sobota, 9 grudnia 2017

Niezwykle kreatywny pakiet książeczek dla malucha – Harvé Tullet


Kreatywne książeczki Tulleta nadciągają! Świetna zabawa, niesamowita inspiracja i niewątpliwa aktywizacja. Nowe tytuły, które zachwycają, przyciągają uwagę i wyzwalają w dzieciach to, co takie dobre – pomysłowość!




Jakiś czas temu pisałam o serii kreatywnych książeczek autorstwa Tulleta, do których początkowo w ogóle nie byłam przekonana. Na szczęście dzieci często potrafią zobaczyć więcej niż dorośli... Kiedy córa wzięła te kartoniki w obroty, od razu nabrały sensu i dla mnie - ich potencjał nie został zmarnowany, sprawdziły się rewelacyjnie. Tym razem było podobnie – otworzyłam paczkę, spojrzałam i... i chciałam zobaczyć wśród tych fikuśnych dziur i kolorów to "coś", co skutecznie się przede mną ukrywa. Do tego jednak potrzebny jest maluch, który widzi więcej.

O poprzednich książeczkach możecie przeczytać => tutaj. Te nowe, o których już za chwilę, utrzymane są w podobnym klimacie: pełne barw strony, mnogość otworów, kształtów i pomysłów. Nowa seria książeczek Tulleta to niezwykle kreatywne podejście do zabawy. 




Dlaczego kreatywne? Niewiele tu do czytania, a dokładniej – prawie wcale. Zamiast tego otrzymujemy dobrze wykonane książeczki, którymi można sprawnie manewrować: rozkładać, przekładać, obracać, wkładać paluszki w otwory, strzelać w inne dziurki papierowymi kulkami, przeglądać się w nich, przewracać strony (lub jakąś część strony). Kółka, kwadraty, linie, kreski, okręgi – proste, krzywe i poplątane. Miszmasz jak się patrzy (i dotyka).

Opowiem Wam krótko o nowych książeczkach kreatywnych. Dlaczego krótko? Odpowiedź jest bardzo prosta: motorem napędowym jest tu dziecko, które samodzielnie podejmuje "dyskusję" z proponowaną treścią. To własnie Wasz maluch zabierze Was w świat luster czy pokręconych linii i pokaże, co z tym wszystkim można zrobić. Chyba właśnie to lubię najbardziej w tych barwnych książeczkach: totalne nastawienie na zabawę, nietuzinkowość, zaskakujące rozwiązania i inspiracje do dalszej zabawy.

Wszystkie książeczki są porządnie wykonane – z twardej tektury, która jest w stanie wiele wytrzymać. Trudno jest określić wiek dziecka, dla którego przeznaczone są te książeczki. Część spokojnie zainteresuje niemowlaka, szczególnie Zabawa liniami, inne zachwycą pięciolatka (np. Gra luster), ale i ośmiolatek znajdzie wśród tych propozycji coś dla siebie (chłopcy z drugiej klasy szaleli z Graj w piłkę). I to dobrze, bo tulletowe książeczki niewątpliwie aktywizują wszystkie mniejsze dzieciaki. Na plus! 

Gra luster



Gra luster to książeczka pięknie wykonana, bo błyszcząca, odbijająca i gładka. Na szarym (właściwie srebrnym) narysowano linie, które w gruncie rzeczy nie są liniami, ale oknami, drzwiami i innymi geometrycznymi furtkami, które prowadzą malucha do świata luster. Ale nie tylko! Na samym końcu wejdziemy w nieco kosmiczne klimaty – galaktyka w tym lustrzanym odbiciu wygląda nieziemsko.




W książce znajdują się otwory, przez które można podglądać lustra na kolejnych kartkach. Moja córka podsumowała tę książeczkę w dwóch słowach, które mam nadzieję, powiedzą Wam wszystko: bardzo ładna.







Gra w kolory




Dzieci uwielbiają kolory! A kiedy można je łączyć i do tego połączenie przedstawiono w dowcipny, prosty i zrozumiały dla malucha sposób – tym lepiej. 




