czwartek, 28 września 2017

"Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego" Samir




Jak większości tutejszych rodziców mojej mamie wystarcza do szczęścia to, że mnie nie aresztowano ani nie zabito i że bezpiecznie wróciłem do domu.

O rety, co to za książka? Zapiski z Rakki. Ucieczka z Państwa Islamskiego autorstwa Samira (Syryjczyka, który posługuje się tym pseudonimem) to historia, która po prostu miażdży. I na tym mogłabym skończyć, ale chcę dać Wam coś więcej, zachęcić jakoś – mam nadzieję, że mi się uda – do przeczytania tej złożonej z urywków codzienności opowieści. Zapiski... robią piorunujące wrażenie, ale... od początku.

Świat Samira


Samir mieszkał z rodziną w Rakce. Wiódł początkowo normalne życie: kochał, smucił, uczył i pracował jak każdy inny człowiek. Był po prostu  młodym mężczyzną, który właściwie niczym się nie wyróżniał w niczym niewyróżniającym się świecie.



Dlaczego Samir? Odpowiedź jest tak prosta, że aż boli...  Młody Syryjczyk narażając swoje życie (oraz swoich bliskich) postanowił zdać światu relację z tego, co dzieje się w Rakce; posługując się pseudonimem, dzieli z zagranicą swoimi emocjami, opowiada o sytuacji pospolitych mieszkańców miasteczka. Nie oszczędza czytelnika, nie pozostawia chwili na złapanie oddechu, ale ciągnie nas do świata zdziczałego, niewyobrażalnie podłego i zniewolonego – to świat pełen strachu, niesprawiedliwości, absurdu.

Samir mówi o miłości, smutku, rodzinie. Jego zapiski są pełne refleksji, bije z nich niedowierzanie, przesiąknięte są strachem o siebie i bliskich oraz żalem po stracie przyjaciół (wielu zostało "eliminowanych dla dobre państwa"), żalem nad swoim losem i nad losem całego państwa – ukochanego, wspaniałego, które zajmuje ogromną część jego serca.

Świat Samira pełen jest zła – zabijanie (krzyżowanie, skracanie o głowę, kamienowanie) jest tu na porządku dziennym.  To porażające, że teraz – ludzie, mamy XXI – człowiek może być takim barbarzyńcą. Przeraża również fakt, że ci, którzy zostali stłamszeni, mają tak niewiele do powiedzenia i właściwie żadnej szansy na wydostanie się spod władzy Państwa Islamskiego. Nic – nawet religia, która przecież była dla Syryjczyków stałym punktem odniesienia – nie jest teraz pewne, za wszystko można dostać kulkę w łeb, każdy ruch spotyka się z ciągłą obserwacja. Kiedy niczego na ciebie nie mają – coś na pewno wymyślą. Z  władzą się nie dyskutuje. Ludzi pozbawia się pracy, zabrania korzystania z telefonów komórkowych i z kontaktowania się ze światem w ogóle. To karalne, ale tu winy się nie udowadnia – wystarczą podejrzenia, podszept nieprzyjemnego sąsiada czy niezrozumienie. Jak żyć w takim wyizolowanym przez Daisz miejscu?

To się dzieje


Samir opowie nam o takich sytuacjach, które trudno jakoś nam, Polakom, umiejscowić w swojej codzienności. To po prostu niewyobrażalne, ciężkie i trudne. Czytając tę książkę, ma się nadzieję, że to się nie dzieje naprawdę, zaraz obok – chciałoby się usunąć ten cały ból, strach, dać tym ludziom nadzieję i siłę do walki. Mogę śmiało przyznać, że książka jest tak dobrze napisana – szczera, bezpardonowa, niekombinowana – że po prostu wchodząc w świat Samira, czujemy jego ból. To miażdży, nie daje spokoju, bo możemy się tylko przyglądać... co więcej możemy my, tacy zwykli ludzie? A co mogą zrobić oni – wciąż pod ostrzałem, nieustannie zastraszani, w obliczu śmierci, w nieustającym stanie zagrożenia? Samir udowadnia, że coś można, ale... ech, kiedy poznacie już jego drogę i zmierzycie się z tymi wszystkimi emocjami, zrozumiecie, że to wcale nie takie proste.

Zapiski z Rakki... to zbiór krótkich urywków rzeczywistości. Historię poznajemy z punktu widzenia Samira – mężczyzna relacjonuje na wszystko, co widział, z czym musiał się zmierzyć, czego doświadczył on i jego przyjaciele, jak to się wszystko – reżim – odbiło na rodzinie jego i na innych pospolitych rodzinach. To opowieść, która biegnie czasem chaotycznie, a jednak z rozmysłem. Opowieść będąca jakby dziennikiem, a jednak poza osobistymi refleksjami znajdziemy tu również ogólne, skondensowane spojrzenie na sytuację Syryjczyków.



Książka jest wspaniale wydana.  Dawno nie trzymałam w rękach takiego "cacka". Pomijam twardą oprawę czy minimalistyczną okładkę (strzał w 10!), ale opowiem Wam o ilustracjach. Scott Coello stworzył jakby odrębną, ale odnoszącą się do treści opowieść, którą przekazał obrazem. Jakoś niespecjalnie przepadam za tym stylem ilustrowania, ale te dzieła robią ogromne wrażenie i doskonale wpasowują się w ogólny klimat Zapisków z Rakki. Z obrazów można wyczyta wszystko – niepokój, smutek, żal, strach – działają na wyobraźnię, a przy tym mają w sobie to coś, co zmusza nas do zatrzymania się przy nich na dłużej – powolnego chłonięcia każdego szczegółu, rozkładu całości na części pierwszej i złożenia kawałków w spójną całość. To proste ilustracje, ale czasem właśnie taka proposta jest najbardziej wymowna i pozostawia w nas coś więcej.

I chyba tyle wystarczy, mam nadzieję, że wystarczy. Po prostu przeczytajcie opowieść Samira, który zaryzykował wszystko, by podzielić się nią ze światem.