sobota, 11 listopada 2017

Konsekwencje: "Ocal mnie" L. Scottoline



Prawdziwie piekielny wybór w samym środku piekła.




Wiecie, że uwielbiam serię Kobiety to czytają? Na pewno, bo już wiele – w sumie za każdym razem – powtarzam to niczym mantrę. Płyty na razie nie zmieniam, bo Ocal mnie Lisy Scottoline  to kolejna książka z tej serii, którą pochłonęłam z przyjemnością i prędkością światła. Coś się jednak zmieniło... Zawsze dostawałam historię nieoczywistą, ale nie w sensie rozwiązania. Mogłabym tu mówić raczej o takim zdarzeniu, które trudno jest ocenić jednoznacznie. Co się zatem zmieniło? Chyba ja, bo jestem matką i jako matka nie miałabym problemu z wyborem. Dla mnie wybór byłby oczywisty... Ale czy na pewno?


Kogo najpierw?


Dziś zabiorę Was do szkolnej stołówki. Budynek jest nowy, czysty i zadbany, wokół słychać śmiech dzieci, pomiędzy słowami błąkają się standardowe wśród dziesięciolatków docinki, a gdzieś przebija się ciche pochlipywanie. I nagle świat wali się Wam na głowę. Słyszycie huk, czujecie żar, dochodzi Was krzyk i płacz, ale nade wszystko paraliżuje jedna jedyna myśl: gdzie jest moje dziecko? 


Rose została wolontariuszką w szkole swojej córki. Kobieta chciała w ten sposób wesprzeć Melly, która od jakiegoś czasu stała się obiektem docinek. Wiecie, że dzieci bywają okrutne? Dziewczynka ma na twarzy dość widoczne znamię, które warunkuje jej życie – niby nic, a jednak potrafi znacznie obniżyć jego komfort. Niby można się nauczyć z tym funkcjonować, ale koleżanki i koledzy nie dają małej Melly na to szansy. Niby można pominąć wszelkie obraźliwe słowa i głupie chichranie milczeniem, a jednak w Rose obudziła się lwica! Kobieta chce za wszelką cenę ułatwić życie swojej ukochanej kruszynce, więc stara się porozmawiać z dziećmi, które małej dokuczają. I tu zaczynają się schody, bowiem przetrzymując Amandę po posiłku w stołówce, naraziła ją (poniekąd) na niebezpieczeństwo.

W szkole dochodzi do wybuchu. Nikt nie wie, co jest przyczyną. Jednak wszyscy wzięli na języki jeden incydent – chociaż w tej sprawie mogą się wypowiedzieć. Czy słusznie? Mieszkańcy miasteczka obwiniają Rosę o zaniedbanie, bowiem uratowała swoją córkę – wyniosła ją z pożaru – pomijając przy tym inne dzieci, za które (jako opiekun) była odpowiedzialna. Jak było naprawdę? Jak powinno być?

To tylko brzmi tak skomplikowanie,  bowiem sprawa jest prosta: wybuch, ogień, Wasza córka uwięziona w łazience, inne dzieci biegające po jadalni. Kogo ratować?


Kobiety to czytają z przyjemnością


Kolejny raz przekonałam się, że jednak te książki – z tej serii – wchodzą mi z niebywałą przyjemnością. To takie połączenie obyczajówki z jakąś kryminalną sprawą, która jest powiązana z pewnym niewygodnym faktem. Dlaczego niewygodnym? Bo trudno jest dokonać właściwego wyboru, nie sposób osądzić, brakuje właściwych odpowiedzi.

Kogo byście uratowali? Pierwsza myśl? Byłyby to inne maluchy, które biegają "luzem", czy Wasze dziecko, które nie może samo wydostać się z pomieszczenia? Napisałam, że dla mnie sprawa byłaby oczywista – ratuję swoje – ale czy jako rodzic innej pociechy, którą powierzyłam czyjejś opiece, nie pragnęłabym, by została uratowana w pierwszej kolejności? Oczywiście! Widzicie zatem, że również tym razem sprawa nie jest wcale taka prosta, a wszystko zależy od punktu widzenia.



Do takich moralnych rozważań dochodzi nam odrobina sensacji, a na wierzch wypływają sprawy z przeszłości, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Zapewne wielu dałoby całkiem sporo, by zachować co nieco dla siebie. I tu znów nasza bohaterka zamienia się w kobietę waleczną i próbując ocalić swoje dobre imię (i swoją rodzinę), wplątuje się w dość śmierdzącą aferę sprzed lat. Co ciekawego? Sama również nie wyjdzie z tego "na czysto".

Ocal mnie to książka, którą warto przeczytać. Budzi emocje, a przy tym zmusza nas do wytężenia umysłu. Podejrzewamy wszystkich, o wszystko, na nikim nie pozostawiając suchej nitki. Babramy się w przeszłości, na bieżąco ściskamy teraźniejszość i liczymy na jakąś przyszłość – ta jednak nie maluje się w kolorach tęczy. Lisa Scottoline kolejny raz udowadnia, że można połączyć kilka wątków z różnych "dziedzin" i zrobić z tej mieszanki coś dobrego. I może to znamię było ciut naciągane, i może ta matka walcząca z wrogiem numer jeden była zbyt waleczna, ale to dobra lektura. I oby więcej takich czytelniczych przygód na mojej drodze.