czwartek, 2 listopada 2017

Krótka recenzja "Jeszcze krótszej historii czasu"


Żyjemy w przedziwnym i zarazem cudownym świecie. Potrzeba niezwykłej wyobraźni, aby pojąć jego wiek i rozmiary oraz docenić jego grozę i piękno.


Moi Drodzy, jak tam ma się Wasz pęd do wiedzy? Mój ostatnio tak sobie, ale na szczęście zdarzają się wyjątki. Szukałam książki, z której wyciągnęłabym jakieś konkretne informacje; po prostu miałam ochotę na "coś innego" –  nie samymi emocjami człowiek żyje? W poszukiwaniu odmienności dotarłam na skraj, by poznać Jeszcze krótszą historię czasu (Stephena Hawkinga i Leonarda Mlodinowa) –  publikacja interesująca, kształcąca, a do tego napisana tak, że każdy (nawet ja – człek z fizyką mocno nieobeznany) będzie w stanie pojąć, o co w tym wszystkich chodzi. Zagadnienia poruszane w tym dziele wcale bowiem do łatwych nie należą, bo czy astrofizyka może być banalna? Nie może, ale odpowiednio podana wchodzi i – co więcej – zostawia po sobie jakiś ślad. Niewielki, ale zawsze.


Opowieść dla żółtodzioba


Jeśli kręcą Was tajemnice nie tylko naszego świata, ale też całej galaktyki, ta książka sprawdzi się doskonale. Autorzy biorą nas, żółtodziobów, za rękę i prowadzą przez zawiłe zagadnienia, sprawiając, że te stają się zrozumiałe.



Przed Wami stają otworem drzwi do historii fizyki – niestraszne będą już najważniejsze odkrycia z tej dziedziny ani nawet skomplikowane kosmiczne akcje, bez trudu bowiem odkryjecie początek, jak również równym krokiem będziecie poruszać się w stronę bliżej nieokreślonego końca. Trzeba przyznać, że taka wyprawa to coś niesamowitego, a fizyka podana w tak przystępnej formie po prostu nie sprawia większych problemów.

Książkę czyta się dobrze, chociaż trzeba sobie te wszystkie informacje dawkować. Literatura popularnonaukowa ma to do siebie, że nie powinno się jej pochłaniać "na raz", bo bywa wtedy męcząca i nie jest ważne, w jak lekkiej formie ją przyjmujemy – co za dużo, to niezdrowo. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że to publikacja dość "licha", która objętością nie powala, co moim zdaniem jest ogromną jej zaletą: nie znajdziecie tu zapychaczy, nie ciągnie się ta naukowa paplanina jak papier do tyłka; po prostu taka skondensowana wersja czegoś tak ważnego była doskonałym rozwiązaniem.

Od tego, co oczywiste, przez to, co już za nami, do tego, o czym dywagują wielcy tego świata obecnie. To wspaniała, choć mogąca wprowadzić pewny zamęt w życie normalnego człowieka publikacja. Czy warto? Jasne, bo chyba nigdzie –przynajmniej ja się z czymś takim dotychczas nie spotkałam – nie traficie na tak łopatologiczne wyłożenie kwestii trudnych i trudniejszych.

Muszę jednak przyznać, że tego typu książki sprawiają mi radość, ale pod warunkiem, że czytam je od czasu do czasu. Niestety nie wykrzesałam z siebie iskierek zachwytu, grawitacja mego serducha nie poruszyła, a wielkie wybuchy nie rozgrzały mojego wnętrza. Przyjęłam i na tym koniec.