wtorek, 24 października 2017

Zapowiedź "Tami z krainy pięknych koni" Tom III: Magiczna Kapadoclandia


Pod Patronatem Medialnym
Matki Puchatki



Kochani, jest mi bardzo miło ogłosić, że mój blog objął patronatem medialnym trzecią część przygód niezwykłej dziewczynki. Historia Tami z krainy pięknych koni autorstwa Renaty Klamerus zdobyła moje serce od razu, ale ważniejsze, że tę baśń pokochała moja pięcioletnia córka, której świecą się oczka na samo wspomnienie przygód jej literackiej koleżanki. Dlaczego koleżanki? Tami jest taką bohaterką, którą można polubić, co więcej – dzieci mogą się z nią śmiało utożsamiać. Dziewczynka, co prawda, żyje w realnym świecie: ma rodzinę, chodzi do szkoły, bierze udział w konkursach, zdobywa wiedzę, a jednak jej codzienności towarzyszy potężna dawka magii!



Na zachętę fragment pierwszego rozdziału

Rozdział pierwszy


Znów minął rok


Babcia Fuoco siedziała na dywanie i próbowała znaleźć na obręczach ten fragment, na którym widać ją w młodości. Nie mogła się nadziwić, co to za urządzenie, które nie jest kinem – które nie jest niczym, co do tej pory poznała. W trakcie emisji mogła podchodzić do postaci, stawać przed nimi, bądź za nimi. I kiedy tak przeglądała znaleziony fragment, stwierdziła, patrząc na hologram swojej osoby, że była całkiem ładną, młodą dziewczyną. Rozrzewniła się, widząc pomieszczenia pałacu sułtana, ten przepych, te piękne tkaniny, dywany, piękne ozdoby, zarówno te upiększające mieszkania, jak i te zdobiące kobiety oraz mężczyzn. Ile to czasu minęło – myślała. Ten świat już odszedł, już go nie ma od tak dawna, a ja wciąż żyję.

Teraz zrozumiała, dlaczego Dyrekcja nie chciała zgodzić się na wypożyczenie tych obręczy. To rzeczywiście było ogromne przeżycie. Babcia poczuła skurcz w krtani i zaczęła kaszleć. Mogłaby tak siedzieć i w nieskończoność przewijać obrazy, naciskając i przesuwając rubinowe pokrętła. Na obręczach zapisane były wszystkie dni jej życia. Nigdy nie przypuszczała, że dane jej będzie wrócić na chwilę do czasów młodości, której najbardziej było jej żal, ale fascynowało ją też to bogactwo, które aż kłuło w oczy, te suknie haftowane złotą nicią, cekinami, koralikami, te atłasy, tiule, koronki, żakardy. Te zausznice, bransolety, broszki, haftowane paski z ozdobnymi klamrami. Pamiętała to wszystko, przypominały się jej komnaty, dziewczyny i ten przepych. Chodziła między emitowanymi postaciami, zaglądała im w oczy, zaglądała do talerzy, które niosły, ale kiedy próbowała je dotknąć, ręka przechodziła jak przez mgłę. Nagle przyszło jej do głowy, że jej życie mogło wyglądać zupełnie inaczej. Wyjechała z Hiszpanii jako bardzo młoda dziewczyna. Musiała przyznać, że był to akt wielkiej odwagi. Ta decyzja zmieniła jej życie, a ona już nigdy nie wróciła w rodzinne strony. Jaka cenę zapłaciła za tę decyzję? Nie założyła rodziny, nie miała męża, nie ma dzieci, a jej życie nadal byłoby puste… gdyby nie Tami. To dziecko było teraz sensem jej życia.

Żałowała, że nie była z nią od jej urodzenia, ale dziękuje Bogu i Dyrekcji, że sprawy tak się ułożyły. To dla tej małej wypiła jeszcze naparstek wody ze źródła Norn, chce być przy niej, chce widzieć, jak rozwija swój talent, jaką jest pociechą dla spracowanych rodziców. Kochała to dziecko tak bardzo, że dla niej skłonna byłaby zrobić wszystko, ponieść każdą ofiarę. Wiedziała, że Tami też ją kocha.

To w gruncie rzeczy jej spontaniczna decyzja sprawiła, że jako babcia Fuoco znalazła dom u państwa Suremalk.

Przewijała obrazy na obręczach, cały czas obserwując okres swego pobytu w pałacu sułtana. Oglądała też sceny, które nie dotyczyły jej bezpośrednio. Skoro Dyrekcja obserwuje cały świat, to ja też mogę pomyszkować trochę dzięki tym obręczom.

Zajrzała do komnat, gdzie niewolnice układały rzeczy na swoje miejsce, zajrzała do kuchni – wielkiej i przestronnej, gdzie przygotowywano pyszne potrawy. Niektóre do dziś nie zmieniły smaku, co znaczyło, że receptura została zachowana. Wędrując tak po pałacu, dzięki niezwykłym obręczom, zauważyła mężczyzn przemykających korytarzami. Jeden wydał się babci podejrzany.

On nie powinien tu być! Otwierał właśnie drzwi do sypialni sułtana, więc Ingrid, czyli młoda babcia Fuoco, postanowiła mu się przyjrzeć. Podążała za nim. I nagle… co to


Fragment pierwszego rozdziału trzeciego tomu baśni pochodzi ze strony autorki: Zerknijcie




Moi Drodzy, jestem już po lekturze książki - córa jeszcze nie zna dalszych losów Tami – i mogę Wam śmiało polecić tę kontynuację. To wspaniała historia: mądra, wartościowa i krzepiąca, pełna zwrotów akcji, refleksji i barw. Przede wszystkim jednak to opowieść, której odbiór nie sprawi Waszym pociechom problemów – jest przemyślana i dostosowana do zdolności poznawczych dziecka, odwołuje się do jego doświadczeń. Wiadomo, że im maluch mniejszy, tym więcej będzie trzeba wyjaśniać, ale książki Renaty Klamerus można czytać już pięciolatkom. Wiem to – moja córka uwielbia chwile, które poświęcamy tej opowieści. Opowieść była też "wypróbowana" na dziesięciolatce i, jednym słowem, zachwyt! Tu nasuwa mi się pytanie: Czy można stworzyć baśń uniwersalną, taką, przy której i maluch, i uczeń, i nawet rodzic będzie się dobrze bawił? Renata Klamerus udowadnia, że owszem – wszystko jest możliwe.

Zanim jednak weźmiecie się za część trzecią, proponuję zacząć od początku. Autorka zachowała ciągłość historii. Warto poznać małą Tami, która odkrywa Magiczną Kapadoclandię, by w kolejnych tomach zaobserwować, jak dziewczynka zmienia się, dorasta.


Zobacz kolory magii: Tom I – Tami z krainy pięknych koni


Przeczytaj recenzję: Tom II – Tami z krainy pięknych koni. Tami z Kapadoclandii

Magiczne, ale nowoczesne, pozornie realne, barwne i wartościowe literackie obrazy. No i pięknie, klimatycznie wydane! Już wkrótce na blogu pojawi się recenzja trzeciego tomu przygód (już nie takiej) małej Tami. Wspólnie poszukamy magii w codzienności.

Trzeci tom ukaże się już wkrótce nakładem wydawnictwa Novae Res. Mam nadzieję, że dacie się namówić na tę niezwykłą wyprawę.