piątek, 8 września 2017

Thriller mokry i lepki: "Ocalałe" R. Sager




Szczegóły mają to do siebie, że potrafią odwracać uwagę. Jeśli jest ich zbyt wiele, przesłaniają brutalną prawdę o danym wydarzeniu. Stają się krzykliwym naszyjnikiem zakrywającym bliznę po tracheotomii. 



Kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania Ocalałych nie zastanawiałam się długo – z zapowiedzi wynikało, że książka jest zdecydowanie w moim klimacie; tajemnice, jakaś masakra w tle. Wszystko się zgadzało.

Jak żyć?


Na pewno wiele razy oglądaliście film, który okazał się "relacją" z totalnej masakry. Mamy tu mordercę  bezwzględnego, ciut może nienormalnego (może nawet ciut więcej), który wkracza do akcji niespodziewanie i gasi skutecznie kolejne życia. Takie sceny ociekają czerwienią, w  głowie dudni nam jeszcze przez jakiś czas krzyk ofiar, które ostatkiem sił starają się wyrwać ze szponów porąbanego oprawcy, z nadzieją łapiąc ostatni oddech. Czasem komuś udaje się umknąć, zaszyć w odpowiedniej dziurze  jakimś cudem wychodzi z tego cało  no, prawie, bo ciało to jedno, ale umysł? Zupełnie inna sprawa. 


"Ocalała" to w slangu kinomaniaków bohaterka,
która jako ostatnia dożywa końca filmu. 





Quincy  imię bohaterki, którego nigdy nie zapamiętam, więc taktycznie zerknęłam w treść, żeby nie walnąć jakiegoś okropnego babola  jest jedyną, która wychodzi z takiej okropnej masakry. Dziewczyna powinna się cieszyć  w końcu dostała drugą szansę, może zacząć wszystko od nowa, udało się jej nawet zarobić co nieco na tym "zdarzeniu". Problem polega na tym, że kiedy jednego dnia traci się wszystkich najbliższych przyjaciół, z którymi chwilę wcześniej świętowało się urodziny w przeuroczej chatce w lesie; cóż, życie nigdy już nie będzie takie oczywiste. Wiecie, że może być gorzej? Otóż dziewczyna wskutek szoku (wcale się jej nie dziwię) wyparła ze świadomości zdarzenia, których była uczestniczką. Pamięta naprawdę niewiele, ledwie muskając tylko sedno sprawy. 

Dziewczyna stara się pozbierać po tej tragedii. Każdy radzi sobie z traumą po swojemu, zatem i ona znalazła sposób na życie  prowadzi bloga kulinarnego. Zamyka się w swojej wspaniałej kuchni, udawać przed sobą i resztą świata, że doskonale sobie ze wszystkim radzi. Może i tak było, ale wiecie  licho nie śpi. Quincy będzie musiała przyjąć cios, którego absolutnie się nie spodziewa. 


Dostaniemy dość mętną zawiesinę niepewności, autorka podsuwa nam pytania, na które wcale nie tak prosto udzielić odpowiedzi. Czy można rzucić się w objęcia śmierci, kiedy wcześniej tak uparcie walczyło się o ten jeden, płytki, ostatni oddech? Postawienie się w roli takiej Ocalałej to prawdziwe wyzwanie  nawet dla czytelnika o mocnych nerwach. No i druga sprawa, która nie dawała mi spokoju podczas lektury tej książki: czy faktycznie wspólne doświadczenia zbliżają, budując więzi na tyle mocne, że wydają się ostateczne? 

Powieść mokra i lepka


Kiedy myślę o tej książce, widzę czerwoną sukienkę. Ten obraz prześladuje  mnie od jakiegoś czasu, ponieważ tak dosadnie odzwierciedla to, co musiała przeżyć Quincy. Nie jest ważne to, że jej ciało pokrywają zadrapania, że tu czy tam zdarła sobie skórę, nie liczy się też jej krzyk i szaleństwo mącące zmysły, ale właśnie ta czerwona sukienka  mokra, lepka, nasączona krwią.

Bardzo podoba mi się motyw utraty pamięci lub  zależy, z której strony na to spojrzeć  kompletnego wyparcia pewnych zdarzeń. W sumie, kiedy autorka podaje nam taką bohaterkę na tacy, nie możemy mieć pewności, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę. Co więcej  nie  wiemy nawet, czy Ocalała sama nie zdecydowała się wykończyć przyjaciół i zasłonić niepamięcią. To ciekawa kwestia, która będzie się przewijać podczas przesłuchań i która uruchamia w czytelniku potrzebę poznania prawdy  zapewniam Was, że będziecie wałkować te sceny z uporem godnym najlepszego detektywa, bo to po prostu wciąga! Może uda się Wam dotrzeć do prawdy, zanim będzie za późno i wszystko, co mieliście tak pięknie wytłuszczone, wyślizgnie się z dłoni? Przyznaję, że nie odkryłam prawdy, chociaż chomiczek w główce zapierdzielał na pełnych obrotach.

Bohaterowie (poza mężem Quincy  ten jest jakiś taki nieobecny i ogólnie ciapowaty) są świetnie skonstruowani  aż chce się im towarzyszyć w tej przeprawie, odkrywać ich sekrety i... tak, mamią nas i zwodzą na każdym kroku, a do tego każdy we właściwy sobie sposób. Z pewnym przejęciem podejmujemy grę  nie znamy stawki, bo długo nie wiemy, co nam grozi; nie dostaliśmy reguł, według których możemy działać i  co chyba najsmutniejsze  nie wiemy, jaka czeka na nas nagroda. Warto walczyć o niewiadomą?

Chcielibyśmy poznać prawdę, więc dostajemy ku temu okazję  narrator wszechwiedzący malowniczo  i dokładnie przedstawi nam zdarzenia z "wtedy". Wejdziemy do wspaniałej chatki Pine Cottage, wypijemy co nieco, rozejrzymy się wokół, uściśniemy przyjaciela, z radością zaplanujemy to i owo. Tak, to miał być piękny czas, wspaniały wyjazd i niezapomniana noc. Z pewnością nie sposób o niej zapomnieć! Narrator przeprowadzi nas przez tę opowieść, podsunie ten czy inny trop. My spokojnie rozejrzymy się wejdziemy w tę opowieść i... może uda nam się odkryć prawdę?

To jednak nie wszystko. Zdarzenia, które miały miejsce dawno temu w lesie, znacząco (co zrozumiałe) rzutują na życie  główne bohaterki, która musi się odnaleźć "teraz". Quincy, zwracając się bezpośrednio do czytelnika, spróbuje przeżyć raz jeszcze  niebezpieczeństwo jest bliżej, niż myśli. Czy kobieta ogarnie się w porę, by dać sobie szansę na przeżycie?

Ocalałe to jeden z tych thrillerów, których się nie czyta  je się po prostu połyka. Praktycznie każdy rozdział to jakiś krok do przodu, kolejny mały sekret, następne strzępki niejasnych informacji. Akcja toczy się dynamicznie; do tego prosta forma i voilà  wchodzi z prędkością światła! Trudno odłożyć tę książkę, kiedy wiemy, że autorka się z nami tak nieładnie zabawia, a nasi bohaterowie czekają na ratunek bądź rozgrzeszenie  czekają i wołają, drą te czerwone sukienki, krzyczą każdej nocy i pozostawiają nas z pytaniami, na które jak najszybciej chcielibyśmy odpowiedzieć.

Moja rada: zarezerwujcie sobie początek lutego już teraz, bo będzie się działo!