środa, 27 września 2017

Tajemnicza epidemia: "Młody świat" C. Weitz


Ten świat był mydlaną bańką. Bańką w bańce.
Musiał się wykoleić, to była tylko kwestia czasu.



Lubicie postapokaliptyczne klimaty w młodzieżowym wydaniu? Ja lubię – wizje dogorywającego świata przyjmuję zawsze z zaciekawieniem i – trochę wstyd przyznać – z zachwytem. Uwielbiam, kiedy autorzy stawiają swoich bohaterów w trudnych sytuacjach, często nie dając im nadziei na lepsze jutro, a jeszcze częściej na żadne jutro. W sumie nie jest ważny dla mnie sposób, w jaki uśmierca się ludzkość, bo choć to niesamowicie ciekawe zagadnienie, ważniejsze jest moim zdaniem to, co dzieje się potem. A zazwyczaj dzieje się wiele, mocno i intensywnie. Młody świat Chrisa Weitza (reżysera) był dla mnie zaskoczeniem – przyjemnym. Spędziłam z tą historią dwa dni, pochłaniałam ją w autobusie, w poczekalni, w międzyczasie. Takie czytanie "urywkami" a nie na raz, sporo mi dało, bo pozwoliło dawkować emocje oraz, co ważne, podkręcało moją ochotę na poznanie dalszej części losów bohaterów. Młody świat okazał się świetną lekturą, doskonałą rozrywką.


Tylko młodzi

Jakie wizje końca świata kręcą Was najbardziej? Mnie - poza zombie, oczywiście – najbardziej zajmują te historie, które zaczają się jednym wielkim BUM! Ale nie jakimś tam zwykłym wybuchem – to nudne – chodzi o tajemnicze epidemie, które tylnymi drzwiami wkradają się w spokój ludzkości i zbierają żniwo – szybko, bezpardonowo; wszelkie wirusy, tajne bronie biologiczne i tego typu przyczynki Apokalipsy nie znają litości. To podoba mi się najbardziej. Czasem jednak znajdą się tacy, którzy zostali wybrani albo po prostu pominięci w tym ogólnoświatowym umieraniu – będą oni przez jakiś czas walczyć o życie i, być może, odbudują świat, zanim ten ich nie wykończy lub nie zrobią tego we własnym zakresie.



Chris Weitz daje nam świat i... nastolatków – tylko młodzi przeżyli; wyobrażacie sobie taką dawkę szalejących hormonów w jednym miejscu? Wszędzie! – epidemia o bliżej nieokreślonym pochodzeniu skutecznie unicestwia dorosłych i dzieci. Nikt nie wie, dlaczego się tak dzieje; nikt nie potrafi zrozumieć, dlaczego dni nastolatków są policzone, bowiem wraz z wejściem w dorosłość, czeka ich szybki, acz nieprzyjemny koniec.

Świat się nie skończy, dopóki wierzysz, że ma jakąś przyszłość.

W tym nowym świecie, w którym nie ma teraz żadnych zasad, bo przecież wszyscy dorośli, którzy mieli cokolwiek do powiedzenia, nie mają już głosu – młodzi ludzie muszą sami jakoś się zorganizować, nauczyć żyć w nowej rzeczywistości: bez prądu i bieżącej wody, bez internetu!, z kończącymi się zapasami jedzenia i z terminem przydatności do działania – nie ma mowy o hucznym i beztroskim świętowaniu osiemnastki. Co więcej, okazuje się, że odtąd "bzykanie" nie niesie ze sobą żadnych konsekwencji – ciąż nie stwierdzono. Czy w takim klimacie można w ogóle mówi o jakichkolwiek uczuciach? Nastolatki żyją w ciągłym strachu - walczą ze światem i ze sobą; relacje ulegają spłyceniu; każdy chce przeżyć jakoś te chwile, które mu zostały, a że nie ma żadnych zasad...

I mogliby tak umierać, gdyby nie pewien Mózgowiec, który wpada na trop lekarstwa. Nie wypada nie korzystać z takiej możliwości, prawda? Mocno zróżnicowana ekipa wybiera się w ryzykowną podróż, by uratować świat (lub przynajmniej siebie). Odtąd walczą na obcych, nieprzychylnych terenach - z ludźmi, zwierzętami, ze strachem, codziennością i... czasem, przede wszystkim. Czy uda im się ocalić ludzkość? A może opuszczają ciasne, ale własne "gniazdko", by zginąć w mniej przyjemnych okolicznościach? W sumie, ile mają do stracenia?

