czwartek, 26 października 2017

Autorski Przysłówek – Janusz Lasgórski



Gotowi na Autorski Przysłówek? W roli głównej autor cyklu Piętno Pielgrzyma – Janusz Lasgórski 


Czas na coś, czego jeszcze na blogu na blogu nie było! "Autorski Przysłówek" to nowy cykl, który opiera się na wywiadach z pisarzami. Sama uwielbiam je czytać, bo zawsze to miło poznać autora z nieco innej strony. Nie mogłam sobie zatem odmówić tej przyjemności i już dziś zapraszam Was do lektury wywiadu z Januszem Lasgórskim, autorem cyklu w fantastycznym klimacie. Słyszeliście już o Piętnie Pielgrzyma?
Czemu "Przysłówek"? Autorowi zadałam cztery pytania: Jak? Gdzie? Kiedy? Dlaczego? Ni mniej, ni więcej. A co z tego wyszło? Sprawdźcie koniecznie!


Autorski Przysłówek – wywiad z Januszem Lasgórskim



Jak zaczęła się Pana przygoda z pisaniem?
Efekty pierwszych prób napisania powieści, jeszcze w szkole podstawowej, oceniała moja mama nieświadoma „twórczych” męczarni syna. Komentarz: „no i po cóż przepisujesz te książki?” był dla mnie nie lada pochwałą.
W pierwszej klasie liceum… pomyślałem już o napisaniu i wydaniu własnej powieści na poważnie. Czytanie książek i pisanie (ołówkiem w zeszycie) kosztem nauki obowiązkowej odbiło się, niestety, na ocenach. Rodzice nie byli zadowoleni. O jakości mojego „dzieła” nie wspomnę. Okazało się, że umiejętności nabyte w szkole nie wystarczą nawet na poprawne napisanie prologu własnej powieści.
Może to banalne stwierdzenie, ale żeby pisać, wpierw należy opanować sztukę sprawnego stawiania znaków pisarskich, wyrazów i w miarę poprawnego zapisywania zdań. Przelewanie myśli na papier przychodzi wtedy łatwiej, o ile nie jest tego podstawowym warunkiem.
Po wielu latach powróciłem do marzeń z dzieciństwa. Jak to zwykle bywa, zaczęło się od pracy zarobkowej. Przez wiele lat pisałem (a głównie przepisywałem i robiłem korektę sugerowaną przez program worda, a także formatowanie tekstów na poziomie podstawowym) nieraz po kilka godzin dziennie w firmie rodzinnej. Wtedy (z górą dwadzieścia lat temu) większość studentów prace dyplomowe pisała odręcznie, więc chętnych było co niemiara. Najłatwiejsze zlecenia polegały na przepisaniu zaznaczonych fragmentów książek i druków, których pokaźny stos dostarczał mi student z prośbą o zmianę formy zdań na bezosobową i połączeniu wszystkiego kilku zgrabnymi zdaniami. Pisałem i kasowałem należność. Doszedłem do wniosku, że aby wybrać i zaznaczyć potrzebne fragmenty, zleceniodawca również musiał się solidnie napracować. Przepisałem w sumie kilkaset prac dyplomowych z różnych dziedzin nauki, w tym większość prac licencjackich i magisterskich. Znalazły się też dwie doktorskie, sporo trudnych fragmentów podręczników szkolnych, a nawet kilka opowiadań i jedna powieść liczącą, jeśli dobrze pamiętam, ponad tysiąc stron.
To wtedy wpadłem w nałóg… pisania. Motywacji do napisania własnej powieści nie musiałem szukać. Treść kupowanych i wypożyczanych książek przestała mi odpowiadać. Chciałem stworzyć coś własnego. I tak to się zaczęło.



Gdzie szukał Pan inspiracji?
Nie szukałem? Nie znam tego problemu. Inspiracje są wszędzie, one po prostu były, same dotarły do mnie, znalazły mnie, zmusiły do pisania właśnie tego rodzaju prozy i w ten sposób, może nieco odmienny od ogólnie przyjętego, ale bez udziwnień. Oczywiście nachodziły mnie także chwile zniechęcenia, niekiedy miałem naprawdę wszystkiego powyżej, ale tylko na krótko! Piszę, bo lubię!
Samymi chęciami jednak nie da się niczego dokonać. Musiałem sięgnąć po wiedzę i opanować podstawowe umiejętności w tworzeniu tekstu. Żeby inspiracje do mnie dotarły, zadbałem o to, by mieć pod ręką ich źródło. W moim przypadku najlepszym było i nadal jest samo życie (nie mylić z żadną publikacją, ani innym „dziełem” pod tym tytułem) połączone z potrzebą sprzeciwu wobec istniejącego stanu rzeczy. Poza tym bardzo pomocna okazała się mała, ale własna biblioteczka, biblioteka miejska, gminna i szkolna na każdym szczeblu nauki. I co ważne, żeby nie pisać bzdur, konieczne było zawarcie bliższej znajomości z książkami popularnonaukowymi. Przed rozpoczęciem powieści przeczytałem ich… dużo. Jeszcze dziś mam około setki, z którymi trudno się rozstać.
Programów telewizyjnych o tematyce popularnonaukowej również staram się nie przegapić, ale podchodzę do prezentowanej w nich wiedzy z wielką rezerwą. Jest często nieprecyzyjna, a w swej wymowie, z chęci zwiększenia oglądalności, goni za sensacją. Na czas emitowania ogłupiających reklam wyłączam dźwięk i wykorzystuję przerwy na zaparzenie dobrej herbaty, kawy lub sięgnięcie do lodówki po przekąskę. Gorąco polecam tę metodę, choć przy obecnym poziomie medialnego bełkotu stosowanie jej z nadmiernym zaangażowaniem grozi przekarmieniem i w efekcie niepożądaną nadwagą.

