narracji pierwszoosobowej, a bohaterka zwraca się do kochanka. Yvonne opowiada mu o wszystkim – tym, co było, co czuła i jak odnajduje się w zaistniałe sytuacji – teraz, na sali sądowej, gdy na niego patrzy.

Książka, czego dowiadujemy się z okładki, została uznana za megabestseller. Dlaczego? Nie wiem... Historia jest po prostu w porządku i, niestety, nic ponad.

Za możliwość przeczytania Mrocznego zaułka dziękuję Przyjaciółce, a co!