Gra w kolory to nie tylko łączenie, ale również przyjemne napisy, które prowadzą malucha do jednego, bardzo ważnego, wniosku: każdy jest inny, lecz wszyscy szczęśliwi. Taki sympatyczny akcent.




Książeczka opiera się nie tylko na kolorach i tekście (krótkim), ale zahacza również o kształty. Na kolejnych kartach znajdziecie kwadraciki, kółka czy trójkąty, a na samym końcu mnóstwo kolorowych zawijasów. 




Nas książeczka zainspirowała do poszukiwania podobnych cech w naszej rodzince. Córa posadziła nas przed lustrem i  po kolei poddawała nosy, usta i podbródki. Niezła zabawa!




Zabawa liniami




Zabawę liniami od razu odrzuciłam. Nie potrafiłam dostrzec w tej książce żadnych pozytywów – jakoś mi nie pasowała do córy, w sumie do żadnego dziecka, które przyszłoby mi na myśl. I co? Znowu błąd. Książka doskonale sprawdzi się dla maluchów, które z zaciekawieniem będą wodzić paluszkiem po nieregularnych liniach i z zachwytem przewracać kolejne części stron, by tworzyć nowe, wyjątkowe wzory. 




Książeczka jest atrakcyjna nie tyle wizualnie, co właśnie ze względu na dzielone strony, z którymi można pokombinować. Poza tym doskonale nadaje się do wyścigów samochodowych, a także może posłużyć do treningu odwzorowywania. Niby takie niepozorne linie, a dają spore możliwości zabawy. Tu w sumie nie ma żadnych ograniczeń – dzieci mogą zaszaleć.




Graj w piłkę


Książeczka zrobiła furorę wśród chłopców w szkole. Okazała się na tyle atrakcyjna, że próbowali potem sami tworzyć własne gry w piłkę. Poza tym mieliśmy okazję porozmawiać o różnych sportach, w których wykorzystuje się piłkę, a z tego tematu płynnie przeszliśmy do zagadnienia sportu (i zdrowia) w ogóle.




Córce też się podobało! Po salonie walają się teraz kolorowe kuleczki w różnych rozmiarach. Kulki z papieru świetnie się sprawdziły, ale to piłeczka z folii aluminiowej leci najlepiej! Trenujemy liczenie (dodawania punktów), grę fair play (nie ma oszukiwania, strzelamy zza wyznaczonej linii) i techniki. Graj w piłkę to świetna propozycja dla całej rodziny – i sporo śmiechu! 




Książeczka jest rozkładana – w formie harmonijki, a dodatkowo wkładana w papierowe "etui", co jest sporym ułatwieniem, bo mamy pewność, że gdzieś się na po drodze nie rozwinie.




Bardzo przyjemna gra.


Paluszkowa wyprawa




Ostatnim razem mieliśmy do czynienia z Paluszkową olimpiadą, która dostarczyła nam mnóstwo radości. Tym razem czas na dalekie podróże! Co trzeba zrobić, by dobrze się bawić? Koniecznie namalować buźkę na paluszku i... ruszać w świat.




Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą, a te, w których można uczestniczyć, w szczególności. Dziecko wybierze się z naszymi paluszkowymi robaczkami do Paryża, na dno morza, gorącą pustynię czy w kosmos. Każda karta uzupełniona jest o krótki tekst, który dziecko może samodzielnie przeczytać lub przynajmniej spróbować.




Książeczka jest fascynująca i wartościowa w swej prostocie. Po pierwsze wyzwala w dziecku chęć poznania prezentowanych na kartach miejsc nieco dokładniej. Po drugie rozbudza wyobraźnię: dziecko może z powodzeniem snuć opowieści o przygodach robaczkowych paluszków. 

Córa pomalowała nie tylko swoje, ale też moje palce – w końcu tam jest miejsce na dwie sztuki, a każda z tych paluszkowych postaci może mieć inną minę! Bawiłyśmy się wspaniale. 


Mam nadzieję, że dacie szanse tym książeczkom. Nadają się na prezent, bo są porządnie wykonane, kolorowe, kreatywne i aż miło do nich wrócić – koniecznie z nowymi pomysłami! Myślę, że każdy maluch znajdzie wśród tych propozycji coś dla siebie.