Intensywnie


Historia jest niezwykle dynamiczna – akcja toczy się szybko, niewiele tu zbędnych zapychaczy, jest ciekawie, a w klimat zaproponowany przez autora wchodzimy płynnie i bez żadnych tarć. Opowieść podzielona jest na dwa głosy – na przemian o losach ludzkości opowiedzą nam Jefferson (dość nieśmiały chłopiec, który pcha się tam, gdzie nie powinien, ale głupio mu się potem wycofać – w końcu ktoś musi zrobić pierwszy krok) oraz Donna, która jest dobrze wyszkoloną, ale nieco wycofaną i zakompleksioną nastolatką. Raz spojrzymy na eskapadę oczyma młodzieńca, by za chwilę wpaść w rozważania dziewczyny, które – co trzeba przyznać - poza typowo nastoletnimi problemami (no, może o typowości trudno mówić w obliczu końca świata, ale jednak) są bardzo często trafne i zmuszające do refleksji nad naszą codziennością. Nie jest nudno, bowiem nasi główni bohaterowie kompletnie się od siebie różnią, a jednak mają coś wspólnego i mają się nieco ku sobie – wątek miłosny będzie, tak, ale nie jest nachalny.

Czego nie uświadczycie? Muszę przyznać, że jak na powieść postapokaliptyczną niewiele tu obrzydliwości. W treści nie znajdziecie raczej dokładnych, przeszywających, paskudnych, mrożących krew w żyłach opisów – owszem, ta cała masakra, która się dzieje, jest zaznaczona, ale autor nie wchodzi zbytnio w szczegóły. To dość lekka wizja – wszystko dzieje się jakby "za kulisami", za które nie mamy wstępu. A jednak pewne rzeczy i sprawy nazwane są tu po imieniu - szczególnie te, które odnoszą się do cielesności. W książce nie znajdziecie opisów aktów seksualnych rodem z Greya, ale dobrze wyjaśnione zjawisko współżycia na nowych zasadach. Poza tym rola kobiety... cóż, to szokuje samo w sobie, tu nie trzeba zagłębiać się w szczegóły.

Z przyjemnością śledzimy losy Donny i jej przyjaciela, a do tego podglądamy ich homoseksualnego kompana, nieco dziwną, bo świetnie wyszkoloną, ale drobną dziewczynę oraz Mózgowca, który stara się "rozgryźć" problem zagłady i wiele innych przy okazji. Z taką mocno zróżnicowaną ekipą można się zżyć, choć przyznaję, że mi się nie udało, nie do końca. Nie zmienia to jednak faktu, że towarzyszyłam im dzielnie, z pewnym przejęciem pędząc krok w krok przez postapokaliptyczne zgliszcza. 

Książka na pewno trafi do fanów tych klimatów – jest ciekawa, a takie nieco odmłodzone spojrzenie, pomaga dostrzec problemy obecnego świata, w którym żyją nastolatki. Odchodzimy od problemów dorosłych, a skupiamy się na tych wszystkich młodych, którym dziś pewnie nie dalibyśmy szansy na przeżycie. A jednak! Młodzi zaskakują i robią swoje, choć wiadomo, że łatwo nie jest.

Książkę polecam szczególnie młodzieży. Nie szokuje opisem obrzydliwości, ale samym faktem, że takie się pojawiają. Nasuwa pewne refleksje – nie można przejść obok poruszonych tematów obojętnie. Uruchamia wyobraźnię - na pewno wielu czytelników postawi się w roli głównych bohaterów (ja tak zawsze robię, świetna zabawa - no i zawsze "ginę" na tych kartach powieści, ale to już inna sprawa) i będzie miało okazję sprawdzić się w postapokaliptycznym survivalu.

Młody świat to dobra, ciekawa, dynamiczna i – co najważniejsze w tego typu literaturze – zmuszająca do refleksji nad kondycją ludzkości książka. A przy tym zapewnia rozrywkę na długo. Mnie się podobało.

Za możliwość sprawdzenia się w tym odmłodzonym świecie dziękuję wydawnictwu


Premiera 27 września.

Co najlepsze? Okazuje się, że będzie to trylogia!  I bardzo dobrze, bo za kończenie akcji w takim miejscu należy się porządne batożenie! Nie mogę się już doczekać kontynuacji i mam szczerą nadzieję, że będzie przynajmniej tak ciekawa, jak pierwszy tom.




Na koniec dodam, że dostałam cudowne gadżety z książkowym motywem! Ależ to była radocha i niespodzianka. Niestety koszulka wpadła w łapy męża (Ty jesteś już na takie za stara – pfff), a puszkę zarekwirowała córa, bo przecież bransoletki trzeba trzymać w ładnym pudełeczku, ale... książka zostaje w moich łapkach, więc wszyscy są zadowoleni :) Wam też domownicy "rozkradają" paczuchy?