Odwiedź profil autora

Kiedy pisał Pan swoją powieść?
Praktycznie całą dobę i od wielu, wielu lat. Trudno wymienić jakąś szczególną, ulubioną  porę dnia. W pisaniu powieści każda minuta wolnego czasu jest bezcenna. Zyskuję go dzięki pewnym nietypowym cechom charakteru, które choć nie są powszechnie akceptowane, dla mnie są oczywiste i niezbędne do sensownego funkcjonowania. Staram się wcielać w życie stwierdzenie Czesława Miłosza:
Jeśli ktoś poważnie odnosi się do swojego powołania powinien wiedzieć, że obowiązuje go ścisła zasada hierarchii, która polega na odrzucaniu wszystkiego, co jest poniżej najwyższych wymagań, to znaczy tego, co dla naszej intuicji ma cechy wartości pozornych, tandetnych.
Zrazu jego słowa wydały mi się zarozumiałe, opinia przesadzona i zbyt mocno ograniczająca, ale po głębszym zastanowieniu, a przede wszystkim po sprawdzeniu tej maksymy w praktyce, przyznałem autorowi rację.
Wiele aspektów życia, powszechnie dziś promowanego wzorca obywatela ludzkiej społeczności (człowieka tzw. kulturalnego) po prostu odrzucam lub pomijam. Nie akceptuję żadnych form rozrywki zażywanej wyłącznie dla samej frajdy nic nie robienia i pustej radości z niczego, nie rozumiem stwierdzenia „idę się zabawić”, bo jest impreza. Aby się cieszyć, muszę mieć ważny powód, bo z samego faktu istnienia, życia na Ziemi, potrafią cieszyć się nawet zwierzęta. A co najważniejsze, nie rozumiem i nie czerpię przyjemności z ogłupiania się za własne pieniądze. Wielogodzinne nasiadówki i gadanie o niczym uważam za stratę czasu, podobnie jak poświęcanie zbytniej uwagi jedzeniu i celebrowanie byle okazji. Uczestniczenie w wyścigu szczurów, we wszelkiego rodzaju igrzyskach pt. „kto lepszy”, mija się z celem, bo wtedy najważniejsze stają się opinie wątpliwych autorytetów i poklask przypadkowego tłumu widzów, a nie wartość tworzonego dzieła. Tylko dzięki takiemu podejściu do życia zyskałem czas na pisanie i rozwijanie własnych zainteresowań. Staram się go wykorzystać jak najlepiej.
Zawsze mam pod ręką notatnik, podczas czytania, oglądania telewizji (czasem mi się zdarza), a nawet podczas pracy i odprężającego spaceru w lesie. Kiedy coś interesującego przeczytam, usłyszę, zobaczę, czy nagle skojarzę odległe fakty, a uznam to za godne uwagi i przydatne w powieści, zapisuję w skrócie poznane fakty, źródło czy wiedzę do sprawdzenia. W nocy nie zasnę, dopóki nie zapiszę czegoś ważnego, co akurat przyszło mi do głowy. Z tych luźnych, naprędce skleconych notatek, wiadomości, prognoz i przepowiedni nawet kilka razy w ciągu dnia tworzę schemat treści lub tylko oprawy wątków, nieraz zaledwie kilka zdań, dopasowanych do ich głównych idei. Zwykle ten szablon nabiera sensu, ładu i składu dopiero po kilku dniach korekt, które staram się wykonywać systematycznie, ale rzadko mi się to udaje. Dopracowanie tekstu następuje koniecznie w godzinach rannych, bo tylko wtedy potrafię wychwycić większość bzdur, nielogiczności, niepoprawnych, zbędnych słów i powtórzeń. Bywa, że wywalam wszystko do kosza.

Zerknij na stronę

Dlaczego właśnie ten klimat?
Dlaczego wybrałem fantastykę naukową powiązaną z najbliższą przyszłością naszego świata? Na to pytanie wyczerpująco odpowiedziałem już we wcześniejszych wywiadach. Niewiele mam do dodania. Poza tym chyba już przekroczyłem dzienny limit mędrkowania. Przytoczę tylko kilka zdań:
„Nie miałem większego wyboru. Fantastyka naukowa to jedyny gatunek, który pozwala oderwać się od ponurej rzeczywistości, a jednocześnie być z nią w nieustannym kontakcie, traktować dzień dzisiejszy jako czas i miejsce startu, pozwala planować lepszą przyszłość, eksperymentować i podpatrywać efekty działań, wytyczać drogę i zmieniać. A przynajmniej proponować kierunki zmian.
Wyławianie z teraźniejszości wszystkiego co złe, tworzenie z tego tragicznych, katastroficznych, sensacyjnych i pikantnych opowiastek… Ekscytowanie się cierpieniem innego człowieka, tworzenie fabularnych opowieści z brudów naszej cywilizacji, z tragedii innych ludzi, a na dodatek ubarwianie ich z artystycznym kunsztem i serwowanie młodemu pokoleniu w formie rozrywki, nie leży w moim zwyczaju…”
Więcej m.in. na: Okiem MK oraz Subiektywnie o książkach.



Kochani, recenzje dwóch tomów Piętna Pielgrzyma możecie przeczytać na blogu: Zbuntowani (tom 1) i Naznaczona (tom 2). Dobra wiadomość: tom trzeci w przygotowaniu! Nie mogę się doczekać.
Mam nadzieję, że miło spędziliście czas i dowiedzieliście się czegoś nowego o autorze, a może dopiero mieliście okazję go poznać? Daliście się zaskoczyć? Dajcie znać :)