niedziela, 10 grudnia 2017

Najlepsza książka dla dzieci tego roku: "Aksamitny Królik"




Gdy jesteś prawdziwy, nawet to, że jesteś stary czy wyleniały nie ma znaczenia. Bo skoro już jesteś prawdziwy, to w oczach tego, kto cię kocha, nie możesz być brzydki. Brzydkim mogą cię nazwać tyko ci, którzy niczego nie pojmują, którzy nie rozumieją, jakie to piękne być prawdziwym.

Dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka znów poczułam się dzieckiem. Odkryłam opowieść, która wiele lat czekała na to, bym się w końcu do niej dobrała, ale nie mogłam tego zrobić... Nie miałam pojęcia o jej istnieniu! Wiecie, to takie dziwne uczucie, kiedy okazuje się, że są jeszcze taki historie, które potrafią zrobić na mnie niesamowite wrażenie, a tym dziwniejsze, kiedy dotyczą literatury dziecięcej. Aksamitny Królik autorstwa Margery Williams to najlepsza książka dla dzieci, jaką czytałyśmy w tym roku. 

Być Prawdziwym


Trafiam czasem na takie opowieści, które zostają ze mną  (albo raczej we mnie) na długo. To proste historie, co nie oznacza, że w swej prostocie banalne. Do takich książeczek, które czytam od czasu do czasu i wciąż znajduję w nich coś nowego należy m.in. Mały Książę – może uznacie, że to sztampowe, ale nic na to nie poradzę, tak jest. Aksamitnego Królika przeczytałam już dwukrotnie: raz sama, by sprawdzić, co podsuwam dziecku (robię tak bardzo często, kiedy historie są krótkie, a tytuł nic mi nie mówi); drugi raz sięgnęłam po Aksamitnego... z córką. Czytałyśmy, rozmawiałyśmy, każda z nas widziała coś innego w niepozornej, bo króciutkiej opowieści o zabawce. 

Przy pierwszym podejściu kompletnie się przy tej historii rozkleiłam. Dawno nie czytałam książki dla dzieci, która niosłaby tak wiele wartości i byłaby naładowana tak potężną dawką emocji. I może uznacie, że miękka klucha ze mnie, ale rozbroiła mnie opowieść o chłopcu, który kochał swojego wypchanego trocinami królika... 



Boże Narodzenie to dla dzieci przede wszystkim prezentowe szaleństwo. Teraz dzieciaki dostają tyle paczek, że czasem nie zdążą nawet nacieszyć się porządnie tym, co przed chwilą wyjęły z pudełka, bo kolejny prezent czeka na rozpakowanie. A każdy lepszy od poprzedniego. Są jednak takie zabawki, które w szczególny sposób goszczą w dziecięcym serduszku. To zabawki niepozorne, być może brzydkie, z czasem kompletnie podniszczone, wyleniałe, prujące się czy wybrakowane. Takie, które maluch ukochał, na zawsze. Moja córa ma taką zabawkę – to brzydki kot, który już właściwie kota nie przypomina. Ma brzydką paszczę, przetarty nos i jedno oko. Wiem jednak, że nie mogę się go pozbyć, bo po prostu niektóre zabawki się kocha i, co najlepsze, nie mają one właściwie żadnej wartości materialnej. Przyznam, że sama mam takiego prawie trzydziestoletniego psiaka, który już dawno zatracił swój kształt, ale... No właśnie, ale z sentymentu wciąż jest ze mną. 

Opowieść dotyka właśnie takiej miłości – pięknej, bezwarunkowej, nieczułej na wszelkie zmiany wyglądu, odpornej na uciekający czas. To historia chłopca, który pokochał Królika i opowieść o Króliku, który chciał być Prawdziwy, choć bał się utraty swojego "piękna". Aksamitny Królik udowadnia nam, że miłość jest silniejsza od przemijania, że wspomnienia są ważne, a Prawdziwi i wyjątkowi stajemy się wtedy, kiedy ktoś nas pokocha, tak naprawdę, jeśli dla jednej osoby jesteśmy kimś ważnym.

Co w tej opowieści jest najlepsze? To, moi Drodzy, że każdy będzie interpretował ją inaczej.

Ponadczasowa i uniwersalna   


Książka została wydana po raz pierwszy w 1922 roku. Przyznacie, że to kupa czasu. Trudno mi uwierzyć, że już tyle pokoleń miało okazję zapoznać się z tą historią, że było i wciąż jest o niej głośno, a ja nie miałam zielonego pojęcia o istnieniu tego Aksamitnego Królika i kompletnie nie wiem, jak do tego doszło. Gdybym wiedziała, z pewnością przeczytałabym go Ewci już dawno temu, a potem znowu... Sama też wróciłabym do niej po latach, nie raz i nie dwa. Jednak nic straconego i jeszcze wiele tych literackich, bajkowych, króliczych przygód przed nami.


Aksamitny Królik wcale nie jest skomplikowany, o ile nie chcemy sobie komplikować odbioru, a wolimy przelecieć przez treść szybko i bezboleśnie. Inaczej, kiedy spoglądamy w siebie i znajdujemy w tej bajce ogromny wycinek naszej rzeczywistości. Dziecko zobaczy w tej książeczce miłość i przyjaźń, zrozumie, czym jest przywiązanie i z pewnością samo powie co nieco na temat tych zabawek, które uwielbia, choć są już brzydkie, przetarte czy wybrakowane. Zakochani spojrzą na miłość zupełnie inaczej, przyglądając się jej rozkwitowi i kolejnym etapom, przez które przyjdzie im przejść. Poza tym to historia, która w tak subtelny i niesamowity sposób traktuje o przemijaniu, wspomnieniu i o potrzebie bycia kochanym... Aksamitny Królik jest po prostu wielowymiarową opowieścią o życiu, dla każdego.

Książeczkę czytałyśmy razem. Córa literowała, składała literki w słowa i choć szło nam to dość opornie, bo dłużyło się i ciągnęło, dałyśmy radę. Sprawę ułatwił nam dopasowany dla małego odbiorcy tekst: raz, że prosty w odbiorze, a dwa, że podany odpowiednio dużą czcionką. Nie można również pominąć ilustracji Williama Nicholsona – w takim starym, dobrym stylu – które stanowią doskonałe uzupełnienie bajki, tworząc magiczny, nieco bajkowy i specyficzny klimat.

Mogłabym mówić o tej książce długo. Moja córa też mogłaby powiedzieć Wam o niej wiele dobrego. Myślę, że każda, po swojemu, przekazałaby Wam jednak prosty komunikat: koniecznie zaopatrzcie się w tę niepozorną książeczkę i po prostu przeczytajcie. Nigdy nie jest na nią za wcześnie, ale co zachwyca – nigdy nie będzie na nią za późno, jednak po co czekać?

Warto zaznaczyć, że to powieść ponadczasowa. Teraz, kiedy już prawie wiek dzieli nas od premiery tej książki, ona wciąż uczy, bawi i porusza. Jestem pewna, że gdyby została wydana w tym roku czy za dziesięć lat, wciąż byłaby aktualna, bo po prostu niektóre wartości nie przemijają, nie starzeją się. Doskonała, po prostu doskonała opowieść o życiu. Dla każdego. Nie tylko od święta.