niedziela, 15 października 2017

Trup w szafie: "Wszystkie pory uczuć. Jesień" M. Majcher




Każdy z nas ma jakąś przeszłość, nie bierzemy się w życiu drugiego człowieka znikąd.



Po książki Magdaleny Majcher sięgam zawsze chętnie i bez żadnych obaw. Poprzednie dwie historie – Stan nie!błogosławiony oraz Matka mojej córki – zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie, ponieważ to wartościowe powieści, które wyzwoliły we mnie multum emocji. Autorka zdecydowanie uderza w ciężkie tony, biorąc na tapet sprawy, zachowania i problemy, których nie można jednoznacznie ocenić. To lubię najbardziej, bo przecież świat nie jest ani tylko czarny, ani jedynie biały, ale szary właśnie. Dziś opowiem Wam o kolejnej książce autorstwa Magdaleny Majcher – Wszystkie pory uczuć. Jesień to kolejna powieść, którą autorka udowadnia, że życie bywa niesamowicie przewrotne, a przy tym wcale nie takie proste, jakim chcielibyśmy je widzieć. 


Trup w szafie



Ludzie odchodzą. Zostawiają nas na tym świecie często po długiej walce, po wielu latach, które spędziliśmy razem z nimi, ale czasem już po kilku chwilach, bez ostrzeżenia. Próbujemy upatrywać sensu w tragedii, ale nie oszukujmy się – to wcale nie jest łatwe i właściwie nigdy nie potrafimy sobie wytłumaczyć, że tak musiało być i że nic nie możemy na to poradzić. Wszelkie próby odsunięcia od siebie przykrego poczucia straty trafiają na wcale niepodatny grunt, bo jak zapomnieć, skoro kochało się całym sercem? Pamięć o zmarłych jest oczywista, jednak czasem zapominamy o tym, że wciąż są przy nas żywi, że przed nami jeszcze wiele dobrych, choć z pewnością innych chwil.




Minęło już dwadzieścia lat, odkąd on stracił żonę, ale też od kiedy nowa miłość zagościła w jego sercu. Andrzej przez ten czas nie potrafi "pozbyć się" wspomnienia Kasi, która zaraz po ślubie zginęła w tragicznym wypadku. Hania przystaje na życie z widmem byłej żony, które towarzyszy jej każdego dnia; codziennie porównywana do zmarłej (nawet w chwilach szczególnie intymnych) powoli zapada się w sobie i zaczyna czuć się niekochana, ale czy kiedykolwiek miała poczucie spełnienia w miłości?

Wspaniałomyślnie zgodziła się, aby w łóżku i w życiu byli we troje – on, ona i tragicznie zmarła pierwsza żona. To wcale nie była wysoka cena za bajkę o Kopciuszku, której odtąd nie musiała już oglądać w kiepskiej jakości odbiorniku, gdyż stała się ona motywem przewodnim jej życia.

Kobieta wychowała się w domu dziecka, zatem nic dziwnego, że rodzina stanowi dla niej główny punkt zaczepienia w życiu, ale... no właśnie! Jak długo można "odkładać siebie na później"? Hanna poświęciła swoje życie mężowi, który wciąż kocha inną i nie potrafi pogodzić się z jej stratą, oraz nastoletniej córce, która – jak to z nastolatkami bywa – przechodzi trudne chwile w liceum. Powiem Wam jedynie, że ta jesień – piękna, barwna, ciepła – będzie czasem totalnej rewolucji w życiu Hani i jej bliskich.

Poza głównym wątkiem – trudną do oceny sytuacją małżeńską – dostajemy też inne: problem internetowego zastraszania, sprawę akceptowania rodziców wraz z ich "dziwnościami", kobietę, która nie zna swojej wartości, toteż pcha się w nieodpowiednie ramiona oraz – co ważne – znaczenie korzeni (pochodzenia) w życiu każdego człowieka. Magdalena Majcher zabiera nas w ciekawą podróż do przeszłości, która zawsze – w większym lub mniejszym stopniu – będzie miała znaczenie dla tu i teraz.

To takie typowe. Ludzie nigdy nie żyją obecną chwilą, uważają, że po drugiej stronie płotu trawa jest bardziej zielona, a w przeszłości zawsze byli bardziej szczęśliwi.

Dobrze napisane


Tak się przyjęło, że to wiosna sprzyja "odrodzeniu". Kiedy przyroda budzi się do życia, dni stają się dłuższe i cieplejsze, nam też zaczyna się chcieć – wiosną pragniemy więcej, możemy lepiej, chcemy działać.

Magdalena Majcher trochę nas zaskakuje, bo to nie wiosnę, ale właśnie jesień uczyniła punktem zwrotnym w życiu rodziny Szydłowskich oraz ich przyjaciół. Czas lecących z drzew kasztanów, chodników wyścielonych barwnymi liśćmi i nagłych załamań pogody nie kojarzy nam się z okresem, kiedy można zmienić swoje życie. A jednak! W tym jeszcze ciepłym klimacie, wśród szelestu papieru (tu nie zdradzę Wam więcej) budzi się do życia nowa kobieta.

Książka jest bardzo dobrze napisana. Magdalena Majcher ma lekki styl, pisze bardzo emocjonalnie i podsuwa nam do przemyślenia tematykę niełatwą, ale robi to z pewną subtelnością. Co prawda ta historia nie wywołała we mnie tak sprzecznych uczuć, jak zrobiły to poprzednie powieści autorki, a jednak przeczytałam ją z ciekawością i przyjemnością. Zakończenie robi wrażenie, a do tego doskonale zazębia wszystkie występujące we Wszystkich porach... wątki. 

Książkę można spokojnie polecić do poczytania właśnie jesienią, czemu sprzyja i odpowiednia aura, i nieco dłuższe noce. To ciepła, choć poruszająca trudne sprawy opowieść, która jednak przywraca wiarę w miłość oraz sprawiedliwość. Kochane, ciepły koc, gorąca herbata, wieczór i Wszystkie pory uczuć. Jesień. Koniecznie.