sobota, 18 listopada 2017

Ciepełko z humorem: "Lilka i spółka" M. Witkiewicz


Temat: Jak wnerwić ciotkę, czyli sposoby na niegrzeczność.



Jakiś czas temu przysiadłyśmy do lektury wznowionych książek autorstwa Magdaleny Witkiewicz. Lilka i spółka oraz Lilka i wielka afera to historie, które przeczytałyśmy z przyjemnością, choć z racji braku czasu zajęło nam to ciut dłużej, niż początkowo planowałam. Zastanawiałam się, czy nie przeczytać tych książek bez dziecka, ale nie wyszło – córka stwierdziła, że mi nie odpuści, więc strona po stronie razem poznawałyśmy te opowieści; powoli, ale systematycznie. 



Kolejny raz wydawnictwo Od deski do deski wraz z Pocztą Książkową sprawiło nam ogromną radochę. Tak zapakowane książki cieszą oko, a otwieranie fikuśnego pudełka, które skrywa małe skarby, jest doskonałą zabawą. Córa stwierdziła, że to jak rozbrajanie urodzinowego prezentu.


I tym optymistycznym akcentem rozpoczęła się nasza przygoda z małą Lilką, jej wyjątkowo sympatyczną rodzinką i tajemnicami, które okazały się dla małej czytelniczki intrygujące.




Co się rodzi w małej główce?


Dzieci to takie podejrzliwe istoty, które wszędzie zwietrzą podstęp – nawet jeśli go tam nie ma. Wyobraźnia maluchów jest nieograniczona, a pracujące na pełnych obrotach małe główki potrafią sklecić z kilku luźnych faktów i gdzieś zasłyszanych informacji zaskakującą intrygę. Czasem to, co dla dorosłych jest oczywiste i na porządku dziennym, dla dzieci stawi wielką zagadkę. Wiadomo, że zagadki są po to, by je rozwiązywać, a im więcej małych główek, tym więcej pomysłów i podejrzeń. Mam dla Was dobrą radę: nigdy nie zadzierajcie z ośmiolatką – to może się źle dla Was skończyć. Dorośli mają przerąbane!



Lilka (8 l.), Matewka (5 l.) i Wiktoria (12 l.) spędzą w tym roku wakacje u ciotki Jadźki, za którą nie przepadają, delikatnie mówiąc. Ciotka wciąż ich dyscyplinuje, każdego dnia karci, a na dodatek podaje do jedzenia flaczki i - jakby tego było mało – na pewno jest związana ze światem przestępczym, bo "coś jest na rzeczy". Rodzeństwo nie może tego tak zostawić, bo w końcu letnia przerwa nie jest od tego, by dać się terroryzować strasznie starej kobiecie (Ma chyba z pięćdziesiąt lat). Kroi się wielka akcja – Ucieczka z Jastarni – która wymaga opracowania porządnego planu, współpracy oraz rzetelnie przeprowadzonych narad, oczywiście. Nic jednak nie jest tak proste, jakim się wydaje. Lilka wraz z bratem (wielkim łasuchem) i siostrą (już taką dużą, mądrą, że prawie dorosłą) muszą zmierzyć się z tyloma trudnymi sprawami – jak choćby przybyciem wspaniałego Wojtka, którego ciotka niemalże wielbi. 

Plan pozbycia się ciotki Jadźki i powiązanego z nią pana Anatola, do tego Raphacholin, Wojtek pełen cnót, policja i cała chmara kotów z pewnością uczynią te wakacje wyjątkowymi. Jak zakończy się wielka przygoda małej i, co trzeba przyznać, wyjątkowo podejrzliwej Lilki? 

Ciepłeko z humorem


Wakacyjna przygoda Lilki i jej rodzeństwa to ciepła, pełna humoru sytuacyjnego i pozornie prostych zagadek historia. Wchodzimy w świat widziany oczyma dziecka, które jeszcze nie do końca ogarnia rzeczywistość, ale to nic nie szkodzi – Lilka ma bowiem wybujałą wyobraźnię, z której korzysta niemal bez przerwy. Próby dojścia do prawdy, odkrycia sekretów i zdemaskowania podejrzanej ciotki Jadźki to nie lada gratka dla młodych czytelników, którzy z pewnością podejmą wyzwanie i wspólnie z naszą małą bohaterką spróbują rozwikłać zagadki. Ośmiolatka bierze nasze dziecko za rękę i zaprasza do wspólnej zabawy.

Przyznam szczerze, że początkowo opowieść Lilki (narracja pierwszoosobowa) zupełnie mnie nie wciągnęła, czego nie mogę powiedzieć o mojej córce, która od razu dała się porwać temu wakacyjnemu szaleństwu. Z czasem i ja przekonałam się do tej historii i już ostatnie rozdziały pochłonęłam z przyjemnością. W tym miejscu dodam, że  drugi tom, Lilka i wielka afera, spodobał mi się o wiele bardziej, ale o tym opowiem Wam już niedługo. Na porównania przyjdzie jeszcze jeszcze czas.

Wielką zaletą te powieści jest język: prosty, nieskomplikowany, doskonale dopasowany do zdolności poznawczych małego czytelnika. Ale to nie wszystko! Magdalena Witkiewicz w wyjątkowo zabawny sposób wykorzystuje grę słów, wplatając w opowieść wiele powszechnie używanych związków frazeologicznych, których zrozumienie jest dla dzieci są nie lada wyzwaniem. To mnie urzekło, a próby wyjaśnienia pewnych powiedzonek (przez moją pięciolatkę) dostarczyły mi (jej również) potężnej dawki radości. Dawno się tak nie uśmiałam, a córa udowodniła mi, że dziecięca fantazja to nie  jakieś tam byle co, ale doskonale działająca machina, z mnóstwem obracających się trybików. Maluchy potrafią totalnie zaskoczyć! Zapytajcie dzieci, co oznaczają stwierdzenia: wyjść z siebie i stanąć obok czy zabite dechami.


Zabawna treść została uzupełniona o sympatyczne ilustracje autorstwa Joanny Zagner-Kołat. Obrazki odnoszą się do konkretnych sytuacji, ale nie tylko – między akapitami znajdziemy mnóstwo kotów, kocich śladów i totalnie przeuroczych biedroneczek oraz jeżyków.

Cieszę się, że dzięki córce dałam tej opowieści szansę, ponieważ w efekcie okazała się naprawdę wciągającą lekturą, a te językowo-wizualizacyjne smaczki dostarczyły mi mnóstwa radości. Niedługo opowiem Wam o drugim tomie przygód Lilki – o kolejnych wakacjach, które okazały się... a zresztą, zobaczycie sami :)

Za możliwość przeczytania tej opowieści dziękujemy wydawnictwu