sobota, 30 grudnia 2017

W pułapce bezsilności: "Kato-tata. Nie pamiętnik" H. Opfer




Doszłam do wniosku, że lepiej już cierpieć,
niż żeby ktoś musiał cierpieć z mojego powodu.



Książka upolowana na Wrocławskich Targach Dobrej Książki za grosze okazała się mocną, pełną emocji (takich mrocznych, ciężkich, bolesnych) historią, którą czytało się naprawdę ciężko, z żalem... Kato-tata. Nie pamiętnik autorstwa Halszki Opfer to zbiór wspomnień autorki  opowieść wcale nie prosta, momentami obrzydliwa i, niestety, szalenie smutna. Serducho krzyczało, kiedy weszłam w świat dziecka (potem młodej dziewczyny), które doświadczyło tak ogromnej krzywdy z rąk ojca, matki, ale też rówieśników. Dziecka, któremu na każdym kroku udowadniano, jak niewiele znaczy i co chwilę brutalnie przypominano  tym, do czego jest stworzone. Wiecie, to boli, kiedy mała dziewczynka twierdzi, że jej ciało powstało jedynie po to, by zadowalać kata-ojca. 

Od początku mojego życia tatuś umiejętnie urabiał mnie na swoją ofiarę. Zaprogramował mnie, abym spełniała ego wolę. Czułam wewnętrzny przymus słuchania poleceń. Moje życie toczyło się wokół jego seksualnych zaścianek. Istniałam po to, aby je spełniać. W pewnym momencie stało się to już tak normalne, że wydawało mi się, iż wszystkie dziewczynki na świecie są tak samo traktowane przez tatusiów.


Rozpacz dziecka


Czy wiedziałam, na co się piszę, kiedy sięgałam po tę książkę? Powiem tak: znalazłam tematykę, a po przeczytaniu przedmowy autorstwa dr hab. Ewy Jarosz mogłam podejrzewać, co mnie czeka (ten wstęp zostawcie sobie najlepiej na koniec). Jednak podejrzenia i ogólny zarys sytuacji to nic, a dopiero lektura tego Nie pamiętnika uświadomiła mi, z jak wielkim strachem, bólem i obrzydzeniem musiała zmierzyć mała Halszka, jak obezwładniająca bezradność wkradała się w jej życie za każdym razem, kiedy ojciec oddawał się jednemu ze swoich ulubionych zajęć... 




Czy się dziwiłam? Nie, bo wiem, że takie potworne rzeczy się zdarzają; wiem, że po tym świecie chodzą takie potwory, które doprowadzają dzieci na skraj rozpaczy. Czy ta wiedza jakoś mi pomogła podczas lektury tej książki? Absolutnie nie... Po prostu niektórych rzeczy nie można przyjąć i nie jest ważne, ile razy o tym czytamy, jak często się z tym spotykamy, w jaki sposób jest to opisane... Zawsze boli, budzi sprzeciw, wyciska łzy. 


Uświadamiam sobie, że jestem w potrzasku. Nie jestem w stanie zrobić nic, żeby cokolwiek w swoim ohydnym życiu zmienić. Siadam na brzegu wanny. Czuję się brudna i śmierdząca. Podnoszę głowę i widzę smutne odbicie w lustrze. Widzę dziecko, które nienawidzi siebie i całego świata.


Jeśli zastanawiacie się, ile może unieść mała dusza, powiem Wam, że wiele - za wiele. Może kochać matkę, która wcale się nią nie interesuje i nie widzi  ciche przyzwolenie boli tak samo, jak rani każdy niewłaściwy dotyk. Dziecko musi sobie na co dzień radzić z wyrzutami sumienia, bo przecież mamusia nie widzi w tym nic złego, zatem to nie może być złe... 

Gdy nadchodzi wieczór, ojciec zaczyna swój obrzydliwy rytuał i tak każdego dnia, na różne sposoby, z coraz większym upodobaniem. 

Nikt nic nie widzi. Nikt nie zauważa tego niemego krzyku, a wszelkie próby poinformowania kogoś o tym, co dzieje się w domu, to jedynie rozpaczliwe wołanie w pustą przestrzeń  nikt nie chce zobaczyć...

Jeśli zastanawiacie się, ile zła może spaść na jedną osobę, tu dostaniecie konkretną odpowiedź: niewyobrażalnie wiele, z każdej strony. Gwałcona przez ojca za przyzwoleniem matki, szykanowana w szkole przez rówieśników i nauczycieli, gnębiona właściwie wszędzie, gdzie się pojawiła, przez praktycznie wszystkich.

Wśród tych przytłaczających ciągów bestialstwa pojawiały się  od czasu do czasu  małe błyszczące perełki, czyli te chwile, kiedy Halszka była normalnym dzieckiem, kiedy dotykało ją ludzkie dobro. Szkoda tylko, że tych pozytywów było tak niewiele...


Boleśnie i obleśnie


Lektura tej książki była dla mnie mocnym, wyjątkowo bolesnym przeżyciem. Dawno nie czytałam książki, która w tak bezpośredni i szczery sposób pokazywałaby krzywdę dziecka. I gdyby była to fikcja, całość byłaby do przejścia, ale nie jest... Takie rzeczy się dzieją, takie małe Halszki każdego dnia budzą się w piekle, z którego nie ma wyjścia.

Język tej publikacji jest prosty, jasny i przejrzysty  tu nie ma sensu niczego upiększać, wszelkie ozdobniki są zbędne, a zastępują je proste obrazki z życia dziecka, które cierpi, które wciąż w ojcu-kacie widzi tatusia, bo to przecież musi być normalne, przecież wszystkie dziewczynki muszą robić to ze swoimi ojcami, skoro w domu Halszki TO jest na porządku dziennym... Z tej historii wyziera bezradność. To pułapka, która nie daje się rozbroić, bo i jak działać, kiedy nie ma się żadnych narzędzi, a w głowie jedynie kiełkuje przeświadczenie, że tak musi być. Matko, no przecież nie musi, nie powinno! Akcja toczy się 

To pierwsza książka z serii Samo życie, którą przeczytałam, ale podejrzewam, że jeszcze do niej wrócę  gdzieś, kiedyś, niekoniecznie teraz, bo na dziś tak mocnych i paskudnych opowieści mam dość.