poniedziałek, 25 grudnia 2017

Klasyka w najlepszym wydaniu: "Ojciec Chrzestny"



Włosi mają takie powiedzonko, że świat jest tak twardy, iż człowiek musi mieć dwóch ojców, żeby się nim opiekowali, i dlatego ma ojca chrzestnego.

Ojca Chrzestnego najpierw obejrzałam – już wiele lat temu – potem wzięłam się za lekturę książki. Nigdy jakoś specjalnie nie miałam w zwyczaju tonąć w gangsterskich, a już tym bardziej mafijnych klimatach, które (delikatnie mówiąc) średnio mnie kręcą. Jednak ta powieść to zupełnie co innego, to zupełnie inny wymiar literatury. Takie powinny być książki, by przekonać czytelnika do czegoś, do czego zawsze podchodzi sceptycznie. Mario Puzo stworzył opowieść niesamowitą, pełną dobra. Ojciec Chrzestny jest jedyny w swoim rodzaju – to klasyka w najlepszym wydaniu.

Zemsta to nic osobistego

Wiecie, ja doskonale znam tę historię, a każde kolejne zdanie stawiało mi przed oczami sylwetkę Marlona Brando czy Ala Pacino, co jednak nie zmieniło wcale mojego nastawienia do lektury. Nic mnie tu nie zaskoczyło, bo zaskoczyć nie mogło, ale czerpałam ogromną przyjemność z przeżywania tej opowieści raz jeszcze, w nieco innym, bo papierowym wydaniu. Ojciec Chrzestny to kopalnia cytatów, refleksji i emocji. Mafijne porachunki odgrywają tu niezwykle ważną rolę, jednak nie tylko one dają nam poczucie dobrze zagospodarowanego czasu; opowieść o: miłości, przyjaźni, relacjach międzyludzkich, smutku, marzeniach, biznesie, oddaniu i lojalności, o strachu i zemście – o wszystkim tym, co jest nam tak bardzo bliskie... Taka wielowymiarowość robi wrażenie! 
Zemsta to potrawa, która smakuje najlepiej, kiedy jest zimna.




Zapewne wszyscy kojarzycie z grubsza historię Rodziny Corleone, na której czele stoi Ojciec Chrzestny – wyjątkowy przyjaciel wszystkich tych, którzy znaleźli się w tarapatach, opiekujący się rodziną, przyjaciółmi, pracownikami i doglądający z rozwagą interesów. Mężczyzna nietuzinkowy, który cieszy się szacunkiem, bogactwem, a Rodzina stoi za nim murem – na śmierć i życie. Nie znosi sprzeciwu, a jego słowo wiele znaczy, dla niektórych słowo Ojca Chrzestnego jest wszystkim. O tej postaci można powiedzieć wiele, ale chyba najbardziej uderza w nas jej charyzma; niektórzy po prostu mają to coś.

Są rzeczy, które trzeba zrobić, i robi się je, ale nigdy o nich nie mówi. Nie próbuje się ich usprawiedliwić. Są nie do usprawiedliwienia. Po prostu się je robi. A potem o nich zapomina.
Bycie częścią Rodziny Corleone to coś wielkiego – gwarancja dostatku, kontakty, poczucie przynależności do ściśle zamkniętego i elitarnego świata, który rządzi się swoimi prawami – jednak nie każdy pragnie wejść w ten rodzinny interes, np. Michael, który woli trzymać się na uboczu i wieść w miarę normalne życie, u boku zwykłej kobiety. Do czasu.

Na uwagę zasługuje tu nie tylko fabuła, która, delikatnie mówiąc, niesamowicie wciąga, ale też bohaterowie – ci są świetnie zarysowani (Tom Hagen zdobył moje serce, serio!), każdy z nich jest wyjątkowy, a sytuacje, z którymi przyjdzie im się zmierzyć, potrafią wprowadzić w konsternację. Takie rozwiązania? Wow!

Książkę czyta się z prawdziwą przyjemnością; choć nie jest to lektura na jeden wieczór, trudno się od niej oderwać, a powroty zawsze nas zaskakują! Wchodzimy w ten proponowany przez autora świat bez żadnego zabezpieczenia, widzimy brutalność mieszkańców Nowego Jourku, próbujemy dostosować się do praw, które tu funkcjonują i... często buntujemy przeciw temu czy tamtemu – wszystko w nas krzyczy. To opowieść pełna emocji – tych przerażających, ale też ciepłych, które uderzają w nas ze zdwojoną siłą. Ojciec Chrzestny to ból, smutek i cierpienie, a jednak powieść często wywołuje uśmiech, bowiem niektóre ze scen to czyste dobro. Dobro w być może nieco innym rozumieniu, które jednak przyjmujemy ze łzami w oczach.

Próba opisania tej książki jest dość nieporadna – wybaczcie, ale trudno jest głosić opinię o czymś, co nam tak dobrze weszło, tak zachwyca i wbija w fotel, choć początkowo unikało się tego jak ognia. Unikałam Ojca Chrzestnego długo i trzeba przyznać, że skutecznie... Pierwszy egzemplarz dałam komuś w prezencie, drugi pożyczyłam (z zaznaczeniem, że może kiedyś do mnie wrócić – nie wrócił), ściągnęłam tę książkę na Legimi, ale i tu przeleżała na wirtualnej półce długie miesiące. 

Dobrze, że się w końcu odważyłam, opamiętałam i przeczytałam. Teraz czas na kolejne tomy!