piątek, 29 grudnia 2017

Tak po ludzku, po prostu: "Nie odchodź" L. Scottoline




Czasami wybieramy walki, które stoczymy,
a czasem to one wybierają nas.


Nie będzie dla Was zaskoczeniem, że sięgnęłam po kolejną książkę z serii Kobiety to czytają! Nie wiem, która to już z rzędu, ale jedno jest pewne: czeka mnie jeszcze wiele takich historii. I dobrze, bo po dobrą książkę zawsze warto sięgnąć. Ta seria to taki mój pewniak; dotychczas (poza jedną nieszczęsną Jedyną) wszystkie okazały się w jakiś sposób poruszające, wstrząsające czy po prostu wyśmienicie się je czytało, z zapartym tchem. Dziś przyszła kolej na Nie odchodź autorstwa Lisy Scottoline. Jak było? Jak zawsze: to dobry kawał literatury, nie tylko dla kobiet.


Ile wiemy o sobie?


Tym razem autorka porusza przede wszystkim problem wzajemnego zaufania, lojalności oraz, co chyba tu najważniejsze, znajomości swojej drugiej połówki. Ile o sobie wiemy? Cóż, okazuje się, że nawet małżeństwa, które uchodzą za niezwykle udane, kryją swoje małe lub też wielkie sekrety. Autorka idzie krok dalej  jeden z małżonków jest w porządku, drugi... cóż, nie do końca radzi sobie z zaistniałą sytuacją. 

Tak sobie myślę, że los stawia przed nami takie pokusy, którym niełatwo się oprzeć, a gdy okazuje się, że można ulec i tym samym zażegnać ten czy inny kryzys (choćby ten wewnętrzny), czy można oceniać?

Z tą oceną różnie bywa... Z jednej strony ona powinna wytrwale oczekiwać jego powrotu  w końcu jej ukochany mąż walczy za kraj, ryzykuje własne życie, by wszystkim żyło się lepiej, ratuje istnienia  rzeklibyście: bohater! Między nimi zawsze było w porządku, kochali się. Z drugiej strony jest kobieta, która dopiero urodziła i została z tym wszystkim  z dzieckiem, z domem, ze sobą  sama. 



Powroty powinny być radosne, jednak nasz bohater nie może liczyć na pełne wzruszeń powitanie. Przybył do kraju, ale tylko na chwilę  dostał przepustkę, by móc pochować ukochaną żoną i załatwić "pewne" sprawy, wśród których znajduje się ta najważniejsza, choć w sumie kompletnie mu obca  malutka córeczka.

Życie mężczyzny wywraca się do góry nogami  w jednej chwili traci niemal wszystko, włącznie z szacunkiem, ukochaną, pracą... Czy uda mu się poukładać to wszystko? Czy w ogóle jest sens o cokolwiek walczyć, skoro można odpowiedzialność zrzucić na kogoś innego? Czy warto się uczyć być ojcem, kiedy dziecko nie czuje z nami więzi?

Szybka akcja


Książka ma tę ogromną zaletę, że mimo trudne tematyki, którą porusza, czyta się ją właściwie bezproblemowo  na jednym wdechu.  Sama fabuła jest dość przewidywalna  szybko możemy się domyśleć, o co tu właściwie poszło i jak rozwiną się niektóre z ważniejszych wątków  jednak ta przewidywalność nie wpływa wcale na emocje, których tu nie brakuje. To nie jest miałka opowieść, ale ciężki kawał historii.

Nie brakuje w tej opowieści wątków sensacyjnych, autorka nie pominęła prezentacji obrazu wojny w Afganistanie, który miażdży  tak delikatnie mówiąc  nie zabrakło też problemu natury moralnej i jak zwykle ocena zachowania tego czy innego bohatera nie będzie prosta. W tych powieściach nigdy nic nie jest proste.

Mnie się podało. Może nie jest to opowieść, która zwala z nóg, ale z pewnością skłania do myślenia, a to sobie cenię. To jedna z tych życiowych opowieści, które mogły się zdarzyć naprawdę. Pełna szarości  bez wyraźnego podziału na czerń i biel. Taka ludzka, po prostu.